...i kilka dni lipca za nami.
Rok szkolny zakończony, ranki spędzamy w spokoju, powoli, bez pośpiechu, który towarzyszył nam przez ostatnie 10 miesięcy. Nie znaczy to, że wysypiam się, o nie:) Moje dzieci nauczone są wstawać wcześnie i 6.30, najpóźniej 7, zaczynamy kolejny piękny dzień.
Nadszedł czas na powolne gromadzenie książek i innych potrzebnych rzeczy na nowy rok szkolny. Monika zaczyna klasę juniorków, więc tym razem podwójne zeszyty, mundurki, itd. Na szczęście po Gosi został pełen mundur, więc poza czarnymi pantofelkami i sportowymi, solidnymi butami, praktycznie nic jej nie muszę kupować. Co za ulga!
W czerwcu odbyła się spóźniona impreza urodzinowa Moniki. Zaprosiliśmy kilkoro dzieci i opłaciliśmy miejscowe "miejsce szaleństw wszelakich", żeby nie mieć bałaganu w domu. Wszystko poszło gładko. Dzieci były zmęczone, spocone i zadowolone.
Duża zjeżdżalnia cieszy się ogromnym powodzeniem wśród moich dziewczyn:
Izabela jest niezwykle samodzielna, wspinała się aż pod sufit i pokonywała wszelkie przeszkody:
Nie przeszkadzało jej to bawić się w kąciku dla niemowlaków:
Picie, picie i jeszcze raz picie!
...bieganie...
...szaleństwo...
Z góry wszystko zapewne wyglądało inaczej i Izabelka uwielbiała tam siedzieć:
Basen z piłeczkami też jest super!
A potem jedzenie... w zasadzie powinnam powiedzieć "w końcu jedzenie", bo przez ostatnie pół godziny dzieciaki zamęczały mnie pytaniem "kiedy?" Jak widać - tłumu nie było, ale czy to najważniejsze?
Monika na jej specjalnym krześle:
Izabelka wymagała troszkę uwagi, szczególnie podczas jedzenia gorących kurczaków:
...stąd moja prawie nieustanna obecność obok niej...
A tak na marginesie: to jedna z moich letnich sukienek, które kiedyś pokazywałam. Asiu, jak Ci się podobam w tych kolorach?
Akrobacje są konieczne, nawet podczas jedzenia:
Po posiłku wnieśli tort:
Brzoskwiniowy, bardzo lekki, bardzo owocowy i bardzo wilgotny. Posmakował wszystkim, zniknął w mgnieniu oka, mimo że moja najstarsza córka zareklamowała go strasznie: po pierwszym kęsie powiedziała "ble".
Tort robiłam sama - widać kulawe jeszcze ozdabianie. Do końca nie byłam pewna, jak będzie z wilgotnością: czy się nie zacznie rozpadać, mazać, ale nie. Był idealny, czyli 1/3 szklanki ponczu na jeden krążek biszkoptu jest idealną miarką.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz