piątek, 29 maja 2020

Lato, lato...



...przyszło, zaczęło się na dobre... Cały ten tydzień cieszymy się piękną pogodą. 

Dzieciaki, po skończonych lekcjach korzystają ze słońca..



...pieką ciasteczka, zaliczajac tym samym zadania szkolne...




Wykonują kolejne prace artystyczne do szkoły.

Widać po nich, że ani im, ani mi już się nie chce robić dodatkowych projektów do szkoły.
 
Iza miała przygotować znak, który reprezentowałby jej profesję w średniowieczu. To miała być piekarnia. Oczywiście poszłyśmy po najmniejszej linii oporu: wydrukowane, wycięte, pomalowane, przyklejone...



Tu dekoracja na niedzielę Zesłania Ducha Świętego - to Moniki zadanie:



I kolejny projekt do przygotowywanego "zakończenia roku szkolnego klas 6". Powinno być jeszcze selfie tejże osoby, ale Monia jest na etapie "nie, nie będzie jej zdjęć".




Ja tymczasem dziergam, zajmuję się ogrodem...


Zakwitła biała piwonia:


Pojawiły się nowe nasadzenia



Zakwitła nemezja



Szałwia zaczyna delikatnie wychylać kwiaty:



Lwia paszcza się trzyma, choć wiatry mocno ją nadwyrężyły. Musiałam ją przywiązać do palika, bo położyła się zupełnie na ziemi.



Na tarasie fuksja przyzwyczaja się do słońca. Już niedługo będzie wystawiona na front.




sobota, 23 maja 2020

Projekty szkolne i nie tylko




Minęło kolejnych "parę" dni, kiedy nie pisałam. Zajęłam się za to swoimi projektami na drutach, a do tego oczywiście dochodzą projekty szkolne.

Dwa tygodnie temu Iza podjęła się nauki Power Point'a(na własne życzenie). Po tłumaczeniu, jak to z grubsza działa, wybraniu kilku zdjęć z miliona, zaczęła pracować sama.
Prezentacja nie była długa, jakies 12 czy 13 slajdów. Uważam jednak, że wyszła jej bardzo ładnie(tu się pochwalę, że nauczycielki były zaskoczone rezultatem, bo dzieci u nas nie uczą się informatyki, więc prac takich na komputerach nie wykonują; to było coś nowego, coś ekstra).
W tym tygodniu Izka wykazała chęci pisania w programie Word.
Dzięki pracy na moim laptopie, używaniu tych programów, samo szkolne zadanie okazało się przyjemnością. Dużo radości sprawiało Izie używanie skrótów klawiszowych, formatowanie tekstu, itp. Myślę, ze dzięki pracy z komputerem wszystko poszło znacznie sprawniej, a przy okazji nauczyła się czegoś nowego i pożytecznego.

Moja starsza córka ukończyła kilka dni temu 13 lat! Z tortem musieliśmy poczekać kilka dni, żeby tata mógł celebrować z nami. Monika jest jednak na tyle duża, że wolała przełożyć tort i mini imprezę na dzień, kiedy będziemy razem. Już nie data jest ważna, a samo bycie razem.


Ja z kolei utonełam w drutach...


Prawie skończyłam mój projekt: poszewka na poduszkę,....który okazał się czymś innym. Zamiast poszewki wyszedł szal.


Dziergało się tak dobrze, że postanowiłam wykończyc cały zapas włóczki. Teraz muszę jeszcze wykończyć brzegi.



Z lewej strony też jest ciekawie, a po zblokowaniu pewnie będzie jeszcze lepiej.



Oczywiście muszę poczekać na włóczkę do wykończenia, więc zaczęłam kolejny szal:



Wzór, podobnie jak poprzedni, to absolutny hit! Najbardziej w nich mi się podoba to, że nie są skomplikowane w liczeniu; powtarzalność jest co 4 rzędy, do tego to tylko przekładanie oczek nieprzerobionych lub narzuty... bajka!




Tutaj wychodzi bardzo ładny efekt 3D



Myślę, że na koniec, po zblokowaniu, będzie pięknie.


piątek, 8 maja 2020

Kolejny tydzień za nami




...kolejne prace dzieciaków zaliczone.

Maj jest tak cudny!!! Pogodę znowu mamy fantastyczną od kilku dni. Tym razem nie muszę już spędzać czasu na malowaniu płota ani innych rzeczy, zajęłam się więc ogródkiem.

Przepikowane wcześniej aksamitki teraz juz porozsadzalam w ogrodzie i pojemnikach. Oczywiście trzeba pilnowac i chronić przed ślimakami, ale zaczynają już rosnąć i widać, że cieszą się z nowych miejsc.

Zdjęcie robione wczesnym rankiem, więc tyle mocnego slońca.



Skoro zwolniło się trochę przestrzeni, przepikowałam maki. Oczywiście nawet gdyby nie było miejsca, to trzebaby było je już przepikować, bo podrosły znacznie. Mam ich pewnie ze 30 sztuk, może trochę więcej i zapewne część trafi do jakichś "szczęśliwców".



Hiacyntowiec już przekwitł, zostało po nim wspomnienie:



Za to nagietki świecą teraz każdego ranka i popołudnia; w zasadzie "świecą" cały czas, bo ich kolor naprawdę wyróżnia się w tej zieleni.



Lwia paszcza z początku tygodnia:


I dzisiaj, po 4 dniach:



Piwonia pęcznieje coraz bardziej:


Czosnek sztyletowaty też już kwitnie, ale ponieważ jakoś nie oszałamia z zewnątrz:



 ...spróbowałam zrobić zdjęcie od dołu:


Poza tymi przedstawionymi kwiatami, rozrasta mi się całe mnóstwo innych, ale o tym innym razem...


Zaczęłam wyciągać moje córki na spacery. Początkowo był sprzeciw, ale już zrezygnowały z protestów i maszerują 40-50 minut dziennie.

Zdjęcie robilam przez okulary przeciwsłoneczne i okazało się, że gdzieś ich nie doczyściłam.. ale dzięki nim widać dzisiejsze obłoczki. Niebo było tak błękitne, że przy każdym zadarciu głowy kichałam :) ja tak mam;)



Koło takich perełek przechodzimy:



W nagrodę, po spacerze, na stole stały już gotowe słodkości: z budyniem, czekoladą, dżemem i puste.



I tak zamknęliśmy kolejny tydzień!


sobota, 2 maja 2020

Ach... pojechałoby się gdzieś...




...choćby do najbliższych Slieve Bloom Mountains... ale nie można. Co prawda z zakazu poruszania się dalej niz 2km od domu już zrezygnowano - teraz możemy pójść do 5km!!! Wow! ale do gór to wciąż za mało.
Dzieci do końca roku szkolnego zostają w domu. Czasem boję się, ze mimo pracy, którą dostają do wykonania, jednak sie uwstecznią. Muszę chyba zaordynować im coś dla lepszej pracy mózgu. Tyle, że i tak będę musiała to potem wyegzekwować... Czasem już mi się nie chce.

Ostatni projekt Izabeli:



Miała wybrać sobie dowolną roślinę i o niej napisać, narysować, itp. 

Kolejny to "coś" z odrzutów, śmieci, czyli recyclingowy projekt: 

 
Iza zrobiła rolex:)

Ja wpadłam w ciąg i piekę bułeczki, paszteciki, kleję pierogi....



Artur zabiera to wszystko do pracy... przynajmniej tyle ma z tego całego zamieszania...



W robótkach też ruch:




Wykorzystałam resztki włóczek bwełnianych i zrobiłam waciki do demakijażu:


Oczywiście waciki wielorazowego użytku.

Do tego dzierga się kolejna poszewka na podusię:



Wzór prościutki - do tego atrakcyjny. Tutaj też leci włóczka, której już raczej nie wykorzystam. Moje córki powyrastały z takich kolorów.