Pokazywanie postów oznaczonych etykietą węzły Salomona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą węzły Salomona. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 marca 2017

Krótki wpis szałowy...



...a raczej szalowy :)


Mieszanka dwóch różnych nici - jedwabiu i cienkiego, jak pajęczyna, moheru. Tak powstał szal...




Wzór, który powtarzam do znudzenia, węzły Salomona:




Okrasiłam je kwiatami, żeby dodać tego "czegoś"...



Kolor to złaman biel, chyba tak można go określić.



W czytaniu natomiast mamy znowu H. Mankella:


W polskich wydaniach sa to, według kolejności zdjęć:
"Wspomnienia brudnego anioła"
"Ręka"
Swoją drogą ciekawe podejścia do tytułów :)

środa, 9 marca 2016

Chusta próbna gotowa



Próbna, bo robiona z zamysłem sprawdzenia metody i przy okazji wykorzystania resztek. Chusta wyszła raczej mała, ale niezwykle miła  w dotyku.

Pewnego historycznego ranka, 4 marca, po tym kiedy spadł śnieg, zdążyłam jeszcze wyjść na zewnątrz i zrobić fotkę. Niestety, niebo było kompletnie zasłonięte chmurami stąd ponurackie dość fotki.:




Po południu za to zaświeciło słońce, więc zrobiłam fotki w domu:


Bardzo podoba mi się połączenie kolorów - szkoda, że ten pomarańczowy guccio to był tylko maleńki kłębuszek.


Ładnie wychodzą też te szydełkowe kwiaty, przy okazji "obciążają" brzeg i chusta sama z siebie ładnie się układa.





Co do drugiej chusty, to nastąpiła zmiana planów. Zaczęty począteczek odłożyłam, a zaczęłam z tej samej cieniutkiej włóczki kid mohair, ale tym razem z dodatkiem jedwabiu:



Sam efekt połączenia wełny z jedwabiem urzekł mnie bardzo; do tego jedwab powoduje zwiększenie ciężaru robótki, a co za tym idzie, ładniejszego spływania dzianiny. Sama wełna, przy swojej pajęczej wadze, "kleiła się" do siebie i zawsze trzeba było walczyć z robótką po wyjęciu z woreczka.


Wersja pierwotna wciąż będzie do zrobienia, ale raczej jako ogrzewanie pod szyję, i chyba bez bajerowych kwiatuszków. Natomiast wersja bogatsza powstaje w postaci szerszego szala.



I na koniec chleb domowy ze strony xhaft:



U mnie co prawda nie rośnie prawie wcale, ale za to smakuje wybornie. Maż i najstarsza córka pochłonęli go niemalże w jednej chwili. Ja, osobiście wolałabym czuć smak kwaskowy, dlatego pracuję nad zakwasem i innym chlebem. Niemniej jednak ta wersja pojawi się jeszcze w naszym domu.


poniedziałek, 29 lutego 2016

Szydełkowe prace




W zimie, od czasu do czasu, dziergałam jakieś małe rzeczy, ale nigdy nie zdarzyło się, żeby je pokazać.

Jakiś czas temu miałam wyszydełkowane kolorowe sześciokąty z resztek nici, jednak pierwotny projekt zmienił postać, postanowiłam je powoli wykorzystywać. I tak powstały sowy:



Sowy są dwustronne i dzieciaki porwały je do zabawy, a potem zdecydowały się zrobić z nich zawieszki do plecaków.


Moje sowy to prototypy i próby ogarnięcia tego tematu :) stąd są jakie są. Trochę dziwne, trochę śmieszne i pokraczne, ale co ciekawe, właśnie takie przypadły moim dzieciom do gustu. Zresztą nie tylko moim dzieciom, bo koleżanki Moniki pytają, czy dla nich też takie zrobię?
Wydaje mi się, że zawsze tak jest: za każdym razem, kiedy powstaje coś mało udanego, dla dziecka staje się to ukochaną zabawką, którą wszędzie ciąga i chwali się, że to mama zrobiła. Ja tymczasem czuję się głupio, bo to nie tak miało wyglądać, miało być lepiej, piękniej...


Z resztek bawełnianego sznureczka powstała szydełkowa torebeczka na drobiazgi; potem kolejna z różowobiałej włóczki. W zasadzie nie torebeczki, jak woreczki, zwał, jak zwał, ważne, że dzieciakom się spodobały i są wykorzystywane:




Wiązania wydziergałam z takich naprawdę ostatków. Nie robiłam łańcuszka, ale cos takiego dziwnego, co mi wpadło do głowy:



I na koniec... zaczątki szydełkowego szaleństwa:


Dwie chusty węzłami salomona. Ta łososiowa była robiona na próbę i w dodatku z resztek włóczki Gucci, zakupionych chyba z 10 lat temu. Stąd musiałam dodać angorę w odcieniu... delikatnie kremowym. Z angory powstają kwiatki, ale to nie będzie koniec.




Kolejna chusta robiona jest z włóczki Kid Mohair, cieniutkiej jak pajęczyna. Wzór będzie dokładnie ten sam, jako że wypróbowałam go na nieco grubszej włóczce i bardzo mi się spodobał.



Ta nić daje niesamowity, mgiełkowy efekt. Zastanawiam się, jak by się zachowywała, gdybym połączyła ją z delikatną - równie cieniutką - nicią lnu? Ale to takie przemyślenia na ewentualna, trzecią chustę.


Włóczka delikatnie gryzie, ale mnie to nie przeszkadza, a w naszych warunkach pogodowych sprawdza się idealnie.

środa, 17 czerwca 2015

Jak w gorączce...




...mijają nam te ostatnie tygodnie.

Dziewczyny już w zasadzie napisały wszystkie testy i w szkole irlandzkiej i w polskiej. Teraz czekamy na wyniki. Część już znam, ale o tym napiszę innym razem.
Tymczasem koniec roku szkolnego to czas przygotowań drobnych upominków dla nauczycieli, a w tym roku nauczycieli będzie 8!!! Dwie panie ze szoły polskiej, dwie z irlandzkiej i cztery nauczycielki w przedszkolu. Dodam jeszcze, że z przedzkolem żegnamy się już ostatecznie. Wszystkie moje córki do niego uczęszczały, wszystkie były szczęśliwe. Znalazły tam piekunki, które tworzyły im rodzinną atmosferę. Chciałabym przygotować dla nich coś drobnego, ale sympatycznego, stąd moje nic-nie-pisanie, bo zajęta jestem.

Ukończyłam już szal na wesele:




Miał być lekki i delikatny i taki jest; chociaż może nie taki znowu lekki, bo to bawełna, a ona swoją wagę ma.



Węzły Salomona sprawują się bardzo dobrze i według mnie nie potrzeba nic innego dodawać.



Szal leży już odłożony do spakowania.

Uszyłam też, tak przy okazji, ochraniacz na deskę, czy jakkolwiek to nazwać. Poprzednie płótno, po niecałych dwóch latach, było już zniszczone od ciągłego prasowania. Wyjęłam tkaninę, której miałam hektary - podobno sama kiedyś wybrałam na jakieś "coś" do uszycia dla mnie. Przeleżało w szafie wiele lat i przywędrowało w końcu do Irlandii, żeby teraz dobrze służyć jako ratunkowy materiał do niemalże wszystkiego. W wydaniu "deska do prasowania" wygląda tak:





Pierwsze moje szyciowe podkładki recyclingowe z jeansu:


Jeszcze w stanie surowym, ale niedługo pokażę w wersji podrasowanej.

czwartek, 4 czerwca 2015

Czerwiec zaczyna przyspieszać!




Ledwo maj się zaczął, już się skończył... Teraz czerwiec zaczyna nabierać tempa.

Mamy już próbki zdjęć robionych w przedszkolu:


Teraz trzeba się zdecydować, które wybrać...



...i może nie byłoby to wielkim problemem, gdyby nie fakt, że nie ma opcji kupienia pojedynczej foty, a tylko w kompletach, a te osiągają szalone ceny.


Biały szal przybiera na rozmiarze:



Powstaje puszysta pianka z węzłów Salomona...



...która po rozprostowaniu daje taki wzór:



W ogrodzie kwiaty rozwijają kolejne pąki... wśród irysów pojawił sie jeszcze jeden kolor - słoneczny żółty; czekam na kwiat w pełnym rozkwicie:



Powojnik 'Polish spirit' rozwinął pierwsze pąki. nie zamierza jeszcze w pełni kwitnąć, nie... jego czas to przełom lipiec/sierpień lub nawet sierpień. Te pierwsze kwiaty pojawiły się na samym dole, ot tak jak to czasem bywa.



Powojnik przed domem zaczyna się teraz rozrastać. Na tle jasnej ściany stanowi całkiem potężną ozdobę:



Kwiaty też rozwijają się w gąszczu liści i jest ich coraz więcej:



Monika pojechała na wycieczkę szkolną, Małgosia pisze dziś test podsumowujący z matematyki; obie dziewczyny sa już po rocznych testach z angielskiego. Monika stwierdziła, że był taaaaki łatwy. Jaki był naprawdę, to się dopiero okaże. Gosia też była zadowolona ze swojego testu. Mam nadzieję, że obie mają rację.
W sobotę szkołą polonijna organizuje wycieczkę z biwakiem z okazji Dnia Dziecka. W tym roku dzieci jadą do Tullamore Castle. Starsze dzieci mogą zostać na noc pod namiotami, kiedy młodsze, po ognisku, zostaną zabrane do domów. Gosia i Monika już nie mogą się doczekać tego wyjazdu, tym bardziej, że zapowiedziane jest szukanie skarbów!

czwartek, 28 maja 2015

Dalej się dzierga...



Obrus z koronkową wstawką zakończony!!!!!!!!!! 

Cieszę się ogromnie, bo nie ukrywam, że dał mi popalić. Wczoraj zamknęłam ostatnie oczko i odłożyłam do przygotowania i zdjęć.

Teraz powstają kolejne rzeczy. Zapewne niedługo znowu maszyna pójdzie w ruch, a póki co, siedzę nad takimi drobinkami:



Filiżanka pełna koralików najróżniejszej maści; ja tylko je wybieram i dłubię....



Różową bransoletkę pokazywałam już raz, teraz w parze z koleżanką. Jeszcze nie wiem, jak będzie ostatecznie wyglądać ta ciemniejsza, ale zapewne powstanie kilka takich, podobnie, jak biało-różowych. Już część z nich "poszła" z dziećmi do szkoły:



Tymczasem z białej bawełny(z dodatkiem wiskozy) powstaje szal na wesele.



W tym roku mój brat się żeni, więc musimy wszyscy wypaść ładnie, żeby wstydu rodzinie nie przynieść :)
Do sukienki potrzebuję białych dodatków, stąd nieplanowane zamówienie w Yarn Paradise, bo przecież musiałam dokupić śnieżną biel:) na jednej bieli się nie skończyło... doszedł akryl, z którego dziergałam kocyki, doszła biała microfibra(z identycznej dziergam serwetę w serca; tamta jest piękna, ale biała... to dopiero odlot!) i granatowe merino, fantastycznie miękkie. Taaa... na jednej paczce nigdy się nie kończy, prawda?

Tymczasem szal ma być robiony w stylu węzłów Salomona. Mam ogromną nadzieję, że spełni moje oczekiwania, bo do ślubu został miesiąc z małym kawałkiem!


niedziela, 24 marca 2013

I wykluło się...







...białe, puszyste, mięciutkie. Nie jest to pisklę żadnego ptaka:) 


To białe, to delikatna etola dla Małgosi na jej święto:


Małgosia pozować nie chciała, pomogła więc Monika i stąd prezentacja etoli na szkolnym mundurku.



Zapięcie to kwiatek, który ma się zbytnio nie rzucać w oczy:




Jeszcze kilka zdjęć:




Etola jest bardzo delikatna, taka tylko do okrycia gołych ramion, ponieważ sukienka Gosi jest bez rękawów. Podejrzewam, że w maju może być ciepło, więc może nawet się to ustrojstwo nie przyda, ale... warto mieć.



Do kompletu robię torebkę, w której przeważał będzie wzór ażurowy i tylko brzegi delikatnie zwieńczę puszkiem. 


czwartek, 10 stycznia 2013

Próbki, próbki...





Utonęłam w bielach, może zakopałam się, byłoby lepszym określeniem. Kupiłam 3 różne białe włóczki i wygląda na to, że dokupię jeszcze jedną. Tak jest, jak się robi to on-line, niestety. Co prawda cenowo wyszło taniej, niż gdybym chciała wszystko to kupić na miejscu, ale prawda jest też taka, że jeszcze jedną włóczkę będę musiała zamówić. 



Najpierw poszłam do lokalnej szopy - mam na myśli lokalnego sklepu, gdzie moje oko dojrzało piękną bielusieńką(a o taka mi chodzi) bawełnę. Nie było ceny nigdzie w okolicy, ale stwierdziłam, co tam, na pewno nie będzie to majątek. Pokusiłam się o 4 motki. Kiedy podeszłam do kasy i usłyszałam cenę, myślałam, że zemdleję.Nie przyszło mi jednak do głowy, żeby zrezygnować, a szkoda. 

W domu czym prędzej zaczęłam robić próbkę, po czym po przeliczeniu oczek na wymiary wyrysowanego(pracowicie i cierpliwie - podkreślam to drugie)szablonu, zaczęłam pracę. Po jakiejś chwili wyglądało to tak:





Wiem, niezbyt imponująco, ale to dopiero począteczek. 




Jeszcze pozwoliłam sobie na zbliżenie wzoru, choć mało go widać. Sprawdzałam bardziej ażurowe i z tą włóczką nie wyglądają pięknie; zero delikatności i zwiewności. Pozostałam przy powyższym.


Tak przeżuwałam z niesmakiem moje przyćmienie w sklepie, myślałam i wymyśliłam. Jako, że był poniedziałek wieczorem, weszłam na stronę yarn paradise i przejrzałam ich ofertę. Oczywiście zamówiłam. Za 18 motków, w tym pajęczego kid mohair, zapłaciłam 24 euro, kiedy 4 bawełniane motki w Portarlington kosztowały mnie 19!!! Trudno. 

Po kilku dniach dostałam przesyłkę. I naprawdę jestem szczęśliwa. Jedyny minus jest taki:





Widzicie?

Dwie włóczki białe, ale są to dwa różne odcienie bieli. Moher jest bardziej kremowy, gdy tymczasem "trawka" jest śnieżnobiała. Moherów nie mają w innych odcieniach bieli. Pozostała mi jeszcze jedna bawełniano-wiskozowa włóczka, cieniutka(a o to mi chodzi) o nazwie "crystal white". Czy będzie to ta śnieżna biel? Mam nadzieję, bo naprawdę potrzebuję takiej.