Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pokój dziecięcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pokój dziecięcy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 sierpnia 2015

Recyclingowe pudełka




...w końcu wyschły i można je zaprezentować.


Spodnie jeansowe pocięte, paski posztukowane, żeby nie było tak idealnie gładko...




Wszystkie kanty oklejone delikatnym płótnem(z poszewki) w kolorze podobnym do głównego materiału.
Haft to po prostu za małe jeansy Izabeli. W końcu się przydały :) Najczęściej zbyt małe ubrania oddaję znajomym lub do SH, ale kiedy już mają plamy, dziury, itp., próbuję zrobić coś z nimi.



Stare, porysowane płyty dziewczyny wykorzstały do zrobienia "suncatcherów" czyli łapaczy słońca,w  wolnym tłumaczeniu :) Użyłyśmy kleju PVA, brokatu i kolorowych szkiełek.

Jedna strona:



...i druga:



A tak się jeden z nich prezentuje w ogrodzie:





Monika swój oddała przyjaciółce, pozostał jeszcze jeden do zawieszenia. Niedługo wszystkie pójda prawdopodobnie do sypialni dzieciaków, żeby zawisnąć w oknie.


środa, 3 grudnia 2014

Zaczynamy dekorowanie



Pierwsze co,  to tzw. wieniec adwentowy. W tym roku zorganizowałam się i ustawiłam taki nad kominkiem. Nie jest to wieniec w dosłownym tego słowa znaczeniu, bo użyłam drewnianego stojaka na kandelki.


Nie ozdabiałam go niczym, ponieważ na kominku i tak pojawią się i zielone gałązki i inne elementy świąteczne. Cyfry wycięłam ze starych kartek świątecznych. W niedzielę paliła się pierwsza świeczuszka, dzieciaki były zadowolone z efektu i to chyba najważniejsze.

Na ścianie pojawił się też kalendarz adwentowy i tutaj znowu wykorzystałam dawne karty, a w zasadzie motywy świąteczne z nich wycięte. Żałowałam trochę, że nie mam kopert brązowych, byłoby ciekawiej, ale i tak robiłam ten projekt w ostatniej chwili.



W kopertach, każdego dnia, dziewczyny znajdują coś... i są to raczej bardzo drobne rzeczy, jak naklejki, malutka czekoladka, cukierek, pasek błyszczących kamyczków do naklejania, itp. Każdy ranek wypełnia teraz oczekiwanie, odliczanie ile dni zostało do Bożego Narodzenia i niezmierna radość - uwierzcie na słowo - z tych maleństw wyciąganych z kopert.

Kolejny projekt podpatrzony w magazynie. Tam, były to zakupione naklejki na okno(koszt to jakieś 30 euro). Natomiast my posłużyliśmy się białymi kartonami, na których wyrysowałam projekt i potem wycinałam nożykiem.



Krajobraz zimowy jest już w oknie, w towarzystwie światełek i śnieżynek. Nie miałam tylko czasu zrobić zdjęcia, bo ostatnie dwa tygodnie były niezwykle zajęte.

Wszystko to za sprawą przemeblowania w pokoju najstarszej. Już od wakacji nosiliśmy się z zamiarem zakupu łóżka piętrowego,a  sprawę przypieczętował fakt, że obecne łóżko złamało się, po jednej z wizyt koleżanki.
Przez kilka dni Gosia spała na materacu, żeby w końcu wylądowac pod sufitem. Pokój na razie zabałaganiony, bo brak jakichkolwiek półek. Sytuację ratuje wielkie biurko. Do kompletu z łóżkiem, dzieciak dostał też porządny fotel. Teraz czekamy na sobotę, kiedy nasz sąsiad - stolarz, zacznie mocowanie półek we wszelkich możliwych zakamarkach; wszak dziewczyna potrzebuje dużo miejsca na składowanie swoich rzeczy.



W międzyczasie pieczenie... z wykorzystaniem termomiksu. I tutaj muszę powiedzie tak: po pierwszych zachwytach, nadszed czas na małe podsumowanie. Termomiks jest świetnym sprzętem, ale ma też wady, czy może inaczej to ujmę: nie potrafi obsługiwać niektórych rzeczy.

Pierwsze zastrzeżenie: większość przepisów z książek firmy jest do poprawy. Wiem, że moja koleżanka korzysta z nich i nie mam pojęcia, jak jej wychodzą, bo ja zaliczyłam już wiele nieudanych prób. Teraz korzystam ze swoich, sprawdzonych i dostosowuję je pod termomiks. Największe problemy sprawiają przepisy na wszelkie ciasta, czas miesznia masy jest absolutnie zaniżony!!!!
W przypadku ciast, szczególnie tych gęstych, wyjęcie masy z pomiędzy noży jest koszmarem. Nie pomaga nawet specjalna łopatka, spora ilość masy pozostaje w środku. Albo to myjesz i wylewasz - jak pokazywała babka na prezentacji, albo rozkręcasz maszynę i wyjmujesz paluchami, starając się nie pociąć.



Surówki, musy, nawet soki robi świetnie i tutaj ogromny plus dla firmy! Dania gotuje fantastycznie, ale... nie jest przewidziany dla większej rodziny. Zaprosiliśmy dwójkę naszych znajomych na obiad. Jadliśmy tylko we trójkę, bo Artur się wykręcił od zupy i skubnął drugie danie, a dzieci jadły co innego. Jedzenia ledwo wystarczyło. Żeby zaspokoić głód 5 dorosłych osób, musiałabym gotować na dwie tury, ale wtedy część ludzi by jadła, a część czekała ponad godzinę na swoją porcję... Dla rodzin małych, 2 maksymalnie 3-osobowych jest to sprzęt świetny, jeśli ktoś nastawia się na przyrządzanie zdrowych obiadów. Dla mam z maluchami - genialny. Zupy kremy są naprawdę kremami, nie ma tam żadnych pływających kawałeczków. W przypadku naszej rodziny... gotowanie pozostaje nadal w sferze płyty kuchennej.
Czy kupiłabym go ponownie, z tą wiedzą, jaka teraz mam? Tak. Nie planowałam przyrządzać na nim obiadów. Skupiłam się na sokach, musach, surówkach, sałatkach, ciastach i kremach. Zachwycający jest czas przyrządzania i łatwość, ale trzeba nastawić się na pewne trudności. I o ile miałam zamiar zakupić sobie kilka pozycji z książek z przepisami pod termomiks, teraz uważam to za stratę pieniędzy i na pewno tego nie zrobię.
Cenię go natomiast za to, że w jednym urządzeniu mam wszystkie potrzebne sprzęty elektryczne i zajmują one tylko to jedno miejsce, co w przypadku naszej maleńkiej kuchni jest świetną sprawą.

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Szafki nocne

Znalazłam niedawno dwie szafki nocne, idealne do pokoju Moniki i Izabelki. Jedyny mankament jaki miały to to, że pokryte były dwoma warstwami różnych farb: beżową i brudnym pomarańczem, spod których miejscami wyglądał biały. Stwierdziłam, że chyba dam radę jakoś to odnowić.

Zaczęłam mozolne zdejmowanie kolejnych warstw farby:


Muszę przyznać, że specyfik do tego stworzony, znacznie ułatwił mi sprawę. Nakładałam żel chyba dwa razy na każdą powierzchnię i farba puchła...



...po czym schodziła pięknie i odkrywała kolejną warstwę:



...aż dotarłam do początków:



Pozostało tylko wyszlifować resztki papierem ściernym, poprawić rowki, wygładzić i umyć z kurzu i brudu przez malowaniem.


Wierzch jednej z szafek nie wyglądał pięknie. Pewnie zalany został wodą, bo był spuchnięty i lekko popękany. Po zdjęciu farby pozostawało szlifowanie i wyrównywanie powierzchni.




Uchwyty, podobnie jak szafki, pomalowane były różnymi kolorami, w dodatku niedokładnie. I znowu z pomocą przyszedł mi żel:


Widać, jak spod farby wyłaniają się różyczki. Kiedy już wyczyściłam uchwyty, okazało się, że zrobione są z porcelany. Nie wiem, czy takie były oryginalnie, czy ktoś je dokupił. W każdym razie w pierwszej wersji podobają mi się znacznie bardziej, niż w tej "uszlachetnionej" malowaniem.

I oto po trzech dniach pracy(między obiadem, wożeniem do szkoły i ze szkoły, i innymi codziennymi czynnościami) wyłonił sie prawie surowy produkt, w liczbie sztuk dwóch, gotowy do dalszej obróbki:



Za kilka dni, mam nadzieję, pokażę efekt końcowy.

poniedziałek, 21 listopada 2011

U dziewczyn w pokoju

... przybyło kilka elementów.

Znalazłam naklejki na ścianę, całkiem przyzwoite, bardzo dziewczęce, w dodatku za rozsądną cenę. Na ścianach przyklejone są już dość dawno, tylko jakoś czasu nie było na zrobienie wpisu na ten temat.


Kącik między szafą, a łóżkiem:



Duże motyle fruwały już wcześniej. Teraz doszło trochę kwiatów i motylków mniejszego kalibru.


Na szafie taka klatka z motywem roślinnym: 





I bliższe spojrzenie na kwiaty:








Poniżej półki, a pod nimi:



...kilka naklejek w stylu wróżki, motylki, robaczki wszelkie.

wtorek, 2 sierpnia 2011

Nowy stary pokój




Pokój dziewczyn, a w zasadzie sypialnia, która miała ściany w kolorze magnolii, teraz zmieniła swoje oblicze. 


Przedstawiam kilka ujęć:



Proszę na razie nie patrzeć na plamy na suficie - to nowe gipsowania po tym, jak robiliśmy podłogi na strychu; niestety, w miejscu przybicia gwoździ odpadły gipsy.




Namalowałam ten wzór na suficie, żeby pozakrywać maźnięcia różową farbą. 






Wzór wymyślałam na bieżąco, nie szkicowałam, nie robiłam nic przed samym malowaniem. Szło tak, jak mi ręka machnęła.





I nawet jestem zadowolona z efektu. 




Tak pomalowanych rogów jest trzy; przydałoby się jeszcze to samo zrobić nad szafą, ale nie mam weny.



Pokój ma dwa kolory przewodnie: pudrowy róż i delikatny niebieski. Pomysł taki znalazłam w katalogu dulux:



Do tego znalazłam naklejki z kwiatami, dziewczyny dostały naklejki przestrzenne z motylami, a przy okazji wizyty w ikei dokupiliśmy im lampki - ozdobne bardziej niż funkcjonalne:




Zasłonki pozostały te same - białe w delikatne kwiatuszki:




Rozjaśniają pokój i dodają mu delikatności:




Na oknach oczywiście motyle, których układ zaaranżowały już dziewczyny:




I na koniec - bukiet bibułkowych kwiatów, okupiony wiązkami przekleństw i wściekłością. Ani Gosia, ani Monika, nie potrafiły tego wcale robić, ja nie mam aż takich pokładów cierpliwości. Niemniej jednak coś tam wyszło:


Stoi na półce z książkami i wzbudza podziw koleżanek Małgosi:)