Pokazywanie postów oznaczonych etykietą yarn along. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą yarn along. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 marca 2014

Wspólne dzierganie i czytanie




z Maknetą.



Dosłownie dziś wzięłam nowa książkę do ręki: "Brzemię rzeczy utraconych". Czytałam sporo o tej książce, teraz chcę sprawdzić, jak ja ją odbiorę.





Praca nad serwetką przerwana, bo znalazłam materiał na sukienkę dla najmłodszej i muszę szybciutko wyszydełkowac górę(prawie gotowa) i doszyć do niej ten materiał, żeby już nie zalegał na półkach, a czemuś służył.


środa, 19 marca 2014

Wspólne dzierganie i czytanie




...z Maknetą.




Ukończyłam już tunikę, kto chce, może obejrzeć, jak wyszło na koniec. 


A tymczasem chwyciłam za szydełko i robię serwetkę, która chyba wyjdzie całkiem spora. Z tym, że nie wiem kiedy wyjdzie. Dziergam powoli, bo schemat przewiduje półkole i tak jest rozpisany, więc już zaliczyłam dwa prucia - jedno malutkie i drugie całkiem spore, bo 5 okrążeń. Niedokładnie przeliczyłam oczka w jednym miejscu, błąd się nawarstwiał(wiedziałam, ale myślałam, że jakoś z tego wybrnę) i po piętym, złym okrążeniu, wiedziałam już, że trzeba wszystko pruć. Teraz sprawdzam dwa razy, czy każde oczko i słupek idą tam, gdzie trzeba. Serwetkę dziergam, bo mnie urzekła, a chciałabym w końcu mieć coś u siebie. Wszystkie udziergi mój małżonek zawsze porywał dla znajomych Irlandczyków w ramach prezentów czy podziękowań.



C. Lackberg zakończona już dawno, a na jej miejsce wskoczył Jo Nesbo - kolejny Skandynaw, a dokładniej - Norweg. Wskoczył niespodziewania, bo moja sąsiadka Brida podrzuciła mi 3 jego książki. Wie, że kocham czytanie, wie, że lubuję się w kryminałach, które i ona czyta namiętnie i od czasu do czasu przynosi mi siatki pełne książek. Zamiast oddawać je do SH, woli obdarować nimi mnie:) Nesbo akurat jest tylko pożyczony, więc wzięłam sie ostro za czytanie.
Początek taki sobie i już myślałam, że nic się nie rozkręci, ale jednak... Książka zaczyna mnie wciągać! i to nawet bardzo. Jestem już w połowie, po dwóch nocnych podejściach. Czuję, że znowu robótki ucierpią, zwłaszcza, że i wiosna u nas w pełni, ogród kipi kolorami - w następnym wpisie pokażę:) - i trzeba o niego trochę zadbać.

środa, 12 marca 2014

Wspólne dzierganie i czytanie



...z Maknetą.





Będę się powtarzać, przynajmniej z robótką:



U mnie wciąż ta "tunika", która, wydaje mi się już na tym etapie, nie będzie dla Małgosi. Przynajmniej nie w najbliższym czasie. 
W tym tygodniu patrzyłam na nią i patrzyłam, i korciło mnie zaczęcie czegoś innego, ale... wzięłam ją do ręki na chwilę, i zrobiłam wykończenie dołu. Takie najbardziej zwyczajne, jakie przyszło mi do głowy. Wyprostowało to brzeg, który początkowo zwinął się w rureczkę. Wykończyłam też dekolt i zabieram się już za drugi rękaw. Mam nadzieję, że niedługo będę miała tę robótkę za sobą.

W czytaniu C. Lackberg "The preacher", tym razem polski tytuł ten sam, czyli "Kaznodzieja". Jak zawsze u Lackberg ofiara jedna, druga, akcja się rozkręca... 

Chciałam jeszcze wspomnieć o "Zapomnianym ogrodzie", który skończyłam w tym tygodniu. Świetnie rozwijająca się powieść. Wszystko, co poznajemy na poczatku, wszystko, co układa sie w całość, po jednym odkryciu, staje się znowu niejasne; książka ciekawa do ostatniej strony. Nie wiem, jak się czytają pozostałe książki tej autorki, ale ta stanowczo warta jest wzięcia do ręki.


środa, 5 marca 2014

Wspólne dzierganie i czytanie




...z Maknetą




Ten tydzień upłynął mi jakoś tak bezowocnie. Trochę czytałam, ale nie tyle, ile bym chciała, czy raczej, nie tyle, ile zamierzałam. W dzierganiu też bez szaleństw. Wszystko dlatego, że zabrałam się za mocniejsze treningi i wieczorem o 8.30 padałam na pysk. Zasypiałam w ciągu pięciu minut, odpływałam po prostu, czując to i walcząc, ale jak widać bezskutecznie.



Robótki...
Dokończyłam Izabelki czapeczkę, wyszydełkowałam dwie zielone róże i zrobiłam ze dwie bransoletki. Niewiele tego. Jako przerywnik dziergam sobie sześciokąty szydełkowe, kolorowe. Dziergam je bez jakiegoś parcia, ot tak, jak mi wpadną w ręce. To jakaś włóczka zostanie zwinięta w kłębuszek z odzysku, to coś wyszperam i stwierdzę, że najlepiej będzie temu w kolorowym sześciokąciku... W ten sposób powoli powstają kolorowe łatki. Nie pytajcie mnie po co. Pomysł się jeszcze nie wyklarował.

Czytanie...
Nadal "The forgotten garden" na tapecie. "Kobiet dyktatorów" w tym tygodniu nawet do ręki nie wzięłam. Ktoś mnie zapytał dlaczego nie da się tego czytać jednym tchem? Odpowiem tak: ponieważ to nie są powieści z akcją; dużo, dużo faktów, sporo dat, trzeba to sobie jakoś poukładać, a nie przelecieć, jak przez supermarket.
"Zapomniany ogród" K. Morton wciąga bardzo, chciałabym wiedzieć już, jak doszło do tego, do czego doszło. Co pokierowało ludźmi, którzy podjęli właśnie takie, a nie inne decyzje? Mała dziewczynka, niespełna pięcioletnia, jak ocenia ją pracownik portu, zostaje znaleziona właśnie tam, w porcie. Kompletnie sama; malutka, samiuteńka istotka, czekająca na kogoś... Kogo? Czy mogła przypłynąć z Anglii do Australii bez opieki na statku? Czy zgubiła się? Dlaczego nikt jej nie szuka? Te i kolejne pytania pojawiają się już na wstępie. I podobnie, jak bohaterowie powieści, nie poznamy odpowiedzi na nie na początku. Zagłębiając się w kolejne rozdziały, powoli odkrywamy tajemnice życia wielu ludzi.


środa, 26 lutego 2014

Wspólne dzierganie i czytanie




...z Maknetą.


W tym tygodniu zaczęłam czytanie dwóch książek. "The forgotten garden" zaczęłam dosłownie czytać, więc jeszcze nie jestem w stanie nic konkretnego o niej napisać. Akcja jeszcze się nie rozręca; na razie przedstawiane są wydarzenia z przeszłości, postacie - sporo, więc muszę się dopiero w tym wszystkim odnaleźć. Retrospekcje sięgają lat 1913 i 1930. Jak to wszystko będzie powiązane... zobaczymy. Jako przerywnik biorę do ręki "Kobiety dyktatorów", bo tej książki nie da się czytać od deski do deski za jednym podejściem.




Tunika stanęła w miejscu, bo po pierwsze musiałam przejść przez robienie rękawów od góry - długo nie będe tego próbować ponownie! Pracowało się koszmarnie. Zrobiłam tylko troszkę i resztę dokończę szydełkiem. Szerzej opiszę tunikę w tygodniu.





Druga rzecz, jaka mnie odciągała od dziergania, to bransoletki z koralików dla dzieci, których muszę zrobić około 15. Powoli przygotowuję się na imprezę urodzinową moich dwóch najstarszych dziewczyn i zaczynam robić drobne upominki dla gości.




Szydełkuję też kwiatki do spinek lub jakichś innych ozdób na głowę. Kwiatki w kolorze zielonym, bo będa potrzebne na tutejsze obchody Dnia Św. Patryka. Niedługo pokaże różyczki w pełnej krasie.

Poza tym musiałam doszydełkowac dodatkowe okrążenia w czapce Artura, bo tak, jak przewidziałam, będą potrzebne. To zajęło mi wczorajszy wieczór, a tunika sobie leży....

środa, 19 lutego 2014

Wspólne dzierganie i czytanie




W tym tygodniu praca się jakby nie zmieniła, za to książkę czytam już kolejną.


Skończyłam "The stranger" i przy okazji czytania "Latarnika"(tym razem mam książkę w wersji polskiej), dowiedziałam się, że poprzednia została wydana w PL pt. "Ofiara losu". Przyznam, że sama bym na to nie wpadła. Prawdopodobnie powinnam czytać książki według kolejności, bo losy głównych bohaterów - policjanta i jego rodziny, właśnie tak się rozwijają. Z tym, że każda książka to inne śledztwo, a to mnie najbardziej interesuje. Podobnie miałam z serią H. Mankella o Wallenderze. Tam też czytałam tomy te, które akurat wpadły mi w ręce.

Robótki.
 Jak widać tuniki nieco przybyło. Niewiele, bo zajęta byłam wykańczaniem czapki dla Moniki, a potem nagle Artur zażyczył sobie nakrycia głowy dla siebie. Po raz pierwszy w życiu!!! Nie mogłam go zawieść:) W ten sposób w Gosi tunice przybyło tylko kilka pasków, a i ja wciąż zastanawiam się co z nią robić. Wzięłam pod uwagę wszystkie Wasze podpowiedzie - dziękuję za nie - i mam nadzieję, że ostatecznie coś mi tam wyjdzie. 
Ponieważ jednak nie "drutuję" podczas oglądania filmów, a raczej wybieram szydełko, to zaczęłam kolejną czapeczkę - tym razem dla Izabelki, i tym razem paski będą znacznie bardziej kontrastowe. 
Ten rok jakoś obfituje w czapki; Gosia dostała dwie, Monika też ma już dwie, Artur jedną i Izabela będzie mieć jedną. Jeszcze nigdy nie wydziergałam tyle nakryć głowy w jednym sezonie!

Teraz pooglądam Wasze projekty i lektury.

środa, 12 lutego 2014

Wspólne dzierganie i czytanie



Jak co tydzień z Maknetą.






Książka, jak widać, to kryminał C. Lackberg "The stranger". Chyba nie ma co się o tym rozpisywać, bo autorka jest popularna i prawie każdy o niej przynajmniej słyszał, jeśli nie czytał. Czasu mam jakoś mniej, bo teraz wpadłam w trans oglądania filmów, jak nie swoich, to tych z mężm i książka dopiero na samiutkim początku. Plus oglądania jest taki, że mogę trochę przy tym szydełkować, bo filmów głównie słucham, a skupiam się na robótce:)

Robótki....




Jak widać walczę z tuniką Gosi. Nie wiem, jak ja robiłam tę próbkę, ale znowu wychodzi źle. Tak naprawdę tunikę mogłabym nosić ja, byłaby tylko przylegająca do ciała. W związku z tą rozbieżnością rozmiarową, przymierzyłam na dziecku, żeby się upewnić, że coś z tym da się zrobić. Wygląda nawet nie tak źle, trochę obwisa na niej, ale zawsze może być "na wyrost". Poza tym moze po praniu wyciągnie się na długość, tym samym zwężając nieco. Łudzę się i proszę mnie nie wyprowadzać z błędu:)) Oczywiście włóczki nie wystarczyłoby mi na tunikę, zatem połączyłam ją z drugą, również wstążeczkową, o ciemnoniebieskim odcieniu. Wyjdzie najwyżej coś w pasy, a jak będzie nie tak... najwyżej spruję. Trudno.


 Szczerze powiedziawszy, to jeszcze nie wiem, jak zrobię rękawy, bo pierwszy raz dziergam reglan na okragło. Generalnie pierwszy raz dziergam na okragło i poszłam na żywioł. Nie mam wzoru, tylko opieram się na gdzieś przeczytanym opisie - dość luźnym. Pewnie to głupie, jak na początki, ale metoda jest prosta i logiczna, tylko ja jej nie cierpię, przez to przekładanie żyłki. Dopiero teraz, kiedy mam tyle oczek, że zajmują całą długość żyłki, zaczęłam spokojnie dziergać, wcześniej strasznie się irytowałam. Z tego też względu nie korzystam z magic loop, bo chyba bym ze złości porwała włóczkę, albo połamała druty, co nie jest nieprawdopodobne, bo ceramiczne kubki już nie raz lądowały na ścianie rozbite:)
Opis robienia rękawów przeczytałam i zobaczymy, jak mi to pójdzie. Pewnie się wścieknę.

Jeszcze pochwalę się postępem robótki z zeszłego tygodnia:



Pozostało jeszcze kilka rzędów do zrobienia i czapka Moniki będzie gotowa.



 Jestem ogromnie zadowolona z efektu i ze wzoru, który jest prosty i taki efektowny.

Oczywiście wczoraj podpatrzyłam kolejny ciekawy wzór - tym razem na drutach. Powstają piękne serduszka, a serduszka już kiedyś dziergałam, tyle, że troszke bardziej skomplikowane, przynajmniej na początku. Mam na myśli te serduszka:




Może kolor nie był najszczęśliwszy na te serca, ale robiłam opaski na Św. Patryka w Irlandii, więc musiały być zielone.




środa, 5 lutego 2014

Wspólne dziergania i czytanie



Jak co środa -  zabawa z Maknetą



W tym tygodniu z czytaniem nie posunęłam się zbyt daleko. Nadal "Dzienniki kołymskie", z tym że nie chodzi o ciężkość lektury, ale o niemożność czytania. Książka wciąga nie samą akcją, bo nie dzieją się tam zapierające dech w piersiach rzeczy, nie czeka się się, co przyniesie kolejny rozdział. To kolejna książka, krórą można czytać powoli, odkładać po kilku przeczytanych stronach, bądź czytać nonstop. Przy okazji lektury dowiaduję się, np. że Kołyma, to "złote serce Rosji". Możliwe, że uczyłam się kiedyś w podstawówce o tym, ale jakoś w głowie mi nie została ta nazwa. Tu okazuje się, że złoto to tylko jeden z kruszców, które są tam wydobywane, bo poza tym jest i srebro, platyna, uran, kobalt, rtęć, cyna, ołów, nikiel, żelazo, miedź, molibden, wolfram, węgiel, ropa, gaz...
Książka składa się z opisów podróży przez Kołym, naprzemiennie z rozdziałami opisującymi jednostki, szczególne jednostki, które autor spotkał na swej drodze.  Jedna z kobiet mówi mu: " Ja jeszcze za cara się rodziłam, potem był Lenin, Stalin, i wszystkich przeżyłam. I Bóg mnie nie zabiera".
Dlaczego opisuje te postacie? Oto cytat:

"...bo to ostatnie chwila, żeby zapisać, co było im dane przeżyć, doświadczyć. Bo to ludzie wyjątkowi - oni widzieli dno życia, w łagrze przeszli granicę, poza którą rozpada się wszelka dusza. Ale najbardziej będę chciał usłyszeć, co było później, jak z takim doświadczeniem żyć. Jak oni żyli?"
Bo Kołyma, to także miejsce zsyłki... starszne miejsce;


A w robótkach na szydełku mamy to:



Kolejna czapka, dwukolorowa. Na razie tylko denko, bo zaczęłam ją robić wczoraj w nocy, podczas oglądania filmu.
Czapeczka powstaje wg tego filmiku, na YT; moja wersja będzie czapeczką dla starszej dziewczynki - może w końcu coś wyjdzie dla Moniki? Bolerko, któe ukończyłam okazało się za małe, może czapka będzie dobra? Wybrałam włóczkę białą i melanż, którego używałam do bolerka. Zastanawiam sie, czy gdyby użyć innego rodzaju włóczki, nie powstałby ciekawy kapelusik na lato?

środa, 29 stycznia 2014

Wspólne dzierganie i czytanie





Dzisiaj zaczynam książkę "Dzienniki kołymskie". Jeszcze nie wiem jak będzie się czytało, bo dopiero co wyjęłam książkę z półki, ale Edi-bk już ją skończyła, więc mam nadzieję,  że będzie to dobra lektura. Temat Rosji jakoś tak przewija się w moich lekturach, filmach nawet. Nie wiem, czy to słowiańska dusza się odzywa, czy coś innego. Czy otoczona potomkami Celtów czuję już przesyt i zwracam swe myśli na wschód?



A robótka, to zaczęta wczoraj w nocy czapeczka - jeszcze nie wiem dla której z moich córek. Zależeć będzie, jaki rozmiar mi wyjdzie. Wzór został zaproponowany w cotygodniowej subskrybcji "Crochet geek", która przychodzi mi na maila. Tutaj można obejrzeć oryginał


Chwilkę zajęło mi rozpracowanie tego i wdrożenie się, aby zacząć płynnie szydełkować. Generalnie jest to prosta robótka, której przybywa dość szybko.

środa, 22 stycznia 2014

Wspólne dzierganie i czytanie





... z Maknetą.

W tym tygodniu nie posunęłam się daleko z czytaniem, bo mój małżonek podbierał cały czas czytnik; Wciąż więc "Czas kukułczych gniazd" na tapecie. Polacy wracający z wygnania na Syberii. Biedni, straszliwie biedni, rozpaczliwie biedni.... wracają do kraju, do wymarzonej, wyśnionej Polski, mając na sobie tylko watowane, zniszczone ubranie i kilka rzeczy w węzełku. Nic poza tym. Ich gospodarstwa zostały na Ukrainie, przejęte przez kołchozy... teraz dostają ziemie na zachodzie, poniemieckie gospodarstwa i tam mają zacząć nowe życie. Małe dzieci, mówiące lepiej po rosyjsku niż po polsku, wciąż próbują doszukiwać się w polskich lasach tajgi, która towarzyszyła im przez tyle lat. Lat ciężkich, głodnych, mroźnych i pełnych strachu, tęsknoty i rozpaczy. Ilu ich przeżyło? Ilu zdołało wrócić? 
Książka, cała trylogia, warta przeczytania. Z tym, że "Syberiadę polską" musiałam czytać małymi fragmentami, zwłaszcza na początku, bo bezmiar okrucieństwa ludzkiego i bólu był nie do zniesienia. 


Na drutach tunika dla Gosi. Czas mnie goni, więc mam nadzieję, że szybko uda mi się skończyć.


Z czterech próbek, które zrobiłam, wybrałam wrzos, wstążkową włóczkę.


wtorek, 14 stycznia 2014

Wspólne dzierganie i czytanie

Kolejny tydzień z Maknetą.



Tym razem skupiłam się na wykończeniu bolerka dla Moniki. Książkę z tamtego tygodnia odłożyłam; chyba nie byłam w nastroju. Do samochodu wrzuciłam lekturę młodzieżową, bardzo lekką i jak już zaczęłam, to chcę skończyć. Najpierw jednak zdjęcie:



Zdjęcie robiłam w ogólnym bałaganie na stole, bo dwie młodsze zajęły się malowaniem, a najstarsza odrabiała pracę domową.

Najpierw książka: "City of fallen angels" - czwarta część cyklu The mortal instruments. Powiem tak: jest to takie bardzo lekkie fantasy, młodzieżowe, więc kiedyś tam, w przyszłości, moje córki pewnie dostaną to do czytania, ale dopiero wtedy, kiedy będą nastolatkami. Dobrze było przeczytać i zapoznać się  z treścią. Wszystkie części są miłe  w odbiorze, ale ta już ma zbyt dużo naiwnego romantyzmu - przynajmniej według mnie. Może to kwestia mojego wieku, może nastolatki inaczej to odbierają?
Wiem, że wśród młodzieży jest to bestseller z działu fantasy, został chyba nawet nakręcony film na podstawie pierwszej części "City of bones". Książkę skończę czytać z samej ciekawości, ale nie zagłębiam się w nią zbytnio, niektóre fragmanty zwyczajnie omijam, bo nie mogę ich strawić.


Teraz robótka. Bolerko dla Moniki, które zaczęłam grubo ponad rok temu. Brakowało w nim rękawów, a w zasadzie jednego i wykończenia. Tutaj zaprezentuję jeszcze zbliżenie włóczki:


Jest to bardzo delikatny, mięciutki Kid moher ze srebrną nitką. Monika już tuli się do tego, co zeszyte i póki co obiecuje, że będzie nosiła. Zobaczymy, jak to będzie później. Robię bez jakiegoś wzoru, bo wymyśliłam sobie, jak to ma wyglądać, zmierzyłam dziecko i wyrysowałam wykrój. Muszę przyznać, że najbardziej obawiałam się - jak zwykle - rękawów. Jeden mi wyszedł(głupia byłam, że nie dziergałam dwóch jednocześnie) i nawet wpasował się główką w wydzierganą dziurę. Teraz zaczęłam drugi i mam nadzieję, że szybko skończę tę pracę, bo już mnie irytuje leżąc w koszyku.


środa, 8 stycznia 2014

Wspólne dzierganie i czytanie



Kolejny tydzień z Maknetą.


Sheila, moja dobra koleżanka, urodziła dwa dni przed świętami synka. Jeszcze u niej nie byłam, ale wkrótce się wybieram, stąd w tym tygodniu wykańczałam kocyk na prezent dla nowonarodzonego Alexa. Kocyk będzie w kolejnym wpisie, a tymczasem...


...kolejna czapecka, tym razem wersja troszkę bardziej ozdobna. Szydełkuje się bajecznie prosto!!!! Całość pokazana na youtube.

A czytałam....




... "Red dragon". Ponieważ "Milczenie owiec" już znam dokładnie, a pierwszej części " Czerwonego smoka"  jeszcze nie miałam okazji przeczytać(ani obejrzeć), skorzystałam z okazji, kiedy książka wpadła mi w ręce, w SH. 3 dni po trochu w dzień, trochę w nocy...
Podobnie, jak "Milczenie.." wciąga od początku. Kryminał budowany jest na zasadzie tego, że przestępcę poznajemy w jednym z pierwszych rozdziałów, widzimy jego przygotowania, poznajemy jego przeszłość, znamy szczegóły, których nie zna szukający go policjant. Czy wpadnie na trop mordercy? A jeśli tak czy w odpowiednim czasie?

Teraz, dla odmiany, wzięłam czytnik do ręki i zaczęłam "Czas kukułczych gniazd" Z. Domino. Druga część po "Syberiadzie polskiej". Odmiana, jak widać i językowa i tematyczna.

wtorek, 31 grudnia 2013

Wspólne dzierganie i czytanie

Yarn along z Maknetą

Ten tydzień minał mi raczej na czytaniu, niż robótkowaniu, ale mimo wszystko wciąż ta sama książka na tapecie.
Po przejściu ponad połowy, zaczynam sobie dozować czytanie, bo jest to jedna z tych pozycji, które chciałabym móc czytać, czytać i czytać. Opowieści sąsiadów o tych, których już nie ma, albo są, ale gdzieś w dalekim świecie. Te historie życiowe, poplątane losy i zagmatwane sytuacje bez wyjścia, które gdzieś po latach prostowały się i okazywały najlepszym co mogło spotkać. Są też i takie opowieści, które poruszają głęboko, kiedy wszystko miało być takie piękne, a okazywało się tylko kłamstwem pokrytym cienką warstwą blichtru.
Gdzies wśród opisów miejsc, obejść sąsiedzkich, znajduję swoje dzieciństwo na wsi; Irlandia tu opisana, to Irlandia z funtami, to Irlandia biedna, to Irlandia, gdzie ludzie wciąż dbają o siebie bardziej, niż o bogactwo, gdzie sąsiedztwo, to wspólna praca, pomoc, ale także wspólne wieczory. I te niesamowite opisy otoczenia, przyrody w różnych porach roku... Tę książkę smakuję, a nie pędzę przez nią, jak to ma miejsce przy czytaniu kryminałów na przykład.


W robótkach też nic nowego. Czapeczki dla dziecka, które okazały się za płytkie i musiałam poprawiać. Na razie poprawiłam tylko jedną, tę bez falbanek. Okazuje się, że człowiek tak szybko zapomina rozmiary maluchów. Byłam pewna, że będa dobre, a okazało się, że ledwo do uszu dochodzą, ale o zakryciu ich już nie ma mowy, a przy tutejszych wiatrach to bardzo ważne. Przynajmniej w opinii nas, Polaków i starszego pokolenia Irlandczyków. Młode matki i te trochę starsze, uważają, że nic maluchowi nie będzie, więc noszą te 2,3-miesięczne niemowlaki z gołymi głowami. Zawsze mnie to szokowało, bo pamiętam słowa moich babć, że zakrycie uszu jest NAJWAŻNIEJSZE!

Zastanawiam się nad zaczęciem szydełkowego kołnieżyka dla Gosi. Bardzo podobają mi się proste sukienki z takimi kołnieżykami. W końcu zaczełabym cos pożytecznego, a nie tylko pracę sztuka dla sztuki.


wtorek, 24 grudnia 2013

Wspólne dzierganie i czytanie


Yarn along z Maknetą


W tym tygodniu mało dziergałam, skupiłam się jakoś na czytaniu. Mam co prawda taka zapasową robótkę, która ciągam ze sobą już ponad rok! W samochodzie, na parkingu, we wszelkich poczekalniach... i w domu, kiedy już nic innego mi się nie chce.
Mówię tu o szaliku, który robię wzorem łuski, z dwóch kolorów wełny skarpetkowej. Szczerze powiedziawszy, nie wiem, kiedy to ukończę, więc zapewne pojawi się ta praca tu jeszcze nie raz.


Zaczęłam kolejną książkę: "That they may face the rising sun" irlandzkiego autora Johna McGaherna. Cóż napisać? Losy kilkorga ludzi, którzy zamieszkuja, odwiedzają, bądź powracają do kraju. Są wśród nich tacy, którzy nigdy nie wyjeżdżali z tego miejsca, są tacy, którzy niedawno wrócili z Londynu i osiedlili się tutaj... jest wśród nich przywódca IRA, jest osoba, która wiele lat temu wyemigrowała do Anglii, a teraz wraca, jak co roku, na wakacje...
Zwyczajne życie, troski, jakieś zawirowania... jak w każdym miejscu na ziemi.

Piękny język, już po przeczytaniu kawałka, bardzo mi sie podoba, choć jak na razie, książka nie wciąga do tego stopnia, że nie jestem w stanie się oderwać.

środa, 18 grudnia 2013

Wspólne dzierganie i czytanie





Spróbuję się przyłączyć do wyzwania Maknety i zamieszczać co środę posty o tym, co czytam i nad czym aktualnie pracuję.


Na szydełku jakiś akrylik i powstaje próbna czapeczka dla dziecka. Próbna, bo nie jestem pewna efektu wielkościowego. Zmieniłam wielkość szydełka i rodzaj włóczki i zobaczymy, co z tego wyjdzie.



Lektura natomiast lekka: Anita Shreve " A wedding in december". Grupa przyjaciół spotyka się po latach na weselu. Co z tego wyniknie, skoro budzą się demony przeszłości, wspomnienia... ? Sama jestem ciekawa, bo przeczytałam "The pilot's wife" i "Fortune's Rocks" tej samej autorki. Pierwsze strony są czasem trudne do przejścia, jakoś tak mało zachęcają do dalszego czytania, potem jednak, mimo niezbyt wartkiej akcji, ma się ochotę doczytać do końca baz jakiegokolwiek przystanku.