niedziela, 19 września 2021

Brunatne złoto ogrodnika

 


...czyli kopost.


Ponad rok temu, na początku sierpnia, zaczęłam robić swój kompost. Robić, to może nie najszczęśliwsze ujęcie sprawy, bo on się robi sam, bez naszej ingerencji. Oczywiście bakterie, grzyby czy dżdżownice cały czas tam działają, ale jak dla mnie - robi się sam. 

Wrzucałam tam wszystkie roślinne odpadki z kuchni i ogrodu(nie traktowane gotowaniem ani przyprawami, żeby nie wabić gryzoni) plus mnóstwo szarej tektury dla naszych dżdżownic. Tektury poszło naprawdę dużo. Wszelakie pudła, które przyszły ze sprzętem czy przesyłkami, poszły do kompostownika. Oczywiście nie od razu i nie w całości. Systematycznie dodawane, rozdrabniane.


Wczoraj mój mąż przygotował mi "dobudówkę" do kompostownika i przełożyłam do niej roczny urobek, którego wcale tak dużo nie było, jakby mogło sie wydawać. Po każdorazowym koszeniu trawy, cięciu roślin, pojemnik zapełniał się pod wierzch, żeby po kilku dniach opadać, a potem redukować się do około 30%, może nawet mniej. 

Przy samym dnie - tak około 10-15cm miałam już prawie całkowicie przerobione odpadki, czyli nasz domowy kompost.



Jeszcze widać drobne, głównie drzewienne resztki:



...ale spokojnie można już tego używać. I powiem Wam, że nie zawaham się tego zrobić :)



  

Warstwa bliżej wierzchu ma jeszcze trochę materiału do rozłożenia, a najwięcej oczywiście warstwa wierzchnia, która teraz znalazła się na samym spodzie.


Zachęcam wszystkich, którzy mają odrobinę choć miejsca, do założenia kompostownika. Przez nasz dom przewijają się tony warzyw i owoców i wszystkie odpadki z nich wędrują właśnie tam. U nas śmieci są ważone, więc z ciekawości sprawdzałam przez kilka tygodni ile wywalamy na kompost. Wyszło, że mniej więcej 15-20kg odpadków zielonych tygodniowo. Nie dodawałam tutaj nic z ogrodu, jak trawa, gałęzie krzewów, czy inne odpadki typowo zewnetrzne. 

W naszym przypadku, poza doskonałym podłożem ogrodniczym, robimy spore oszczędności na przestrzeni roku. 


piątek, 17 września 2021

Kolejny jesienny tydzień

 

Aksamitki w pięknym rozkwicie.













Teraz, w słoneczne dni, wyglądają przepięknie. 



Zawieruszony koper rozwija baldachy.



I ostatnie kwiaty szczypiorku usychają, skrywając w swym szeleszczącym wnętrzu mnóstwo drobnych nasionek.



Pomidory wciąż kwitną i zawiązują owoce:



Te niżej - czerwienieją, zamykając ciepłe promyki słońca pod skórką:



Ścięłam kilka baldachów papirusa. 



Rósł cały sezon na dworze, żeby się wzmocnić. 


Ucięte przeze mnie sadzonki są to w pełni wyrośnięte i mocne liście; w przeciwieństwie do tych, które dostałam w przesyłce. Z 5 wyrosła jedna, reszta nie dała rady. Jak widać, jedna wystarczyła:)


Teraz moczą się, główkami do dołu, w szklanym wazonie:


Wkrótce wypuszczą korzenie i będą nowe rośliny.



Oczywiście w skrzynkach pojawiły się wrzosy....


Idziemy coraz głębiej  jesień!


poniedziałek, 13 września 2021

Szydełkowy upominek

 



Już od jakiegoś czasu zajmuję się szydełkowaniem małych serwetek na upominek dla znajomej, która po wielu latach opuszcza Irlandię. Sama powiedziała, że marzy się jej taki zestaw, który oprawi w ramki, dodając ciemne tło. Zabrałam się więc do pracy.

Ukrochmaliłam i rozpięłam pierwsze serwetki. Muszę jednak jeszcze raz je "ustawić", bo robiłam to na oko i widać nierówności.















Bardzo podobały mi się te kwiaty w wianuszku i ciekawa byłam, jak to wyjdzie w realu.




Tutaj zewnętrzne ząbki wymagają dużej naprawy, tzn. prawidłowego naciągnięcia.




Nadszedł też czas, kiedy przesadziłam niektóre byliny z pojemników do gruntu. Wszystkie poszły do frontowego ogrodu.

Zrobiłam pas kwiatowy przy płocie. Tuż przy chodniku rosły od lat skalniaki - rozchodniki i bardzo dobrze sobie tam radziły, wszak to, że beton ściąga całą wilgoć, im akurat nie przeszkadza. 

Teraz dołączyły, tuż za nimi, byliny. Z pojemników, które miałam na tarasie do gleby poszły dzwonki brzoskwiniolistne - udało mi się podzielić je na 3 części, gipsówka, Floks płomyk, czyli wiechowaty, floks szydlasty - czyli płożący, jedna z piwonii i konwalia.

Oczywiście dokupiłam parę innych w doniczkch, plus cebulowe, głównie czosnki.


Na razie wygląda to nieciekawie, bo wszystko świeżo posadzone.

 

Helenium autumnale

Przepiękne złociste koszyczki



Anemony - Anemone hupehensis 'Splendens'



Scabiosa, której i kwiaty, i główki po przekwitnięciu sa ozdobne:




Rozchodnik - Sedum Telephium 'Purple Emperor'. W tle widać floks szydlasty.


I tutaj rabatka po dołączeniu do niej floksa wiechowatego.


To, czego nie widać, to cebulki w gruncie:

- tulipany, 
- irys holenderski,
- Allium shaerocephalon
- Allium christophii
- Allium 'Species mix' 
- Allium 'Gladiator'
- Allium 'Mount Everest'
- Narcissus 'White lion'

Wykopałam też piwonie, bo liliowce je totalnie zarosły i wsadziłam na razie do doniczek.



Przesadziłam do większych doniczek bukszpany, które sa dla sąsiadki:



Między chrzanem wysiałam szczypiorek i teraz ładnie mi zaczyna rosnąć.

Z ogródka to tyle, tak pobieżnie i na szybko.

sobota, 28 sierpnia 2021

Wyjazd nad morze

 


Ponieważ od tygodnia mamy znów lato i wysokie temperatury, wybrałam się w poniedziałek nad morze. Był to ostatni moment dla Izy, która już w środę zaczęła szkołę. 

I tu taki mały wtręt... jak co roku o tej samej mniej więcej porze, wraca do nas piękna pogoda. Dzieci idą do szkoły, a my mamy lato. Nie mogło być inaczej i teraz:)





Wyjazd był planowany przez dziewczyny od ponad dwóch dni, więc w poniedziałek rano już o 8 byłyśmy w drodze. Monika była moim nawigatorem i spisała się w tej roli świetnie.

Na miejscu byliśmy już przed 10, bo autostrady były puste. Plaża też była praktycznie pusta o tej porze.



Ogromne przestrzenie tylko dla nas :)



Woda była bardzo zimna, ale nikomu to nie przeszkadzało. 



Odpływ był w trakcie, więc co jakiś czas wiekszy i większy kawałek plaży pozostawał odsłonięty.






Pogoda była idealna, gorąco, ale niezbyt. Do tego przyjemna bryza.... 






Miałyśmy nawet szansę wykorzystać swoje kapelusze w tym roku. 


Natomiast w ogrodzie... 

Zbiory pomidorów i to dość obfite.








W kwiatowym ogródku pojawiły się astry. 



Wsadziłam je do donic z piwoniami, które w tym roku właśnie wykopałam i umieściłam w pojemnikach.



Żeby nie stały takie puste donice, dołożyłam astry i teraz piwonie spokojnie się ukorzeniają i aklimatyzują, a astry rozwijają pąki.



Floksy dalej kwitną i to dość obficie: 



I wilec wspina się coraz wyżej:



Rankiem wygląda przepięknie, nie na darmo nazywają go tutaj 'morning glory' czyli w wolnym tłumaczeniu ' chwała poranku'.



I jeszcze busz utworzony przez kosmosy: