Jestem w trakcie szydełkowania kocyka, czy raczej koca.
Postanowiłam wykorzystać wszystkie włóczki, które mi zalegają w pudłach. Układałam je w różnych kompozycjach, aby jakoś dopasować kolory. Niektóre same z siebie "lgnęły" jedna do drugiej, ale inne już niekoniecznie. Dodatkowo wypadałoby,żzeby nici były podobnej grubości.
Nabrałam łańcuszek początkowy, który wydawał mi się odpowiedni do takiego przedsięwzięcia i pojechałam ze słupkami! Teraz widzę, że to będzie solidny, ogromny koc, narzuta praktycznie.
Tuż przez party halloweenowym w szkole podstawowej, musiałam "nakręcić" trochę róż. Czarnych oczywiście. Przyczepione zostały do sukienki i spinek. Zdjęcie na tle "koca w toku", tyle, że rozświetlone, bo robione na szybciocha.
Zakończyłam też pracę nad kwiatowym kocem.
Wyszedł nie dość, że pokaźny, to jeszcze i ciężki.
Zużyłam na niego cały zapas jasnozielonej włóczki, którą kupiłam przez pomyłkę(sklep już nie zmienił mi zamówienia) - całe 8 motków po 900m każdy! Tyle, że robiłam podwójną nicią. Do tego poszedł cały, ale to dosłownie cały, zapas białej włóczki, który miałam w domu. 2 motki ciemnozielonego - tak naprawdę każdy w trochę innym odcieniu, ale w całości tego nie widać.
Wzór tworzyłam podczas dziergania, nie posiłkując się schamatami, czy opisami. Może nie jest idealny, ale za to kolorystyka przypadła do gustu Izabeli. Wszystkie zdjęcia robiłam przed "wygłądzeniem" robótki. Potem wzięłam żelazko i parą delikatnie wyrównałam i naciągnęłam koc.
W świele słońca jest całkiem jaskrawy. Najbardziej cieszy mnie to, że udało mi się wykorzystać - do ostatniego centymetra, żarówiastą, zieloną nić. Do niczego mi nie pasowała, po prostu do niczego!
Najnowsza moja praca - szopa pomalowana na jasny szary kolor.
Już od wiosny nosiłam się z tym projektem, ale potem była komunia, więc stwierdziłam, że nie będę zaczynać pracy tuż przed uroczystością. Następnie przyszły wakacje i moje ciągłe podróżowanie, a w końcu złapała mnie jesień.
I wtedy, przypadkiem, zgadałam się z naszym sąsiadem budowlańcem, na temat odnawiania szopy, płotu, itd.
Ponieważ jemu zostało całe mnóstwo farby do metalu, a w dodatku w kolorze mi pasującym, podarował ją nam. My się kiedyś zrewanżujemy opieką nad psem :)
I tak współpraca sąsiedzka kwitnie i każdy jest zadowolony.