Pokazywanie postów oznaczonych etykietą haft Richelieu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą haft Richelieu. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 listopada 2018

Bienik z różami




Zakończyłam wyszywanie bieżnika.

Odczekał swoje na upranie i ukrochmalenie. Trzeba też było wyciąć całe połacie płótna.

Oto efekt:











Na stole bez serwety też dobrze wygląda.



Mam nadzieję, że spodoba się obdarowanej osobie.

czwartek, 25 października 2018

Nie mam weny...





...na halloween w tym roku. Dom jeszcze nie udekorowany, choć dookoła ludzie już od dwóch tygodni wywieszaja "straszaki".  Może w niedzielę coś zrobię, bo przecież w środę już tradycyjny obchód domów i tradycyjnie już, halloweenowe przyjęcie u nas.

W tym roku bardziej skupiam się na niedługim przyjeździe Gosi. Już w sobotę leci do nas! Zostaje na tydzień i ten tydzień wykorzystamy maksymalnie. Przynajmniej mam taką nadzieję.

W szkole podstawowej dziś świętują.

Iza wybrała strój diabełka. Rogi skleiłyśmy i umocowałyśmy na opasce, spódnicę uszyłam z warstw, a do tego Izka wybrała ze swojego zestawu okularów te z czerwonymi oprawkami :)



Monia w tym roku chciała pójść po najmniejszej linii oporu, więc jej nie broniłam. Oczywiście rano była rozczarowana i wkurzona, ale cóż... każdy musi się kiedyś nauczyć, że płacimy za decyzję, które podejmujemy.
Szkoda mi było dziecka, które stwierdziło, że to najgorsze halloween, ale co zrobić. To jej nie chciało się przygotowywać stroju, choć proponowałam, że mogę pomóc. POMÓC, a nie zrobić.


 W szkole organizowany był konkurs plastyczny "Siły natury". Tak sobie moje dziecko wymyśliło, tak zrobiło, nie słuchało podpowiedzi, więc się nie narzucałam. Sama praca jest w moim mniemaniu w porządku, ale czy zgodna z tematem tak do końca...




I jeszcze ciasteczka mumie na szkolny kiermasz.  Dwa lata temu zrobiły furorę, rok temu ktoś próbował skopiować, ale wyszła klapa, więc w tym roku znowu je wstawiłam.



Mam nadzieję, że Monia sprzeda je wszystkie :)




I na koniec... chyba ostatnie ujęcie - wieczorne - mojego bieżnika tyż przez końcem haftowania. Dwunasta róża... więcej nie ma.

piątek, 12 października 2018

Dokładam nitkę do nitki...





...i tak powoli powstaje haft. Mimo że pracowity, to sprawia mi dużą przyjemność. Sama już nie mogę się doczekać efektu końcowego!

Zrobiłam zdjęcie pod słońce, żeby pokazać ile go tak naprawdę jest. Minęłam właśnie połowę:



Jesienne bratki właśnie rozwinęły całe bukiety kwiatów:



Między tymi wszystkimi fioletami i niebieskościami, posadzone mam też żółte; to zestawienie daje niezwykły efekt kolorystyczny.



Chwalić się jednak nie będę zdjęciami obejmującymi większą część ogródka, bo nie ma czym. Wysiało mi się całe mnóstwo bratków, niezapominajek, nawet lwie paszcze gdzieś się uchowały i to wszystko koegzystuje sobie jako zielona masa, przeplatana kolorami.  Nie jest to popisowa rabata do pokazania, więc wstawiam zbliżenia tylko niektórych okazów.



Taras zalany jest ognistą czerwienią pelargonii, którą przetyka zieleń liści.



Bluszcz oplatający płot wydał właśnie całe mnóstwo pięknych owoców. Nie są jadalne, za to dobre na przyrządzenie jakiejś mikstury, z jednej strony leczącej, a z drugiej... trującej... Przede wszystkim zaś, są po prostu piękne.




niedziela, 29 lipca 2018

Mały remont...




...ciągnie się i ciągnie.
Mieliśmy tylko pomalować pokój Moniki i Izy, ale przy okazji poodczepialiśmy półki, których nie używają, więc było gipsowanie ścian. Potem likwidowanie grzyba na suficie, po czym ruszyłam szpachelką silikon przy ramie okiennej i zaczął odstawać, więc zdjęłam go całościowo i oczywiście zasilikonowałam od nowa. Wszystko to, to takie mniejsze prace, ale na tyle upierdliwe, że malowanie się przeciąga. Za każdym razem trzeba odczekać, dać wyschnąć preparatowi, albo farbie.... już po cichu mam tego dość. Pociesza mnie tylko myśl, że przynajmniej będzie zrobione wszystko porządnie.

Kiedy mam wolną chwilę, której nie przeznaczam na czytanie, zabieram się za kolejne małe projekty.

Odnowiłam lustro do łazienki:


W oryginale było ciemno złotego koloru. Musiałam położyć 3 warstwy farby, żeby ładnie pokryć całą powierzchnię.


Zdjęcia robione jeszcze przed warstwą ostateczną.

W tym roku lawenda kwitnie mi jak szalona. Już mam sporo jej zebranej i ususzonej.:



Nie lubię, kiedy tak się przewraca; nie planuję żadnych kompozycji kwiatowych z jej udziałem, więc trzeba uszyć woreczki.



Znalazłam, na początek, dwa kawałki materiału wsypowego. Leżały tak u mnie bez sensu, więc wykorzystam je właśnie na lawendę.


Wymyśliłam sobie, że kwiaty wyszyję po swojemu. Pierwszy to była porażka, ale dzięki niemu zaczęłąm sobie powoli przypominać to, co lata temu przecież umiałam. Zadziwiło mnie ogromnie, jak człowiek wychodzi z wprawy!

Kiedy już grzebałam w materiałach, w ręce wpadło mi płótno, a w zasadzie jego resztka. Zrobiłam sobie z niego wprawkę z haftu richelieu. Chwalić się w tej chwili nie mam czym, bo wszystko to, co prezentuję, to prace przypomnieniowe:) Od czegoś jednak trzeba zacząć, wracając do technik, których przez lata się nie używało.