środa, 1 lipca 2020

Lato, wakacje...


Po tym, jak blogger "ulepszył" wszystko, to generalnie jest do d..py. Zdjęcia wgrywaja się w tempie, jakby blogger miał zaparcie. Opcje zdjęcia zmienia się już nie jednym kliknięciem, a wybieraniem opcji. Głupota totalna. To ma być to ulepszenie...  ale google po prostu olewa wszystko, bo i tak z niego korzystamy.  Chociaż nie, chyba niedługo się z tego wypiszę:) Póki co przywróciłam starszą opcję bloggera i taka zostanie. 


Szkoła zakończona - już tydzień temu, prezenty rozdane, można cieszyć się wakacjami. Co prawda dzieci w tym roku miały i tak mało szkoły i ciekawe co zrobią z tymi prawie półrocznymi wakacjami.

Ogród...


Krwawnik różowy:

 




Miałam jeszcze żółty, ale wszechobecne mszyce prawie go wykończyły. Teraz się odradza.



Nieśmiertelniki w czasie deszczu zwijaja swoje kwiaty:








Pelargonie bluszczolistne rozwijają pąki.



Niektóre pelargonie rabatowe już kwitną:



Fuksja magellańska zaczyna przepięknie kwitnąć. Też była osaczona przez mszyce, ale przycięłam wszystko o 50% i teraz odżywa.



Liliowce też już w pelni kwitnienia:



I w końcu maki...


Urocze w pąkach:





A potem w kwiatach:





Mam akurat tylko biało-czerwone:



Potem w trawie, na tarasie, pełno płatków strąconych przez wiatr...






Ale to nie koniec spektaklu, zostały jeszcze makówki:



I w końcu liście, kiedy pada deszcz:




wtorek, 9 czerwca 2020

Nagroda i moje kwiaty...





Spieszę poinformować zainteresowanych, że Najmłodsza otrzymała nagrodę za wykonane projekty. Maska i domek były na najwyższym miejscu. Iza, pełna tej dumy, prawie szybuje pod sufitem, tak jest nią napełniona. Cieszę się ogromnie, że cała ta praca, którą poświęciła na tydzień poświęcony zajęciom plastycznym, została doceniona. 



Teraz z kolei ja pochwalę się kolejnym etapem rozkwitu kwiatów...


Pierwsze, największe kwiaty piwonii już przekwitły...
 


W trawie pozostało trochę opadłych płatków - wspomnienie piękna i rozmachu....


Teraz wykwitają pąki trochę mniejsze, ale tak samo oszałamiająco pachnące.

Lobelie dopiero zaczynają się rozrastać i pokazywać pierwsze kwiaty. Może dlatego, że zawsze skąpię i kupuję te malutkie sadzonki. Muszą się dopiero dobrze rozkrzewić, zawiązać pąki i wtedy zaczną szaleć.



Póki co, cieszy moje oczy kilka plamek niebieskości...



Pelargonia bluszczolistna przygotowuje się do kwitnienia:



A dzwonki już cieszą oczy:



Aksamitki zaczynają powoli się rozwijać:



W tym roku dobrze dopilnowałam ślimaki i udało się odhodować aksamitki do takiej wysokości, że mam nadzieję na ich przetrwanie. Tym bardziej mi na tym zależy, że wyrosły z własnoręcznie zebranych nasion; latałam po domu z pojemnikami siewek, potem pikowałam... No szlag by mnie trafił, gdyby ślimaki dorwały się do tego w pierwszym tygodniu po przesadzeniu do gruntu!



W aksamitkach najbardziej kocham ich nieprzewidywalność w kolorze. Mogłabym obfocić każdy krzak, bo każdy jest inny. 
Niektórzy nie lubią ich zapachu, nawet nazywają je śmierdziuchami. Ja z kolei uwielbiam ten aromat. 



Dostałam od sąsiadki sadzonkę Wrotyczu maruna(Tanacetum parthenium) tutaj znany jako Feverfew. Stosowany jest jako cudowny środek na migreny i bóle głowy. 
Jest bardzo ekspansywną rośliną, więc oczywiście wylądował w jednym z moich pojemników. 
Wrotycz(lub jak niektórzy zwą go Złocień) maruna jest kuzynem Wrotyczu pospolitego; wygląda nieco inaczej, ale to jednak bliscy kuzyni.



Do kolekcji dołączyła bakopa. Tylko jedna, bo mocno sie rozrasta. Póki co ma 4 gałązki i takie "mocno sie rozrasta" jest określeniem bardzo na wyrost, ale już za jakiś czas...


Mój "dopiero-co-oklejony" pojemnik po farbie. Pojemników dostarcza mi znajomy budowlaniec w ilościch "ile chcesz". Są niezwykle obszerne, co oznacza, że pochłaniaja ogromne ilości podłoża i drenażu. Żeby nie były tak ciężkie, że aż kręgosłup pęka przy przesuwaniu, jako drenaż używam połamanego styropianu lub pogniecionych nieregularnie pojemników po mleku lub wodzie. 
Przyznaję się od razu, że ja na to sama nie wpadłam. Zazwyczaj wypełniałam donice tonami kamieni lub czegoś podobnego, równie ciężkiego, żeby zapewnić drenaż. Pewnego dnia oglądałam program Monty Don'a - angielskiego ogrodnika i to on zasugerował, żeby sobie nie utrudniać życia, a wykorzystać coś takiego, jak styropian na przykład. 



Oklejam więc te wielkie wiadra materiałami - docelowo mają być pomalowane farbą, ale wiadomo, że prowizorka wygrywa - i sadzę rośliny. Ilość podłoża powoduje, że spokojnie rosną tam po kilka lat. Tak jest np. z moją lawendą wąskolistną(angielską) czyli langustifolia, która rośnie w tym samym pojemniku już 5 lat.



W tym roku dorobiłam się takiej oto szałwi:
 


Do tego krwawniki:



....i widziana już wyżej różowa, a teraz żółta, nemezja:



Nieśmiertelniki mają coraz więcej kwiatów:





W cieniu powojnika rosną i dojrzewają poziomki:



Funkia - jedna z największych - osiągnęła już ponad 70cm średnicy:


W rogu, przy szopie, tam gdzie cień największy, rośnie zielona piękność:


...paproć...


W ten sposób dobrnęliśmy do końca :) 


czwartek, 4 czerwca 2020

Szkolne projekty



Kolejny tydzień szkolny mija, tym razem już spokojniejszy. Nauka została zakończona w miniony piątek, książki szkolne oddane w tym tygodniu, więc dzieci myślały że już laba będzie. Niestety nie.... 

Ten tydzień upływa pod znakiem tworzenia... Rozpisane zostały prace na poszczególne dni i dzieciaki mają je przedstawiać na swoim koncie. Podejrzewam, że nauczyciele spodziewali się małego odzewu, więc ustalili, że jest to konkurs między klasami. Pewnie z nadzieją, że u niektórych wywoła to chęć konkurencji... po czym jeszcze dodana została informacja, że wygrane prace nagrodzone zostaną symboliczną kwotą 10euro. Teraz już, tak myślę, spowodowało to zainteresowanie jeszcze większej grupy osób. 

Robiły więc moje dzieci rysunki, tworzyły jakieś twory... 

Monika np. wykonała głowę kota - technika - tylko to, co znajdziesz w ogrodzie lub na spacerze. 

U nas powojnik rozsiał mnóstwo nasion i oto co powstało:



Więcej zdjęć tejże twórczości nie posiadam, ponieważ Monia przechodzi okres negowania swoich umiejętności, talentów... Zdjęcie zrobione na szybko, po kryjomu... Dobrze, że moje niegodne oczy zdołały ujrzeć ekologiczne cudo, a kamera uwiecznić dla potomności.

Iza wycfaniła się i załapała się na temat "maska" ze swoją zaczętą w domu -chyba pół roku temu - maską. Teraz miała powód zeby ją wykonczyć, Jedna strona to pracowicie malowane kwadraty, a druga kamyczki do ozdoby paznokci.


Te kwadraty w którymś momencie prawie przerosły Izę, zwłaszcza, ze chciała to zrobić szybko. 



Potem nadszedł czas na kamyczki... i tutaj, wspólnymi siłami, ułożyłyśmy to w jedna linię. Izka pilnowała kolejności kolorów, jakby od tego zależało jej życie, a przynajmniej wygrana w konkursie :)




Wreszcie rysunek i rybki... Tak możliwie kolorowe, jak się da...




 Rybki to twórczość z cyklu: minuta osiem i zrobione... powstały z rolek po papierze toaletowym. Oczywiście gdyby się pobawić i farbami pomalować, to na pewno kolory byłyby ciekawsze i mocniejsze. 
Tort z pączkiem, to twórczość własna Izabeli.  



Oczywiście mamy też jeden wielki projekt, który powstawał 2 dni z przerwami. Rodził się w bólach frustracji, złości i zniechęcenia, przeplatanych momentami egzaltacji, radości i kolejnych szalonych pomysłów: co by tu jeszcze dodać...





Wreszcie stanął o własnych siłach...



Kilka zdjęć ze szczegółami:



Z domku dla ptaszków Iza jest wyjątkowo dumna... sama wymyśliła i sama zrealizowała od początku do końca.



Ściany z oknami i kwiatami... Klejenie miliona firanek... Izka narzekała, ale nie mówiłby tak, gdyby miała te wszystkie firanki powiesić własnoręcznie.



Firanki powstały z białej bibuły,  pozaginanej tak, aby stworzyć wrażenie upięcia.



Oczywiście wszędzie kwiaty, żeby pozakrywać ściany:



Dach to było wycinanie ponad setki dachówek z tektury. Kiedy Izka policzyła, ile ich ma być, prawie się rozpłakała. Pomogłam jej :) ale tylko trochę. Jak już miała te dachówki, to klejenie klejem na gorąco stanowiło dla niej samą przyjemność. 



Mimo, że projekt był duży i ambitny, całkiem nieźle sobie poradziła. Nauczyła się, że ekierka to jej przyjaciel :) a dokładne policzenie i rozplanowanie elementów, to klucz do sukcesu. 
Najtrudniejsze było zwijanie kwiatków z bibuły. Tutaj musiałam pomóc. 
Teraz zobaczymy, jak spodoba się nauczycielom.