czwartek, 16 maja 2019

Maj




...upływa pod znakiem zjazdu rodzinnego i komunii Izabeli.

Pogoda nam dopisała, więc i uroczystość, i przyjęcie - czyli grilowanie na powietrzu, udało się znakomicie.
Dzieciaki miały do dyspozycji fontanne z czekoladą - oblegana była niesamowicie. Dwa razy próbowałam ją złożyć, żeby przejść do waty cukrowej, ale nie szło ich oderwać od tego cuda.

Wata cukrowa poszła jako druga. Obie z siostrą stwierdziłyśmy po "kręceniu"  kilku porcji, że to nie taka lekka praca:)

Była jeszcze trzecia pozycja - robienie glutków z kleju i boraksu, ale dzieci już były nasycone wszystkim i rozeszły się po domu, a potem po okolicy.

W tym tygodniu pojechałam z Izą do parku w Emo i zrobiłam jej zdjęcia.  Kilka wstawiam tutaj.


















































Wiatr nie był tego dnia silny, więc dało radę wszystko ogarnąć. Zrobiłam około 200 zdjęć, z tego wszystkiego wybrałam kilka ujęć, które szczególnie mi się spodobały.

Sukienka przeszła przez wszystkie 3 komunie. Była eksploatowana, brudzona, prana i dalej można ją uznać, że nie była noszona.:)

Izabela jako pierwsza z naszych dziewczyn nie poszła w tiarze, któa tu  jest modna,  tylko w wianku. I ona i ja, a zapewne też rodzina, jesteśmy zadowoleni z tej decyzji.

poniedziałek, 6 maja 2019

Targ staroci




Pierwsza nasza wycieczka w takie miejsce. Małżonek chodził i oglądał narzędzia stolarskie, a ja rozglądałam się.... w sumie za niczym konkretnym. Nie pojechałam tam nawet z myślą, że będę cokolwiek kupować. Wyszło natomiast inaczej.


Za bezcen nabyłam dwa komplety platerowanych widelców:



Wymagały tylko trochę czyszczenia. Przy okazji przeczytałam opinię osoby próbującej czyścić stalowe sztućce metodą dla sreber. Stwierdziła, że to nie działa i tylko potwierdza, że internet pełen jest nieprawdziwych informacji.



Metoda jak najbardziej działa, zachodzi reakcja chemiczna, która nieinwazyjnie usuwa czarny osad(tlenek) ze srebra. Sztućce nie wymagają potem polerowania. Oczywiście sposób nie zadziała na sztućce wykonane z innych metali.



Kiedy ja oglądałam i kompletowałam widelce(przy okazji bijąc się z myślami, ile to właściciel sobie zażyczy?), Izabela wynalazła dla mnie świecznik.
Przybiegłą podekscytowana, mówiąc: mama, zobacz, ty masz już podobny. Chcesz jeszcze jeden?

Jak poniżej widać, chciałam:



Ciężki, solidny, można użuwać jako broni :).



Nawet nie był taki brudny.



I nasza fanaberia:



Dwa imbryki, czy też dzbanki do parzenia herbaty bądź kawy.

Zdjęcia jeszcze sprzed czyszczenia, takie na szybko:



Artur najbardziej nie może przeboleć tego lekkiego wgniecenia, ale mnie ono aż tak bardzo nie przeszkadza.



I jeszcze osobno - ten codzienny, na użytek domowy:



I ten odświętny:




Na poniższym zdjęciu już po czyszczeniu:



Czyszczenie wstępne, takie na szybko:



Będzie można jeszcze poprawić w wolnym czasie, ale używać już można:



Zastanawiałam się jeszcze nad kuflami cynowymi - chyba cynowymi; stare, grawerowane, facet miał ich całą skrzynkę. Gdybym była pewna, że uda mi się je odczyścić, bo brudne były nieprzeciętnie, to pewnie bym je nabyła.

niedziela, 5 maja 2019

Malowane bluzki



Wpis na szybko.


W wykonaniu moich pociech powstały takie malowanki:














Iza tak zapaliła się do malowania, że teraz wszystkie jednokolorowe bluzki by wyciągała i malowała:)


środa, 1 maja 2019

Troszkę szycia i dużo szydełka



Ostatnio poczytuję sobie więcej, a zatem nie udzielam się robótkowo aż tak bardzo. Powoli jednak  coś tam powstaje.


Kawałek tiulu, obszyty, przymarszczony..
.


Do tego kilka ozdób....



Mam nadzieję, że powstanie też coś z udziałem białych róż, które tutaj okazały się zbyt ciężkie:



Tymczasem powojnik kwitnie niezawodnie, jak co roku. Przeżył nawet naszą burzę, choć wyszarpało go strasznie!


Mam nadzieję, że jakoś się zdoła pozbierać i zakwitnie pięknie aby na zbliżającą się uroczystość pokazać się w całej okazałości. Uroczystość, to I Komunia Izabeli. Już za tydzień, 11 maja.

W domu mam jeszcze Gosię, która nadal korzysta z przerwy wielkanocnej w swojej szkole. Odlatuje 6 maja, żeby przylecieć znowu za kilka dni - 10 maja. Nalata się dzieciak!

Od środy będdzie się już powoli zjeżdżać rodzina. Czekam na to bardzo, dzieci również. Ogromnie cieszę się na tę uroczystość, na te spotkania.... Oby tylko pogoda nam dopisała.

Znalazłam w aparacie jeszcze kilka zdjęć serwetek, publikowanych już co prawda, ale te ujęcia sa według mnie lepsze. Poza tym gdzie, jak nie tutaj, będę się nimi chwalić?


Diamentowa, na pierwszy ogień:












Mniej udana - kłosy:















Niebawem, mam nadzieję, pokażę w końcu półkę wykonaną przez A.  i parę innych rzeczy.

Teraz zmykam do książki....

środa, 24 kwietnia 2019

Glendalough po raz enty...




...czyli o tym, jak zawsze lądujemy w tym samym miejscu.

Góry Wicklow są po Slieve Bloom Mountains, kolejnym naszym miejscem, do którego jeździmy non stop. Gdyby były bliżej, to pewnie gościlibyśmy tam jeszcze częściej, a tak, no cóż...

Pogoda była piękna przez ostatni tydzień i o dziwo, nawet kiedy małżonek był w domu. Zazwyczaj to środek tygodnia daje nam słońce, a weekend wita chłodem lub deszczem.

Wybraliśmy się zatem w góry. Oczywiście parking był zawalony kompletnie. I nie mówię tu tylko o tym bezpłatnym - ten to już chyba w godzinach bardzo wczesnorannych został zamknięty dla wjeżdżających.  Udało się nam jeszcze wcisnąć nasze auto na drugi parking. Zostawiliśmy je z pobożnym życzeniem, aby zastać je w stanie nienaruszonym, po powrocie z wycieczki.

Już na początku Iza dostrzegła plakat oznajmiający, że w biurze turystycznym można zapytać się o zasady - popularnego tutaj - polowania na pisanki. Oczywiście koniecznie musieliśmy zahaczyć o to, nie było opcji uniknięcia zabawy.
Artur poszedł na obchód - szukać odpowiedzi na 10 pytań - ja zostałam z dziewczynami starszymi przy strumieniu. Po jakichś 30 minutach dwójka poszukiwaczy wróciła. Iza oznajmiła z radością, że w nagrodę dostała kredki i plakat z przyrodą Irlandii. Przyznam, że ładnie zrobiony, ciekawie opisany. Ucieszyło mnie to ogromnie, bo czekoladowych jajek i innych słodyczy dzieci miały już dosyć przed świętami.

W czasie kiedy Iza zajęta była polowaniem, starsze dzieciaki nie traciły czasu.



Woda w górskim strumieniu była zimna; nie przepraszam, zimna, to jest latem, po największych upałach. Teraz była tak lodowata, że po zmoczeniu stóp mózg zamarzał. Jak widać, moim dzieciom to nie przeszkadzało, nawet najstarszej, która już trochę odwykła od pogody irlandzkiej.




Zanim wrócił Artur, dzici wysuszyły stopy i ponownie pozakładały buty.









Po tej małej przerwie, poszliśmy już utartym szlakiem w góry, na szczyty. I tym razem najstarsza nie marudziła! Mogę spokojnie powiedzieć, że czerpała nawet radość ze wspinaczki. Kiedyś, dzwoniąc z Polski, powiedziała mi, że bardzo chciałaby pójśc z nami na rodzinną wyprawę, że one były zawsze takie fajne... aż się roześmiałam, bo pamiętam ile płaczu i awantur było przed każdym wyjazdem.








Każde z dzieci miało swój plecak z zapasem wody i jakimiś przekąskami. Co jakiś czas był więc postój: a to na ogórka, a to na paprykę, a to na bułeczkę.










Przyroda, na każdym kroku, dostarczałą wrażeń wizulanych, dźwiękowych(ptaki koncertują niesamowicie, woda pluszcze w strumukach i wodospadach) zapachowych(ciepło uwalnia ogromne ilości olejków z drzew iglastych, poza tym wiosna ma swój niepowtarzalny zapach) i dotykowych(poduchy mchów są jak najdelikatniejsze dywany).



Powrót na parking dodał dzieciom skrzydeł, bo przyświecała im myśl o czekającym jedzeniu:



Iza, ze swoim aparatem, dokumentowała wszystko!



Na obiad wybraliśmy się do pobliskiego(odległego o 10 kilometrów) pubu. Oczywiście można było zaraz niedaleko, ale Artur przypomniał sobie pub, w którym byliśmy rok temu. Koniecznie chciał do niego właśnie jechać.
Długo nie mogliśmy znaleźć tego miejsca, mąż nawet mojego bloga przeszukał i miał pretensje, że nie wstawiłam nazwy! Pokłóciliśmy się z dziesięć razy, obserwatorzy, jak zwykle, mieli ubaw. Dlatego teraz publikuję i zdjęcie z daleka i nazwę - na przyszłość. 


Warto przejechać te kilometry dla dobrego jedzenia i przyjemnej obsługi.



W domu byliśmy wieczorem, zmęczeni, ale takim dobrym zmęczeniem, jeśli wiecie, co mam na myśli. I już nie moge się doczekać, kiedy pojedziemy tam znowu.