czwartek, 13 lutego 2020

Szydełko i książki




Prace nad bieżnikiem na chwilę utknęły. Pozostał mi jeszcze ostatni kolor do zrobienia i na nieszczęście wzięłam książkę do ręki....

Bieżnik w tej chwili prezentuje się tak:



Teraz jeszcze zostało "kilka" rozetek w kolorze kremowym - tym samym, którym są łączone rozety kolorowe.



Potem tylko upranie, krochmalenie i koniec.



Zapewne wszystko byłoby już zrobione, bo prace posuwały się bardzo szybko. Jednak, jak wspomniałam wcześniej, dorwałam się do książek. I wpadłam w ciąg...


Najpierw kupiłam kolejną książkę jednego z moich ulubionych autorów  kryminalnych, więc rzecz oczywista - musiałam przeczytać.



Potem znalazłam "Ptaki ciernistych krzewów", więc kupiłam z zamiarem przeczytania po angielsku. Wersję polską przeczytałam chyba na etapie szkoły średniej :) 



I na koniec Anita Shreve. Obecnie kończę czwartą jej książkę.



Poza czytaniem były jeszcze sprawy życia codziennego. I oczywiście pieczenie i smażenie.


Monika bardzo chciała faworki, więc za jej namową zrobiłam dwie porcje ciasta, które potem pomogła mi przerobić. Taki trochę wcześniejszy "tłusty czwartek". Będzie jeszcze druga tura, kiedy przyjedzie Małgosia, a ona przylatuje już w sobotę.
Mam nadzieję, że nie będzie tego sztormu,  który zapowiadają na sobotę właśnie.... może się opóźni, albo minie nas... W innym wypadku może się okazać, że Gosia nie wyleci z Polski, albo utknie w Amsterdamie. Miejmy nadzieję, że jednak wszystko pójdzie dobrze.


Skoro już piszę, to jeszcze wspomnę o kwiatach, które już się pojawiły.





Po przerwie zimowej bratki zaczynają już kwitnienie























czwartek, 30 stycznia 2020

Takie pomieszanie z poplątaniem


Upiekłam rogaliki drożdżowe dla dzieci. Jedne waniliowe, a drugie z cynamonem



Iza, jak zawsze napaliła się, że będzie jeść, a potem wyszło jak zawsze.  Powiedziała, że może później, a w końcu nie zjadła wcale.




Za to Monika jadła na potęgę, a potem zamówiła kolejną porcję.



Izka za to się postarała w innej dziedzinie. W szkole grali sobie w tenisa i walnęła się w rękę rakietą. W zasadzie w palucha. Szkoła mnie wezwała i pojechałam do lekarza na szybkie oględziny, bo kciuk był opuchnięty strasznie. Bałam się, że wybity ze stawu. Na szczęście lekarz stwierdził, że staw działa w porządku.
W domu poszedł w ruch altacet i lód. Obyło się nawet bez środków przeciwbólowych, a następnego dnia palec był w pełni "sił witalnych".

Iza wzięła też udział - już drugi raz - w zawodach lekkoatletycznych i tym razem dostała złoty medal w sztafecie i srebrny w biegu na 60m.  I tu ciekawostka: srebrny medal ktoś jej ukradł!!! kiedy poszła biegać. Wyobrażacie sobie?



W mieszkaniu trochę wiosny:



Zapach niesamowity



Do tego te piękne kwiaty...



...jakby odlane z wosku.



Monika namówiła mnie kolejnego dnia na zrobienie pączków, takich szybkich:


Zniknęły w mgnieniu oka



Teraz zajmuję się kręceniem róż z materiału. Trzymam je oczywiście w pudełku ozdobionym różami - nie mojej produkcji tym razem.



Moje wyglądają tak:


Powstają dosyć szybko, zdecydowanie szybciej niż na szydełku. I wyglądają zdecydowanie delikatniej, subtelniej.




Natomiast dla swojej czystej przyjemności przeczytałam książkę w wolnym czasie, tzn. podczas lotu do Polski. Kupiłam ją specjalnie do samolotu i przyznam, że wciągnęła mnie tak, że dosłownie łyknęłam ją.
Ta książka to "The gift" - "Podarunek" - Cecylii Ahern.


Tym ciekawiej się czytało, że akcja osadzona w Dublinie :) 

Podczas lotu powrotnego zaczęłam książkę "Zaulek łgarza" . Dostałam ją od mojej koleżanki w PL.  Zeby było ciekawiej, to ta książka też osadzona jest w irlandzkiej rzeczywistości :). Koleżanka  dostała ode mnie w zamian "Podarynek" Ahern w celach szlifowania języka.  I tak każdy zadowolony. 



środa, 8 stycznia 2020

Będzie szybciutko...





Z początkiem roku ruszyłam z robóką. Taka dłubanina z małych motywów.




Praca idzie dość szybko, poszczególne elementy to raptem 3 małe okrążenia. Chwilę schodzi na chowaniu nitek, ale wolę to zrobić od razu, niż potem siedzieć nad mnilionem końcówek.



Za mną może 1/3 pracy... ale już teraz wydaje mi się, że będzie ładnie.

czwartek, 2 stycznia 2020

Z Nowym Rokiem...





... zaczynamy!


Życzę wszystkim odwiedzającym dużo szczęścia w Nowym Roku!!!
Niech będzie on pełen radości tworzenia, przyjemności czytania, oglądania, słuchania.... Niech się spełniają Wasze marzenia!




I tak zaczęliśmy rok 2020.

Jeszcze parę wspomnień z czasu okołoświątecznego.

Było w tym roku zagrożenie, że choinka nie stanie w pokoju, ani nigdzie indziej zresztą.  Została zniesiona ze strychu, po czy, w tym samym dniu powędrowała na strych ponownie, z zastrzeżeniem, że skoro nie ma chętnych do strojenia, to nie musi być drzewka.

Trwałam w swoim postanowieniu aż dzieci zmiękły. Obiecały, że same ubiorą drzewko i posprzątają bałagan. Choinka przywedrowała ze strychu ponownie.

Dzieci spełniły obitnicę i udekorowały drzewko same, nie tłukąc przy tym niczego :)




Po raz pierwszy drzewko znalazło się u nas na podwyższeniu, żeby wpasować się w miejsce, jedyne miejsce, któe nam jeszcze zostało.



Z Polski przyleciał do nas w tym roku nowy obrus:



I to on dekorował stół, począwszy od Wigilii:



Wigilia była nieco specyficzna, bo małżonek skończył swoją pracę o 20 i zanim dotarł do domu, było sporo po 22-ej. Wszyscy czekaliśmy na niego, żeby podzielić się opłatkiem i zjeść cokolwiek, choć o tej porze, to już się nie chciało. Cóż, taka specyfika pracy tych, którzy są zatrudnieni w szpitalach, straży czy policji. Tego niestety nie da się zamknąć na święta, ani na inne okazje. Służba to służba.

Upiekłam zawijańca makowego w innej formie niż zwykle. Zamiast gwiazdy wyszła... coś jak róża?




Ponieważ już styczeń, w ogródku wyszły przebiśniegi:


Oczywiście gonią za nimi żonkile i tulipany nawet, ale przebiśniegi są dla mnie takim znakiem, że nadzieja już się zbliża. Nadzieja na piękniejsze dni. Choć oczywiście i śniegi mogą nas jeszcze zawiać.



W czasie przerwy zrobiłam dwie serwetki:



Jasnoniebieską - mniejszą i białą - większą. Ta biała miała mieć kształt 6-ramiennej gwiazdy, ale potrzebowałabym jeszcze drugie tyle włóczki.



Obie wykonane według wzoru z Dropsa Winter Wonderland


Powiem jedno: ten wzór jest tak przyjemny w pracy, że nie wiedzieć kiedy, powstały serwetki. Ze względu na brak włóczki poprzestałam na takich kształtach. Elementy można łączyć w różny sposób i to jest najlepsze.




Pojedynczy element wygląda ładnie jako śnieżynka, którą robimy w 5 minut maksymalnie.



W tym roku korzystałam jeszcze ze wzorów Dropsa na muchomorki i podkładki.



Teraz zaczęłam kolejny projekt z elementów. Z tym, że to dopiero początek:


poniedziałek, 16 grudnia 2019

Jeszcze kilka dni



Ostatni tydzień w szkole.

Mini podarki dla nauczycieli już przygotowane.



Dzieciaki zajmowały się lukrowaniem pierniczków. Wszystko to ich inwencja i praca.









Okno już udekorowane:



Tym razem gwiazdki muszą dzielić przestrzeń z kwiatami...



Wszystko mi pozarastało, a nie zdejmę przecież kwiatów z okna :)









Jeszcze ostatnie produkcje świąteczne:












Chowam już włóczki w świątecznych kolorach. Wystarczy tego, co naprodukowałam.