wtorek, 17 września 2019

Okno



Jedno z najmniejszych okien w domu, to łazienkowe.

Przyznam, że lata całe czekało na "ubranie". W końcu zrealizowałam projekt.


W świetle poranka:







I w nocy...



Biała organza marszczona jak popdło, bez mierzenia - tworzy delikatną firankę, zawieszoną na drewnianym kijku, który pełni rolę karnisza.







Jeszcze zbliżenie szydełkowych opasek, podtrzymujących zasłonki:






Zasłonki wiszą od maja, ale nijak nie miałam czasu zrobić zdjęć i napisać o tym :)

sobota, 7 września 2019

Zaopatrzyłam się w książki



....na ładnych parę miesięcy.

Latając samolotem i spędzając godziny całe na lotniskach, przeczytałam też kilka pozycji.


Poniższe pozycje - oprócz "Słaboniowej..." zakupiłam na lotniskach i w większości przeczytałam w samolotach.

"Córka zagarmistrza" to wielowątkowa powieść z retrospekcjami. Nie wszyscy są fanami tego typu pisania, ale dla mnie jest to naprawdę wciągająca lektura. Za każdym razem, kiedy sięgam po książkę K. Morton jestem zadowolona.

"Listy do Duszki" i "Tatuażysta..." to tematyka wojenna, wspomnieniowa, ale w większej części po prostu beletrystyka.

"Słaboniowa..." to już jest z kolei książka, która spodoba się nielicznym. Sama po przeczytaniu, mam mieszane uczucia. Nie wiem czy ją polecać, czy nie. 

     
         




         



W SH trafiłam na książkę, którą kupiłam ze względu na tytuł :) Zaintrygował mnie. Nie było oczywiście żadnego opisu, informacji, bo książka wydana została w 1945 roku. Nawet ktoś zrobił wpis w grudniu tegoż roku :)


 




Książka bardzo mnie wciągnęła i zamierzam poszukać pozostałych tytułów tego autora, chociaż podejrzewam, że może to być trudne.


Książki głównie dla Artura, który kocha historię i tego autora - Normana Davis'a






Ja skusiłam się na książki z mojej dziedziny:



Przeczytałam "Zdumiewające zdolności roślin" i uważam, że była to strata pieniędzy. Może ktoś, kto nie pracuje z roślinami i nic nie wie na ich temat, byłby zafascynowany wiadomościami. Z tym, że z kolei nie ma tam ani zdjęć, ani szkiców, niczego, co by osobie nie zorientowanej pomogło wyobrazić sobie rośliny, bądź mechanizmy tam opisane.
Absolutnie nie polecam. Książka słaba, nie przemyślane wydanie. Zobaczymy, jak pozostałe



Z poniższej serii "Cedrowe orzechy" - zbiór opowiadań - już za mną. Czyta się dobrze i z żalem żegna każde opowiadanie.



Pozostałe stosiki, to książki dopiero do czytania.





Na razie kończę czytać kryminały, które dostałam od siostry Artura, jako że ona fanką tego typu czytadeł nie jest.:)

Oprócz czytania zajmuję się też robótkami, ale to innym razem.

sobota, 31 sierpnia 2019

Miesiąc od ostatniego wpisu....




...minął nie wiadomo kiedy. To znaczy niby wiem, ale jeszcze nie mogę uwierzyć, że to już po wakacjach.

W tym roku upłynęły mi nadzwyczaj intensywnie. Począwszy od czerwca, kiedy poleciałam z dziećmi do Polski na tydzień, podróżowałam z nimi jeszcze dwa razy. Raz z przesiadką, co się moim pociechom nadzwyczaj spodobało i drugi raz - już normalnie, w sierpniu. Wróciłyśmy kilka dni temu, już bez Małgosi, która została w PL i czeka na nowy rok szkolny.

Dwa tygodnie wakacji spędziliśmy niedaleko Suwałk.


Mieszkaliśmy sobie w odosobnieniu, nad jeziorem.



Otoczenie było przepiękne


Zarówno w nocy, jak i w ciągu dnia.




Mieliśmy do dyspozycji domek na skaraju lasu:





O taki właśnie:





Zaraz za domkiem rozciągały się ogrody...






Korzystaliśmy z uroków jeziora i wspaniałej pogody, która dopisywała przez cały nasz pobyt.



Gosia uwielbiała kajak. Spędzała na nim sporo czasu, wożąc przy okazji dzieciaki.

 Monika była w swoim żywiole.






Poza tym dzieci uczestniczyły w kursie szycia.


Monisia przy maszynie:



Gosia zajęta wykrawaniem...


 A tutaj przygotowania do szycia.



Izka przyszła na koniec, kiedy wszystkie dzieci już pokończyły swoje projekty i dla niej pani miała najwięcej czasu:) Z moją pomocą, w godzinkę, powstał taki plecako worek. Iza sama wybierała materiały i je komponowała w całość. Ja byłam tylko od szycia :)



Worek wyszedł w stylu marynistycznym:



Z bardzo czerwoną podszewką:



Izka zadbała nawet o szczegóły:



Moje dwie starsze córy uszyły poszewki na poduszki, ale nie były jakoś specjalnie zadowolone. Powiedziały, że szycie ich nie kręci. Gosia stwierdziła, że kiedy szyje to czuje trochę, jakby jeździła samochodem, bo tak samo się naciska pedał gazu:) 

Tu wtrącę dygresję: mój mąż nauczył Gosię prowadzić auto i nawet pochwalił ją, że tylko dwa razy zgasł jej samochód. Potem już jeździła bez problemów:)

Był też kurs tworzenia "Lasów w słoiku"



Po dodaniu wody, zamykamy słoje i tak oto powstał samowystarczalny mini ekosystem:


Pomysł super dla osób, które notorycznie nie podlewają kwiatów.

Malowaliśmy też drewniane bloczki i zawieszki:





Powstały obrazki kredowe:








A wieczorami najmłodsze dzieci układały lego, lub grały w szachy. Choć słowo "grały" jest tu użyte na wyrost.




Atrakcji było mnóstwo! Teraz czas wrócić do rzeczywistości szkolnej.

A nowy rok szkolny już w poniedziałek!!!!

wtorek, 30 lipca 2019

Heywood Gardens - wycieczka relaksacyjna.



Po raz kolejny odwiedziliśmy ogrody w Heywood. Jak zawsze zachwyciły nas całokształtem: spokojem, kwiatami, zielenią...







Izka pojechała ze swoim własnym aparatem, więc biegała i robiła zdjęcia.



Daleko, poza ogrodzeniem:






Najstarsza chodziła własnymi drogami:



Monia usiadła nad wodą i zamyśliła się nad czymś:
















Zakątek pod pergolą sprzyjał zabawie w chowanego:














Poniżej pergoli widok na wodę:




Łaźnia ukryta wśród zieleni:



Na małym wzniesieniu sztuczne ruiny, które miały dodawać klimatu ogrodom:












Wspomniane wcześniej "ruiny" z bliska:









Parking przywitał nas pustką:



Starsze córki załadowały się do bagażnika i tam urządziły sobie piknik. My rozłożyliśmy się na kocyku:)