niedziela, 9 stycznia 2022

Dni coraz dłuższe

 



..., rośliny powoli zaczynają się budzić. Przynajmniej te, które w tym klimacie już czują wiosnę.


Tulipany wcześnie wysunęły się z ziemi:



Tu kolejne, w gruncie, też poczuły że muszą wyjrzeć.






Hiacynty nie są gorsze:



I oczywiście żonkile, które podniosły całą warstwę kompostu, tak szybko zaczęły wysadzać główki. Wzdłuż rzędu żonkili wygląda to tak, jakby kret przeszedł tuż pod powierzchnią. 




Wszędzie jeszcze stare liście bylin, pędy, ale nie zbieram tego nigdy przed zima; nie usuwam np. starych liści liliowców aż do momentu, kiedy robi się cieplej. 

Pozostałe pojemniki, z liliami, fuksjami, są przykryte gałązkami jodły i tak naprawdę cała reszta gałęzi z drzewka pójdzie jeszcze na grządki, bo nie sądzę, aby przelotne śniegi i przymrozki nas ominęły. 


Zaczyna mnie rozpierać radość i energia... Zaczynam zastanawiać się, co posadzić, już bym siała, tak ręce świerzbią. Posadziłam cebulę i czosnek w domu, na szczypiorek, przeglądam książki... aby do wiosny...

poniedziałek, 27 grudnia 2021

Z życzeniami noworocznymi...

...i opowieścią, opowiastką może:) Z życzeniami świątecznymi nie zdążyłam, więc choć takie przynoszę....



Wszystkim odwiedzającym moj blog, życzę aby Nowy Rok był wypełniony dniami pełnymi radości, spełnionych marzeń, realizacji założonych planów; życzę, aby otaczali Was dobrzy, tak zwyczajnie życzliwi, ludzie. 


W tym roku zabrakło mi czasu na blogowanie. Nawet ozdób własnych nie robiłam, nie dziergałam, nie szyłam; jedynie książki czytałam w wolnej chwili. 


Oprócz pracy, która zajęła mi mnóstwo czasu, doszedł nam mini remont kuchni i pokoju najmłodszej. 

U niej mieliśmy zmienić tylko wykładzinę i postanowiliśmy to zrobić sami. Zakup był czynnością najprostszą, choć Młoda niezwykle długo podejmowała decyzję co do jednego z miliona odcieni szarości. W końcu ta decyzja zapadła, ku naszej uldze. 

W trakcie rozkładania wykładziny rozpadła się szafa Młodej. Ile bluzgów poleciało z ust mojego ślubnego, to tylko ściany wiedzą(sąsiedzi na szczęście języka nie znają). Tak więc, będąc postawionymi pod ścianą, pojechaliśmy następnego dnia na oglądanie szaf. I znowu wybieranie, wybieranie, decydowanie, suwanie drzwiami, klikanie szufladami, zgłębianie wnętrz... Koniec końców szafa została wybrana, opłacona łącznie z dostawą i czekaliśmy....

Dodam, że w tym samym już czasie czekaliśmy na zamówione w październiku szafki kuchenne. Po latach życia w prowizorce, zdecydowaliśmy, że robimy tę kuchnię teraz, albo nigdy. Zatem szafki stojące, szafki wiszące....


Wszystko przyszło w jednym tygodniu, dzień, po dniu, kiedy i ślubny i ja pracowaliśmy całe dnie. Tutaj jednak szczęście nam sprzyjało, bo nasz sąsiad stolarz - niezwykle zajęty człowiek i zabookowany na kolejne miesiące nowego roku - znalazł dla nas czas. I to aż dwa dni! Jakiś klient mu wypadł z listy, więc zaczął pracę u nas. Wyszukał i dokupił blat w kolorze, wszystkie inne potrzebne pizdrygały, a po dwóch dniach po prostu rozliczyliśmy się z nim i mogliśmy cieszyć się nową kuchnią. Zatem o remoncie kuchennym mogę spokojnie powiedzieć: poszedł gładko.

Zdjęcia wstawiam chyba najbardziej dla mojej rodziny, żeby mogli w końcu obejrzeć efekty. 



Z szuflad jestem ogromnie zadowolona. wkońcu nie trzeba przegrzebywać głębi szafek, żeby znaleźć coś małego na końcu.



Szafki wiszące standardowe, a uchwyty zakupione u sprawdzonego dostawcy. 



Czy wspominałam już, że uwielbiam kryształ?:) Uchwyty to potwierdzają;)



Po 12 latach mieszkania w tym domu, kuchnia doczekała się oświetlenia pod sufitem; do tej pory wisiała tam goła żarówka.



Tylko remont zniknął z horyzontu, pojawił się projekt Moniki na historię.

Musiała znaleźć jakieś powiązania swojej rodziny z historią. Na szczęście nauczycielka była tak "wyrozumiała", że nie kazała Monice szukać naszych związków z historią Irlandii:) Pozwoliła nam wybrać Polskę.

Projekt rodził się w bólach, przy udziale rodziny w kraju.

 


Tematem stało się Powstanie Warszawskie '44 i moja rodzina.


Opisaliśmy trochę powstanie, walkę, udział ludzi....



...a potem udział naszej rodziny w tym wydarzeniu.



Bardziej osobistych zdjęć, z kolejnej strony już nie dodaję. Napisze tylko, że w jednej ze szkół podstawowych wmurowana jest tablica upamiętniająca członka naszej rodziny, lekarza, żołnierza, powstańca, który zginął w walce o Warszawę, we wrześniu 1944 roku.



W tym wszystkim toczyły się przygotowania do świąt. W zasadzie nie toczyły się, nawet nie pełzały.

Jak pomyślałam o choince, to w irlandzkich sklepach już była wyprzedaż jodły za bezcen. Zdecydowałam się na żywe drzewko w tym roku, bo wiedziałam, że trzymane były na dworze, a nie w pomieszczeniu. 
Oczywiście nie mieliśmy stojaka do takiej choinki. We wszystkich sklepach tylko uśmiechali się na moje pytanie, miłosiernie nie komentując mojego "zapłonu". W końcu dorwałam ostatni, z zaplecza, nie działający do końca, ale ślubny naprawił i mamy.

Pierwszy raz w Irlandii mamy żywe drzewko! Stoi przy balkonie, z którego zawiewa zimnem, więc trzyma się dobrze.









Do tego wszystkiego, kiedy ja szukałam rzeczy na święta, trafiłam na wyprzedaże prawie poświąteczne, bo o tej porze to tutaj wszystko się już przecenia i składa. Nie ma więc tego złego....



Kartki pojawiały się systematycznie...



...od rodziny, sąsiadów, znajomych...


W Wigilię dziewczyny szybko ogarnęły stół. Wyjęły nasze "srebra", choć w zasadzie nie powinnam tego nawet pisać w cudzysłowiu:)
To taka nasza tradycja, że święta i duże imprezy są obsługiwane naszą najlepszą zastawą. Sztućce to prezent ślubny od moich byłych pracodawców.


Dzieciaki ubrały i ustawiły stół, i o 16 już zaczęliśmy kolację wigilijną. Te kielichy wydały im się najlepsze na soki:)


Moja sąsiadka, bardzo dobra koleżanka, może prawie przyjaciółka, podarowała nam w tym roku taki piękny kryształowy świecznik. Ucieszyła się ogromnie, kiedy potwierdziło się, że uwielbiam kryształ.



Jak wspomniałam, zagłębiałam się w wolnych chwilach w książki. Miedzy innymi Kydryńskiego o Afryce:



Czy też historiami o duchach, rzeczach nadprzyrodzonych, niewytłumaczalnych, które kupiłam na wyprzedaży totalnej(likwidują najwspanialsze miejsce w Dublinie - księgarnię Chapters!)


Pochwalę się jeszcze kwiatami w domu, tymi, które zostały nam po przyjaciołach "wyjechanych do Polski". No właśnie, to był kolejny punkt: pożegnanie po tylu latach... 

Nie spakowali już tej szklarenki i została u mnie, razem ze skrzydłokwiatami:


Stoi na parapecie kuchennym i chyba rośliny już zadomowiły się, po przeżytym szoku. 


Mam od nich jeszcze piękną Calateę i skrzydłokwiat gigant, ale im należy się lepsze zdjęcie i osobny wpis.

Hoja różowa zaszalała ostatnio:

Podwiesiłam ją na ścianie, ale teraz już trzeba mocować wzdłuż ramy


W pokoju dziennym mam drugą, która właśnie w tym miesiącu też zaczyna szaleć. Myślę, że w przyszłym roku obie zakwitną.


Sparwdzałam mój ogród, który już powoli zaczyna się budzić.... Dni coraz dłuższe, pąki wychylają się z ziemi.... idzie nowe:)

niedziela, 21 listopada 2021

A czas płynie....

 


...i jesień zmienia oblicze ogrodu.


W październiku rozchodniki jeszcze pięknie kwitły







Wrzosy w skrzynkach na parapecie zadomowiły się już nieźle. Co prawda wypadły mi 3 roślinki, ale kupowałam je po pierwsze - w markecie, a po drugie - w stanie agonalnym , z przeceny.



Piwonie mają piękne pąki:



Uczep kwitł - i nadal kwitnie - ostatnim tchnieniem



Bakopa, nadal pełna kwiatów



I lewkonie...




Daskia wciąż zdobi frontowy ogród.







W listopadzie już pustawo zaczyna się robić...

Po małej wichurze musiałam wyciąć kosmosy, bo się wszystkie wyłożyły na ziemię. Nagle zrobiło się niezwykle przestrzennie. 



Teraz jeszcze nasturcja "zabudowuje" przestrzenie. 



Rozchodniki pięknie się zadomowiły w nowych miejscach.


Każdy z nich jest inny, każdy urokliwy



Margerytki - nagle zebrały siły i zaczynają powoli rozkwitać.


W donicy ze szczypiorkiem powschodziły pomidory, które rozkładały się w kompoście. Nic, tylko choc z jednego wziąć i w domu zaczać uprawiać :)



I jeszcze raz wrzosy - miesiąc później:



niedziela, 17 października 2021

Jesienne zdjęcia

 

Jeszcze trochę kolorów w ogrodzie pozostało, choć powietrze już się ochładza i zdecydowanie jesień wkroczyła i rozgościła się w tym kraju.




































Niektóre rośliny już definitywnie przygotowne na zimę. Pozostały tylko nasiona...