Tydzień temu wybraliśmy się do Birr, niedaleko nas - ok. 60km, w Co. Offaly.
Dojazd od nas był całkiem prosty, w miasteczku Birr też w zasadzie nie można się zgubić, poza tym kogokolwiek zapytać o zamek w Birr, bez namysłu wskaże drogę. W przededniu naszego przybycia skończył się jakiś festiwal. Właściciele posiadłości wciąż byli jeszcze w zamku.
Zamek został zbudowany w 1620r przez rodzinę Parsonów, Earls of Rosse(w wolnym tłumaczeniu, hrabiów Rosse; earl był to najwyższy, brytyjski tytuł arystokratyczny) których potomkowie do dziś żyją i pomieszkują w nim, stąd nie jest możliwe zwiedzanie go. Otwarte są tylko ogrody - olbrzymie obszary.
Po wejściu zakupuje się bilety i w ich cenie jest zwiedzanie muzeum i ogrodów. Wiadomo, dzieci nie interesują się muzeami, więc tę część musieliśmy obejrzeć tylko pobieżnie. Sale poświęcone są inżynierom, naukowcom i ogrodnikom, którzy wykreowali te zielone przestrzenie i zajmowali się nimi przez lata.
Tutaj uprzejmy pan poinformował mnie, że wejście jest z drugiej strony:) Nie byłam jedyną, która o tym nie wiedziała.
Wewnętrzna brama prowadząca na teren prywatny:
Ponieważ ogrody są rozległe, poustawiano wiele ławeczek opartych o drzewa:
Wielki teleskop - skonstruowany tutaj przez 3 hrabiego Rosse(w rodzinie Parsonów byli naukowcy i inżynierowie) w 1840r:
Widok na zamek z trasy spacerowej - powiewa flaga z herbem - znak obecności rodziny:
Dalej ścieżki wiodą wzdłuż meandrów rzeki Camcor:
...nad którą przewieszają się różne mosty:
Ten zbudowany w 1820r jest najstarszym, kutym z żelaza, mostem w Irlandii.
Po murach zamku wspinają się winobluszcze, róże i zapewne inne pnącza, których z tej odległości nie można nawet rozpoznać:
Z ławeczki miałam widok na piękne jezioro:
Jego wygląd został zmieniony w 19-tym wieku dzięki projektom 2-go hrabiego Rosse:
A tu nasza najmłodsza podróżniczka:
I nasz mały odpoczynek połączony z piknikowaniem:
Potem ruszyliśmy dalej, wzdłuż łąk z dzikimi kwiatami...
...pokonywaliśmy kolejne mostki...
...i schody...
...widzieliśmy wodospad...
...i studnię, której ściany wyłożone są muszlami...
...w taka mozaikę...
...wędrowaliśmy tunelami utworzonymi z gałęzi drzew ...
...oglądaliśmy najróżniejsze okazy drzew i krzewów(tutaj buk)...
...podziwialiśmy kwiaty wodne(grzybienie białe na zdjęciu poniżej)...
...aż taką furtką weszliśmy do "Ogrodu Milenijnego", zaprojektowanego przez matkę obecnego hrabiego, w 1935r, na pamiątkę jej małżeństwa...
Tam powitały nas aleje i alejki:
...dość dziwna - jak dla mnie - rzeźba...
Piękne łuki z grabu:
Urny(w liczbie dwóch) są sprowadzone z Bawarii i liczą około 300 lat:
Z tyłu widać białą ławkę - projektant to Anne - hrabina Rosse. Białe zakrętasy na oparciu tworzą inicjały jej i jej męża Michael'a - 6-go hrabiego Rosse.
Oczywiście przedstawiłam tylko skrawek tego, co zobaczyliśmy. Pokazałam to, co mnie urzekło. Zapewne każdy z Was zobaczyłby tam coś innego, piękniejszego i niepowtarzalnego w jego mniemaniu.