Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śnieżynki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śnieżynki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 listopada 2015

Gwiazdki




Po długiej, bo chyba dwu- czy nawet 3-letniej przerwie w robieniu śnieżynek, w tym roku znowu się u mnie zabieliło.

Nie wybieram wyszukanych wzorów, bo zależy mi bardziej na czymś prostym i szybkim do zrobienia. I tak oto, w przerwie między dzierganiem swetrów, powstały gwiazdeczki:



Usztywniłam je klejem PVA rozcieńczonym z wodą, ale osobiście nie lubię tej metody - właśnie się o tym przekonałam :) Szpilki poszły do wyrzucenia, bo jakoś nie widzę siebie ślęczącej nad nimi i czyszczącej pracowicie z kleju. Gwiazdki trzymają kształt, ale taki sam efekt uzyskałabym z krochmalu, a szpilki pozostałyby w moim posiadaniu.




Znalazłam jeden, prosty wzór śnieżynki, nadający się do dziergania z włóczki. Zmieniam tylko ilość oczek w pierwszym okrążeniu i powstają śnieżynki z różną ilością ramion.



Wydziergałam też jedną, troszkę inną, ale przyznaję, że robiona z kordonku, wyglądałaby o niebo lepiej. Z tym, że moje gwiazdki zawisną w oknie, więc na pewno nikt nie będzie się wdawał w szczegóły, czy aby na pewno są dobrze naciągnięte.




Do dziergania zużywam resztki białego akrylu ze srebrną nicią. Pozostał mi już maleńki kłębuszek, więc podejrzewam, że nie powstanie już wiele śnieżynek.

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Pierniki i inne drobiazgi




Ponieważ tutejsza tradycja, a może bardziej upodobania, ponaglają do stawiania choinki i dekorowania całego domu o wiele wcześniej niż w Polsce, nasze dzieci nie mogą się doczekać tej radosnej chwili. Bez przerwy słyszę: kiedy będziemy ubierać choinkę?
Tak szybko, to jeszcze jej ubierać nie będziemy, ale pudła z ozdobami sezonowymi i wszelkimi potrzebnymi akcesoriami, już zniosłam ze strychu. I tak powoli pojawia się to tu, to tam, jakiś świąteczny akcent.

Powiesiłam światełka nad drzwiami pokoju dziennego, tworzą piękne, świetliste obramowanie wieczorną porą. Szału i radości było co niemiara! Następnie, na poręczy schodów, pojawiła się girlanda z kulkowych łańcuchów w różnych kolorach. Kolejna radość, która zaowocowała kilkakrotnym oberwaniem rzeczonej ozdoby. Zdjęcia załączę innym razem.

Kolejny dzień i kolejna niespodzianka:




Wycięłam śnieżynki(dzieci też próbowałam uczyć, ale albo jestem kiepską nauczycielką, albo one nie mają cierpliwości; a może obie rzeczy naraz?) i po delikatnym przyklejeniu ich do okna, popryskałam śniegiem, po czym odkleiłam papier.




Dzieci paluchami domalowały swoje własne gwiazdki. Muszę się pochwalić, że z tej choinkowej śnieżynki jestem zadowolona. To był taki eksperyment z głowy i niestety, nie zachowałam wzoru. Wyszłaby chyba jeszcze lepsza, gdybym zrobiła gwiazdę 6 lub 12-ramienną, a przynajmniej taką nie w kwadracie.


Dzisiaj pojechałyśmy z Izabelką na spacer i wynikiem tego jest:




...Wianek na drzwi. Nie miałam bazy, więc zrobiłam sobie sama z gazet bardzo ciasno skręconych, połączonych w koło i oklejonych - dla pewności - taśmą malarską. Na to przywiązywałam kolejne porcje jodły i innych gałązek.



I kolejna rzecz, która odbywa się jakby równolegle. Pieczenie, czy też pierniczenie, bo w tym roku, na razie głównie zużywamy miód i przyprawy korzenne.
Pierwsze, wycinane pierniki, już zostały ozdobione:



Musiałam je dosłownie schować do puszki, bo do świąt nie zostałby ani jeden! Dwie porcje ciasta wypieczone, a pierników zostało na dwie średniej wielkości puszki.

Eksperymentem w tym roku są pierniki brukowce ze strony Moje wypieki. Ponieważ u nas jest bardzo duża wilgotność powietrza, nie obawiam się o te kamienie - w tej chwili naprawdę są jak kamienie - do świąt na pewno zmiękną, bo poprzednie ciastka wchłonęły wilgoć po 4 dniach.
Faza po upieczeniu:



Nie wiem dlaczego nam popękały, bo nie powinny, ale to szczegół. Dziewczyny na wyścigi formowały kulki i zauważyłam, że naprawdę czerpały z tego radość. Chyba kwestia tego, że dorastają, ma tu ogromny wpływ. Mniej kłótni i obrażania, więcej dokładności i chęci zrobienia czegoś.

Poniżej już po lukrowaniu - tym razem lukier kawowy. W tej chwili stoją obok mnie i tak niesamowicie pachną!!! Obłędnie wprost!


Jutro, przezornie schowam je do puszki, bo inaczej znowu połowa zniknie.


W planach mamy jeszcze inne ciasteczka, ale o nich niebawem, jeśli nam wyjdą:)

piątek, 14 listopada 2008

Szydełko






Od jakiegoś czasu pracuje u mnie szydełko. Niezbyt dużo, tylko troszkę, kiedy mam chwilę.


Powoli robię śnieżynki, bo potem okaże się, że z niczym nie zdążę. Do tej pory wyszydełkowałam tylko kilka:





















Jak widać nie są usztywnione, a tylko rozpięte szpilkami - Monika bardzo mi w tym pomagała, co na niektórych zdjęciach widać.


A tu jeszcze taki mały fragmencik:




To zaczątek motyla do bieżnika. Podejście trzecie lub czwarte, już nie pamiętam dokładnie. Sama byłam ciekawa efektu i dlatego dziś rozpięłam na szpilkach ten kawałek robótki. Jeśli mam być szczera, to nie podoba mi się on tak, jak kiedyś. Może spodziewałam się czegoś lepszego