Po raz kolejny odwiedziliśmy ogrody w Heywood. Jak zawsze zachwyciły nas całokształtem: spokojem, kwiatami, zielenią...
Izka pojechała ze swoim własnym aparatem, więc biegała i robiła zdjęcia.
Daleko, poza ogrodzeniem:
Monia usiadła nad wodą i zamyśliła się nad czymś:
Zakątek pod pergolą sprzyjał zabawie w chowanego:
Poniżej pergoli widok na wodę:
Łaźnia ukryta wśród zieleni:
Na małym wzniesieniu sztuczne ruiny, które miały dodawać klimatu ogrodom:
Wspomniane wcześniej "ruiny" z bliska:
Parking przywitał nas pustką:
Starsze córki załadowały się do bagażnika i tam urządziły sobie piknik. My rozłożyliśmy się na kocyku:)




