Przez cały ten okres, kiedy mnie tutaj nie było podziało sie tak wiele, że nawet nie wiem od czego zacząć.
Przede wszystkim moje milczenie związane było z wizytą najstarszej. Przyleciała do nas na święta i została całe dwa tygodnie. W tym czasie nie dotknęłam nawet laptopa. Często za to gościł w moim ręku aparat, którym chwytałam ulatujące piękno kwiatów.
Jak już miałam wziąć się za pisanie, dotarła do mnie - z opóźnieniem, ale dotarła - wiadomość o śmierci Krzysztofa Krawczyka. I przyznam, że poruszyło mnie to mocno, wszak od najmłodszych lat znałam jego głos, a potem już sama, świadomie wybierałam płyty, które nagrywał. Jego piosenki towarzyszyły mi zawsze; słuchałam jego najróżniejszych nagrań i nie potrafiłabym wybrać ani płyty, ani piosenki, którą lubię najbardziej.
Będąc na studiach udało mi się nawet kupić bilet na jego koncert w jednym z domów kultury w Warszawie. To było coś niesamowitego, co pamiętam do dziś: jego niespożytą energię, chęć zabawienia publiczności, choć przecież i tak wszyscy dobrze się bawili od początku.
Piosenki Krzysztofa Krawczyka można lubić lub nie, o gustach się nie dyskutuje, ale na pewno nie można odmówić mu ogromnego talentu; talentu, który zdarza się raz na wiele, wiele lat. Myślę, że jego nazwiska, jego postaci, nikt i nic nie wykreśli z historii muzyki rozrywkowej.
Teraz pozostaje nam tylko w podziękowaniu za całe jego śpiewanie pomodlić się za jego duszę i wierzyć, że gdzieś tam, w oddali, śpiewa kolejne koncerty, bo przecież muzykę kochał ogromnie...
I wracam do tego, co miałam pisać, czyli o ogrodzie.
Żonkile przekwitły już w marcu, na długo przed świętami. Za to spory czas cieszyłam się kwiatami szafirków i hiacyntów.
W tym roku najpiękniej kwitły niebieskie hiacynty, ponieważ różowe przeszły dwukrotną przeprowadzkę w fazie rozwijania pąków i po prostu zbuntowały się. Natomiast białe zostały zasypane gliną w ogrodzie i kiedy już się przebiły przez tę warstwę, wykwitły co prawda, ale były jak noworodki, wymęczone drogą i umorusane. Zatem tylko niebieskie w tym roku naprawdę zdobiły ogórd.
W święta rozwinęła się najpóźniejsza - w moim ogrodzie - odmiana żonkila.
...dokończyły kwitnienie narcyze...
... i zaczęła swój pokaz szachownica:
Poza tym wszystko inne albo zaczynało rosnąć, albo wytwarzać pąki lub je rozwijać.
I tak mamy tutaj...
Budzący się do życia lilak
Piwonię z pierwszymi, małymi pąkami:
Pierwiosnki, które niezmordowanie kwitną i przekwitają:
Stokrotki z pierwiosnkami:
Fiołek, który wyrósł mi poza obrębem ogrodu i liczy na to, że kosiarka go nie zahaczy:
Następny wpis też będzie ogrodowy, bo nazbierałam sporo fotek.