niedziela, 25 października 2020

Dwa pierwsze miesiące...

 




... roku szkolnego minęły bez zakłóceń. 


Iza miała dzień przebieranek z okazji Halloween. 



Postanowiła, że będzie czarownicą, a jej zwierzątkiem będzie nie kot, a mały dinozaur. 

Monika też miała dzień na przebranie, ale ona już nie pozuje do zdjęć. To nie ten wiek.


Przed przerwą hallowenową, Monika oddała wszystkie projekty, które miała zrealizować. Największy to oczywiście nasza kula ziemska:



 Oddane i mam nadzieję, że wszystko będzie zaliczone.


Z większych projektów, odnowiliśmy pokój Izy i częściowo zmieniliśmy meble w pokoju Moniki. 



Pokój Izy jeszcze potrzebuje półek nad biurkiem, ale na razie jest to awykonalne ze względu na ograniczenia.




Jeszcze tylko Iza zażyczyła sobie przemalowania łóżka na biało. Muszę do tego dorosnąć:)


Monia tylko wymieniła sobie biurko i dodała fotel-łóżko.




Monika nie chciała żadnego malowania. Myślę, że to ze względu na to, że nie chciało się jej sprzątać przed i po :)


U mnie na tapecie szafki na buty. Została jeszcze jedna do pomalowania i wtedy pokażę całość. 


W wolnej chwili natomiast czytam dalej...


            


Robię też koc na szydełku, ale to jeszcze daleka droga do końca!

 



piątek, 16 października 2020

Kwiaty... jak je czas odmienia

 

Ten rok przeszedł jakoś szybko, może nie tyle rok, bo ten jeszcze trwa, co sezon. Jesień przyszła szybko, pierwsze rośliny zareagowały na chłód... lato minęło, pozostało po nim wspomnienie, a mi jakoś to wszystko "przeciekło" przez palce. 

Może dlatego nie odczułam w tym roku lata, bo tak naprawdę nie pojechaliśmy w Irlandię. Nigdzie, nawet w najbliższe góry. Najpierw nie było można, a jak już było można, to nas akurat przez tę chwilę nie było. Z kolei kiedy już wróciliśmy, to znowu nie było można jeżdzić. 

Mało pisałam o kwiatach, a one, jak co roku, zachwycały swym występem.

Fuksje w formie drzewka obsypały się milionem różowych kwiatów. Czasem ciężko mi jest je przetrzymać przez zimę, bo męczę się z nimi w domu(a one męczą się z nami), ale potem przypominam sobie ich kwitnienie i jakoś dajemy radę.




Aksamitki szalały w tym roku. W pewnym momencie był to istny gąszcz kwiatów. Szczególnie jeden krzak przykuwał uwagę. Miał ciemne kwiaty, które wołały: patrz na nas! zobacz jakie piękne jesteśmy!





Powojnik w rogu ogrodu też nie zawiódł. Obsypywał się kwieciem w miarę upływu dni:



W ogromnej donicy przed domem królowały dwie rośliny: fuksja i pelargonia bluszczolistna. Lobelia stanowiła tylko wypełnienie, tło zaledwie:



W drugim końcu ogrodu, na granicy z sąsiadami, zakwitły aksamitki - tym razem przeważnie żółte i czerwonokarminowa fuksja, która zimuje w gruncie:


Fuksja wychodziła do sąsiadów, na ulicę, rozrastała się jak szalona.


Tymczasem na tarasie, przez całe lato, rosła sobie w jednej z donic szałwia, pelargonia i bakopa:



Dobrze się czuły razem, bo szałwia i pelargonia poszły w górę, a bakopa dołem.


W którymś momencie pelargonia zaczęła kwitnąć...


...i jej drobne, niepozorne kwiaty, wybiły się swoim różem w tej masie zieleni i bieli.



Przy czym nie są to tak wielkie i imponujące kwiaty, jak typowych pelargonii rabatowych. Te są zdecydowanie mniejsze, delikatniejsze, a mimo to zwracały uwagę.



Oczywiście dołączyła do kwiatów pelargonia rabatowa; jej czerwień mogę opisać tylko w jeden sposob: jak świeżo pompowana krew z aorty. Na tle ciemnych liści jest tym bardziej widoczna. Do tego jej kwiat to duża kula, jest co podziwiać:




We wrześniu przed domem nadal kwitły fuksje: zarówno te w formie drzewek, jak i te zwisające w donicach. Dołączyła do nich nasturcja, ale tą przetrzebiły w tym roku gąsienice bielinka. Gdzieś w kącie dogorywają floksy. Zostawiam je jednak, bo pszczoły i trzmiele przylatują nawet do pojedynczych kwiatów:


Reszta kwiatów dała radę. Przeżyły ataki mszyc, wiatry i deszcze.



Wrześniowa donica przed domem to już trochę inna odsłona tych samych kwiatów. Teraz to fuksja króluje obsypana masą kwiecia:



Nasz kącik z aksamitkami nieco zmienił oblicze. Aksamitki zostały w dużej mierze zjedzone przez ślimaki. Została fuksja:



Teraz, na przełomie września i października, zaczyna intensywnie kwitnąć pelargonia o barwie... no własnie, jakiej? Pąki są prawie białe, dopiero co rozwinięte kwiaty kremowe, a z czasem ciemnieją.



Lobelia ma swoje pięć minut. Duże rośliny przekwitły, niektóre zostały ścięte, inne zjedzone, a ona trwa dalej i zaczyna się właśnie rozrastać. 




Margerytki zakwitają mi kolejny raz. Wiosenny wysyp został skutecznie zahamowany przez mszyce. Teraz kwitną niczym nie nękane:



I wracamy do wrześniowego tarasu, gdzie pelargonia zdecydowanie zagłuszyła szałwię(ale szałwia została też przeze mnie mocno podcięta, ze względu na potrzeby zielarskie) i góruje nad wszystkim. Dotknął ją jednak pierwszy poważny chłód. Powoli zaczyna żółknąć:



W donicach po cebulowatych zaczynają kwitnąć stokrotki. Na razie delikatnie i nieśmiało rozchylaja kwiaty:



Pelargonie czerwone nie tknięte są niczym. Chłód, ślimaki, mszyce, susza i deszcz, nic im nie przeszkadza. Jedne z wdzięczniejszych roślin.



W kącie ogrodu, przy ziemi, rogownica powoli zaścieła ziemię. Rankami, pokryta rosą, wygląda jakby została oklejona diamentami, a w dzień -  jakby przypruszona śniegiem.



Trochę dalej, za rogownicą, rosną orliki. Zbierają siły na następny rok, a mnie cieszą swoją zielenią.



I powojnik jeszcze kwitnie. Ten sam z sierpnia, fioletowy. Ostatnie kwiaty, ostatnie ametystowe przebłyski wśród zieleni.



Tymczasem w domu, wyrosła mi begonia. Wczesną wiosną była malutka, prawie nie dawała nadziei na to, że przetrwa. Teraz już widać, że dobry czas dopiero przed nią:




Długi wpis, dużo zdjęć, ale też przeszliśmy dwa i pół miesiąca w moim ogródeczku.

sobota, 10 października 2020

Przeleciało, jak z bicza strzelił!



 Nawet nie wiem  kiedy te wszystkie dni, a nawet tygodnie upłynęły.  


Na początku byłam zajeta nowym rokiem szkolnym, bo w każdej z trzech szkół co chwila wymyślali coś nowego. Trzeba było ogarniać jakieś aplikacje do komunikacji ze szkołą, to z kolei inne do opłat, a to jakaś umowa do podpisania, a to oświadczenie, a to zobowiązanie...


W tym wszystkim dobre jest to, że każda z dziewczyn weszła w nowy rok zadowolona. 


Najstarsza ,w Polsce zalicza kolejne sprawdziany. Skupiła się na biologii i chemii i to studiuje intensywnie. Poza tym prowadzi jakieś życie towarzyskie - może trochę ograniczone, ale zawsze jakieś.


Średnia w szkole ponadpodstawowej dobrze wystartowała i idzie do przodu. Zadowolona nie tyle ze szkoły - bo to należy nienawidzieć, tak jest cool - co ze znajomych i życia towarzyskiego, jakie tam się rozgrywa. Coronawirus czy nie, młodzież w szkole bawi się dobrze. Niby mają maseczki, niby są ograniczenia, ale wszystko to, w mojej opinii, to pic na wodę. 

Dzieci pożyczają sobie przybory, na przerwach dzielą się jedzeniem, w autobusie siedzą jedno koło drugiego, ale oficjalnie wszystko jest rygorystycznie traktowane i tak, jak należy. Mniejsza o większość. Już dalej nawet nie będę pisać, bo ze względu na pracę mojego męża w szpitalu, za przeproszeniem, rzygać mi się chce tematem wirusa. 

Niedługo w średniej szkole będą pierwsze testy, tuż przed przerwą na halloween. Zobaczymy, jak Młodej to pójdzie. Wtedy się okaże czy więcej się bawi, czy uczy.

Póki co musimy zrobić - w zasadzie ona musi, ale wszyscy wiemy, jak to wygląda - projekt na geografię. Projekt z zakresu budowy kuli ziemskiej i zjawisk na niej zachodzących, powiązanych z ruchem płyt tektonicznych. Projekt 3D, żeby było jasne.


Nasz zaczątek wygląda tak:



Robi się kula ziemska z wycinkiem, gdzie będzie możliwość zajrzenia do jej wnętrza. 


Wrzesień upłynał nam na odnawianiu domu, jeszcze pokój Izabeli został do przemalowania i kilka mebli. 

W tej chwili zrobiony pokój dzienny, kuchnia z jadalnią, korytarz i łazienka. Do tego dwie szafki Izy zostały pomalowane od nowa.


                    

Tak wygladało malowanie szafek                                    ...i efekt końcowy

          

Iza wybierała sobie uchwyty i tapetę do wnętrza szuflad

       




Przy okazji zakupu farb kredowych do szafek Izy, wykorzystałam ten moment i pomalowałam pudełka.



Każde wychodzi inne, ale w tym jest ich urok



Farba jest zabezpieczona lakierem matowym.



Koleżanka obdarowała mnie donicami glinianymi, które już jej się znudziły. Były pomalowane na straszny czerwony kolor... Wyczyściłam je i zmieniłam na szary.

              

Teraz będą idealne na fuksje, które na zimę muszą znaleźć się w domu.


O kwiatach napiszę w kolejnym poście. Teraz tylko zaznaczę, że zrobiłam ostatnie cięcie bukszpanów i z tych odpadów będą nowe sadzonki.





Wrzesień i październik upłynął też pod znakiem książek...


                        

Jeden z moich ulubionych brytyjskich ogrodników i autorów. Czekam na jeszcze jedną jego książkę, która już do mnie leci.


                           

Książki, które wypożyczone z biblioteki i przeczytane, zapadły mi w pamięć i teraz w końcu znalazłam je na stronie Bookdepository, którą polecam, ale i ostrzegam! wydać można fortunę. Moja Izabela za jednym podejściem wydała ponad 100 euro ze swoich zaoszczędzonych pieniędzy.


                                  

Pierwsza - wiadomo, druga - opowiadania Irlandczyków z czasów ich dzieciństwa. 


                                       

"Kobieta..." dostałam ją chyba z 5 lat temu. Dopiero teraz przeczytałam, ale łyknęłam ją w jedna chwilę. 
"Pod słońcem" jest książką, którą przeczytam jeszcze raz, na pewno. 



                                  

"Wigilia pełna duchów" to typ opowiadań, które bardzo lubię. troche tajemnicy, trochę sił nadprzyrodzonych...

"The Poe shadow" (link do polskiego opisu)opowiada o tajemniczej śmierci Poe, autora książek grozy. Co się wydarzyło na kilka dni przed jego odejściem... tego do tej pory nie wiadomo na pewno. 

I tak dobrnęłam do końca tego wpisu:)

Następny pewnie bedzie o kwiatach.