sobota, 10 października 2020

Przeleciało, jak z bicza strzelił!



 Nawet nie wiem  kiedy te wszystkie dni, a nawet tygodnie upłynęły.  


Na początku byłam zajeta nowym rokiem szkolnym, bo w każdej z trzech szkół co chwila wymyślali coś nowego. Trzeba było ogarniać jakieś aplikacje do komunikacji ze szkołą, to z kolei inne do opłat, a to jakaś umowa do podpisania, a to oświadczenie, a to zobowiązanie...


W tym wszystkim dobre jest to, że każda z dziewczyn weszła w nowy rok zadowolona. 


Najstarsza ,w Polsce zalicza kolejne sprawdziany. Skupiła się na biologii i chemii i to studiuje intensywnie. Poza tym prowadzi jakieś życie towarzyskie - może trochę ograniczone, ale zawsze jakieś.


Średnia w szkole ponadpodstawowej dobrze wystartowała i idzie do przodu. Zadowolona nie tyle ze szkoły - bo to należy nienawidzieć, tak jest cool - co ze znajomych i życia towarzyskiego, jakie tam się rozgrywa. Coronawirus czy nie, młodzież w szkole bawi się dobrze. Niby mają maseczki, niby są ograniczenia, ale wszystko to, w mojej opinii, to pic na wodę. 

Dzieci pożyczają sobie przybory, na przerwach dzielą się jedzeniem, w autobusie siedzą jedno koło drugiego, ale oficjalnie wszystko jest rygorystycznie traktowane i tak, jak należy. Mniejsza o większość. Już dalej nawet nie będę pisać, bo ze względu na pracę mojego męża w szpitalu, za przeproszeniem, rzygać mi się chce tematem wirusa. 

Niedługo w średniej szkole będą pierwsze testy, tuż przed przerwą na halloween. Zobaczymy, jak Młodej to pójdzie. Wtedy się okaże czy więcej się bawi, czy uczy.

Póki co musimy zrobić - w zasadzie ona musi, ale wszyscy wiemy, jak to wygląda - projekt na geografię. Projekt z zakresu budowy kuli ziemskiej i zjawisk na niej zachodzących, powiązanych z ruchem płyt tektonicznych. Projekt 3D, żeby było jasne.


Nasz zaczątek wygląda tak:



Robi się kula ziemska z wycinkiem, gdzie będzie możliwość zajrzenia do jej wnętrza. 


Wrzesień upłynał nam na odnawianiu domu, jeszcze pokój Izabeli został do przemalowania i kilka mebli. 

W tej chwili zrobiony pokój dzienny, kuchnia z jadalnią, korytarz i łazienka. Do tego dwie szafki Izy zostały pomalowane od nowa.


                    

Tak wygladało malowanie szafek                                    ...i efekt końcowy

          

Iza wybierała sobie uchwyty i tapetę do wnętrza szuflad

       




Przy okazji zakupu farb kredowych do szafek Izy, wykorzystałam ten moment i pomalowałam pudełka.



Każde wychodzi inne, ale w tym jest ich urok



Farba jest zabezpieczona lakierem matowym.



Koleżanka obdarowała mnie donicami glinianymi, które już jej się znudziły. Były pomalowane na straszny czerwony kolor... Wyczyściłam je i zmieniłam na szary.

              

Teraz będą idealne na fuksje, które na zimę muszą znaleźć się w domu.


O kwiatach napiszę w kolejnym poście. Teraz tylko zaznaczę, że zrobiłam ostatnie cięcie bukszpanów i z tych odpadów będą nowe sadzonki.





Wrzesień i październik upłynął też pod znakiem książek...


                        

Jeden z moich ulubionych brytyjskich ogrodników i autorów. Czekam na jeszcze jedną jego książkę, która już do mnie leci.


                           

Książki, które wypożyczone z biblioteki i przeczytane, zapadły mi w pamięć i teraz w końcu znalazłam je na stronie Bookdepository, którą polecam, ale i ostrzegam! wydać można fortunę. Moja Izabela za jednym podejściem wydała ponad 100 euro ze swoich zaoszczędzonych pieniędzy.


                                  

Pierwsza - wiadomo, druga - opowiadania Irlandczyków z czasów ich dzieciństwa. 


                                       

"Kobieta..." dostałam ją chyba z 5 lat temu. Dopiero teraz przeczytałam, ale łyknęłam ją w jedna chwilę. 
"Pod słońcem" jest książką, którą przeczytam jeszcze raz, na pewno. 



                                  

"Wigilia pełna duchów" to typ opowiadań, które bardzo lubię. troche tajemnicy, trochę sił nadprzyrodzonych...

"The Poe shadow" (link do polskiego opisu)opowiada o tajemniczej śmierci Poe, autora książek grozy. Co się wydarzyło na kilka dni przed jego odejściem... tego do tej pory nie wiadomo na pewno. 

I tak dobrnęłam do końca tego wpisu:)

Następny pewnie bedzie o kwiatach.

9 komentarzy:

  1. Przynajmniej wiesz gdzie czas uciekł, mnie chyba na działce i z pilnowaniem małych a są to urwisy.Bukszpany u nas wszędzie padają przez ćmę.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem Ula u ciebie też wiadomo co i jak... z maluchami czas ucieka też nie wiadomo gdzie. No a działka... tam to dopiero można spędzić godzin!

      Tutaj bukszpany jeszcze sa ok. nic się z nimi nie dzieje.

      Usuń
  2. Mi też czas ucieka, nie wiem jak i kiedy. Z czytaniem klapa, już na nie czasu nie starcza, chyba że nocami...
    Dobrze poczytać co u Ciebie słychać. Podobają mi się twoje poczynanie malarskie - ja o moich będę pisała powolutku. To już za mną, do następnego sezonu!
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też już prawie za mna, to całe malowanie. Ale przyznam, że mam dość:)

      Usuń
  3. Widzę, że nie próżnowałaś, Aniu! Dobrze jednak, że już jesteś! :)

    Wow, ile tu książek! A ja naiwnie myślałam, że tylko ja jestem nimi zawalona! Najbardziej zainteresowały mnie te (surprise, surprise!) o Irlandii, "Kobietę w lustrze" już kiedyś czytałam (jak wiele innych Schmitta), nawet mam ją gdzieś w domu.

    Czekam na wpis o kwiatowej tematyce. A tak na marginesie, to będąc latem na zachodzie wyspy natrafiłam na kwiaty, których nie znałam, a które bardzo mi się spodobały, i zastanawiałam się, czy są Ci znane. Kiedyś pewnie przy okazji relacji z tej wyprawy wrzucę zdjęcie w nadziei, że pomożesz zaspokoić moją ciekawość :)

    Przyjemnych jesiennych wieczorów.

    PS. Masz rację z tym picem na wodę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaskoczyłaś mnie totalnie tym zainteresowaniem ksiażkami o tematyce Wyspy;)
      Oczywiście dalej siedzę w ksiażkach i oczywiście dalej je kupuję, niestety....

      Ciekawa jestem tych kwiatów niesamowicie! Cóż to za jedne?

      Usuń
  4. Haha :) Tak właśnie myślałam, że będziesz niesamowicie zaskoczona, kiedy Ci o tym napiszę ;)

    Jak ja Cię doskonale rozumiem, z tym, że ja już ich nie kupuję, bo zwyczajnie nie mam na nie miejsca. Korzystam z ogromnych zasobów bibliotecznych - na chwilę obecną mam dwanaście wypożyczonych (to mój limit) i nie wiem, w którą włożyć nos!

    A ja jeszcze bardziej jestem ich ciekawa! Nie jestem dobra w te klocki, ale spróbuję Ci je opisać, jako że są bardzo charakterystyczne - wyglądają trochę jak kolby ze zwisającymi frędzlami ;) Są dwukolorowe: nasada jest żółta/cytrynowa i ten kolor stopniowo przechodzi w pomarańcz :) Widziałam je tylko z daleka, więc nie wiem, jakie są w dotyku. Wpadły mi jednak w oko, bo są nietypowe, a przy tym bardzo efektowne :)

    Wybacz ten toporny opis ;)

    Miłego weekendu, Aniu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawe czy nie chodzi ci o Trytomę groniastą. To pierwszy kwiat, który wpadł mi do głowy, po przeczytaniu Twojego opisu:)

    Z książkami ja też się ograniczam. Kupuję tylko te, które absolutnie muszę. Trochę nie wierzę w czytniki, bo zawsze może wszystko zniknąć. na wypadek przechowuję książki na dysku komutera ilaptopa i jeszcze na dysku zewnętrznym. Raz juz wszystkie książki poszły w eter i nie wszystkoudało się odzyskać, niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. TAAAAK!!!! To ta! Red hot poker - płonąca pochodnia! Widzisz, jesteś bezcenną skarbnicą wiedzy, tyle razy Ci to mówiłam! :) Dziękuję! :)

      Nie potrafię się przekonać do czytników :( Tyle osób już mnie na nie namawiało, a ja nadal uparcie trwam przy swoim. Chyba dlatego, że za dużo czasu spędzam wpatrując się w monitor - nie chcę tego robić, czytając książki. Poza tym, nie ukrywam, nie mam z tego żadnej przyjemności. Prawdziwa książka to jest to! Możesz wziąć ją do ręki, poczuć zapach farby drukarskiej, usłyszeć szelest przewracanych kartek... Nie do podrobienia!

      Usuń