... czyli normalne życie maniaczki igieł, drutów i nitek.
Po obejrzeniu bluzeczki, którą zrobiła
Lucille,(notka z 28 września tego rokuna jej blogu) naszła mnie ogromna ochota na taką samą. Może nie identyczną - moja włóczka ma srebrną nitkę:) - ale niezwykle podobną. Ze względu na brak czasu mam na razie zrobiony tył i kawałek przodu:
Niestety, za późno nauczyłam się odpowiedniego robienia pikotków na drutach. W związku z tym mam takie coś na dole:

Mam na myśli ten rządek z gęsto usianymi dziurkami.
W chwili obecnej muszę to po prostu ładnie podszyć, a mogłam najzwyczajniej w świecie przerobić na drutach z właściwym rządkiem... Cóż, następnym razem będę mądrzejsza. Chyba.
Kolejna rzecz, która mnie skusiła, to szyjogrzej:
Robię go dzięki
Maknecie. Na jej blogu znajdziecie przepis. Ja go troszkę zmodyfikowałam - dałam jeden warkocz na środku(ale z identycznej liczby oczek) i tył już robię bez warkocza, same paseczki. Przez to wyjdzie troszkę większy od przodu, ale chyba minimalnie.
Zaczęłam też łączyć włóczkowe łatki i robię taki patchwork z próbek wzorów, włóczek, itd.:

Przy okazdji mam nadzieję nauczyć się pięknego zszywania poszczególnych części. Nadzieja nadzieją, zobaczymy co z tego wyjdzie. Jak widać, zdjęcie ponure ale u nas dziś troszkę pochmurno.
Nie mogło w tym wszystkim zabraknąć haftu:

Obrazek z Cross Stitcher. Rok temu wyszywałam podobnego misia. Siedział na dachu.
Całkiem przyjemna praca.
Oczywiście mam zaczęty kolejny obrazek z serii miniatur, ale tam nie ma nawet czego pokazywać.
Jakiś czas temu poddałam pudełka pewnej metamorfozie - na razie to jej początek, bo wciąż szukam ładnego papieru do wykończenia:

Pudełka zostały przycięte i oklejone kilkoma warstwami szarego papieru pakowego i kleju z mąki. Dzięki temu są niezwykle twarde. Jak widać "wersja tymczasowa" ma się nieźle i jest już w użyciu. Niemniej jednak, jak tylko znajdę odpowiedni papier, to wykończę pudełka.