Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poduszki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poduszki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 kwietnia 2021

Jeden wzór


Jakiś zcas temu na blogu Uli zobaczyłam poduszkę, której wzór mnie po prostu zachwycił. Dała mi namiary i szukałam, szukałam na pinterest, aż w końcu trafiłam. 

Jak już zaczęłam, to poszło. 

Najpierw dwa fronty na mniejsze poduszki w kolorystyce spokojnej:





Potem, na większą poduszkę - w czerwieni - żeby było do kompletów zimowych:







I w końcu poszłam za tym, co Ula mi napomknęła - a mianowicie, że ten wzór pięknie by na chuście wyglądał. 

Zatem spróbowałam. Miałam trochę włóczki w kolorze jasnego brązu i resztki różnyh odcieni różu. Pomieszałam je, moja najmłodsza stwierdziła, że kolorystycznie bardzo ładnie wychodzi, więc kontynuowałam do wyrobienia wszystkich tych kolorów, które tutaj widać. 

 

Dzisiejszego ranka było łądne słońce, więc chusta poszła do zdjęcia na świeżo odnowionym płocie.



Wzór jest bardzo prosty do zapamiętania - co uwielbiam - i jak już się zacznie, to można kontynuować w nieskończoność. 




Chusty nie blokowałam, więc układa się tak, jak chce, ale i tak pójdzie teraz do schowania, a poza tym aż tak bardzo mi nie przeszkadza to falowanie. 



Brzeg zakonczyłam, tak jak mi w duszy zagrało i na ile mi włóczki wystarczyło. 


 Mogę powiedzieć, że to nie ostatnia rzecz wyszydełkowana tym wzorem. Już zaczełam kolejne. Wyjątkowo nie nudzi mnie ta powtarzająca się sekwencja, co jest zaskakujące. Zazwyczaj nie dziergałam nic tym samym wzorem, a jeśli już, to nie jeden raz po drugim.

piątek, 5 marca 2021

Szydełko i druty

 


Działo się trochę na drutach i na szydełku.

Chyba z pięć lat temu zrobiłam chustę z resztek kremowej włóczki. Zaczęłam ją nawet nosić, to znaczy okrywać plecy, kiedy np. czytałam w fotelu, ale była za mała. Bardziej nadawała się na wersję pod szyję, jako apaszka. Tutaj z kolei za bardzo była kłująca - taki akurat rodzaj wełny. 

Spruć się już nie dało, bo prałam ją ze dwa-trzy razy...


Odnalazłam zakończenie robótki, udało mi się je odsupłać :) i zaczęłam odtwarzać wzór, bo schematu już nie miałam. 


Wyjęłam wszystkie kremowe włóczki o podobnej grubości, niektóre połączyłam po dwie nitki i zaczęłam szydełkować. 


Każdą włóczkę wyrabiałam do końca, żeby już mi nic w domu nie zostało.


W ten sposób wykończyłam 5 rodzajów włóczki. Wszystkie były mieszankami wełny z jakimiś dodatkami. Najbardziej cieszy mnie wykończenie tej najciemniejszej w zestawieniu. Leżała u mnie z 10 lat, bez metki, bo dostałam ją od babci, która wtedy pozbywała się zapasów. włóczka była mocno gryząca, zatem na pewno zawierała w sobie wełnę. W trakcie pracy wyciągałam nawet z nitki resztki traw lub słomy, które pozostawiono w czasie przędzenia.

Ta sama włóczka jest widoczna na zdjęciu poniżej, w wydzierganym szalu. Tam dodałam do niej jedną nitkę jedwabiu nieco jaśniejszego, niż sama wełna. Szal/szalik wyszedł niesamowicie miękki - dzięki temu, że zastosowałam mięsisty wzór.



W ostateczności chusta wyszła całkiem spora i teraz można się nią spokojnie okryć. Zdjęcia w scenerii budowlanej, ale taka jeszcze długo pozostanie.


Każda nić trochę inaczej ukazuje ten sam wzór: wyostrza go lub rozmywa totalnie.






Na zdjęciu poniżej dwie prace: wspomniany wcześniej szal, czy raczej szalik - ten na wierzchu - i wydziergana poszewka na poduszkę kanapową. Oba dziergadła to ten sam wzór. 


I już na poduszce:


Wzór, który nie wybacza najmniejszej pomyłki(tak jak kiedyś zauważyła Splocik), szczególnie na grubych włóczkach. W szalu myliłam się kilka razy, ale to ginie w błysku nici i w ich delikatności, natomiast na poduszce widać wyraźnie każdą pomyłkę. Czy mi to przeszkadza? Już nie. w końcu to moja poduszka:)



Zrobiłam też - w końcu! - torebeczkę na "waciki" wielorazowego użytku. 


Wykorzystałam tu włóczkę, na którą absolutnie nie miałam pomysłu. 



Na dole jest otwór, przez który wyciągamy waciki, a na górze woreczek ściągamy łańcuszkiem, który jednocześnie służy do zawieszania torebki.


Ja wacików nie używam, ani takich, ani jednorazowych, ale dla dziewczyn jest to jakies rozwiązanie, bo codziennie do kosza trafiało mnóstwo odpadków. Teraz waciki lądują w siateczce i "lecą" do prania :)

sobota, 30 stycznia 2021

Dwie poszewki

 


Wydziergane prostokąty, dziś przekształciły się w poszewki. 




Bardzo lubię te wzory strukturalne, które z udziałem prostych oczek lewych i prawych, dają takie efekty. 






Na tył zabrakło mi włóczki, więc wykorzystałam zieleń, pod kolor wcześniej dzierganych kocy.


Teraz zabieram się za kolejne wzorki. Tym razem takie, których wcześniej nie znałam i nie robiłam.


W międzyczasie powstają pudełka i inne dodatki, które maluję w pasujące nam szarości i biele. 

Iza dostała pojemnik na długopisy. Oryginalnie wyglądał tak:


Teraz, odnowiony pod wystrój jej pokoju, prezentuje się tak:




Farba kredowa zrobiła ze zwykłej sklejki coś zupełnie innego:


Powoli przymierzam się do większej pracy, a mianowicie odnowienia kredensu. To już będzie zadanie na przynajmniej dwa dni; może nawet trzy. Oczywiście jeszcze wisi nade mną malowanie Izabeli łóżka, ale z tym to chyba jednak poczekam, aż pogoda na zewnątrz będzie lepsza.

wtorek, 19 stycznia 2021

Na szydełku i na drutach

 




...powstał komplet - prawie komplet - koc i poduszka.


Koc dziergałam bardzo długo. To znaczy sam proces dziergania rozciągnął się w czasie, bo co i raz przerywany był innymi zajęciami. Jak już zasiadałam do szydełka, to kolejne centymetry przybywały dość szybko.  



Pochmurne niebo nie sprzyjało jednak zdjęciom. Kolory wychodzą przytłumione, czy nawet wyblakłe.
 




Ostatnie podrygi naszego fotela. Choć niesamowicie wygodny, wysłużył się jednak i powoli przychodzi czas na zmiany. Czekamy na komplet wypoczynkowy, który już miał być, ale nadal go nie ma:)





Do tego powstała poduszka na drutach. Miała być początkowo też szydełkowa, ale akurat wpadł miw oko wzór na druty i oto jest:




Wzór jest włóczkożerny, więc nawet na front nie wystarczyło mi zieleni. Zaczęłam dokładać kolory z koca.


I razem - to właśnie zdjęcie pokazuje prawie idealną kolorystykę:


Skoro już i tak brakowałomi włóczki, tył zrobiłam w kolorze fioletowym, takim, jak dziergany był pasek w kocu. 

Spieszyłam się ze zdjęciami, bo moja córka już wzięła w obroty poduszkęi koc i niedługo nie będą takie prezentowalne :)

czwartek, 30 kwietnia 2020

Poduszka zamiast kocyka



Z szydełka spadła poduszka, a nie kocyk. Przeliczyłam się z ilością zużywanych nici. Na szczęście w porę się zorientowałam, że na jakikolwiek kocyk to na pewno mi nie wystarczy włóczki. Szczęście w nieszczęściu, okazało się, że po złożeniu na pół zrobionego dotąd kawałka, pasuje on idealnie na poszewkę na jaśka.



Na szybko ułożyłam poduszki i zrobiłam zdjęcia, choć takie poranne słońce nie jest szczególnie przyjazne sesjom, szczególnie tym robionym telefonem.


Z tych cukierkowych kolorów nie zostało mi już nic, z czego jestem absolutnie zadowolona.




czwartek, 11 sierpnia 2016

Zimowe marzenie




... tak został nazwany zestaw, który obecnie, zupełnie przypadkowo, zaczęłam dziergać.

Pierwsza część już ukończona:




Jest to część wierzchnia poduchy kanapowej.

Ścieg francuski ładnie się prezentuje w tych kolorach, a włóczka nylonowa - biała - nadaje mu kształt i fakturę. Bardzo ładnie też trzyma kwadrat, a do tego, powstała materia, nie jest lejąca.



Uklad paseczków jest absolutnie przypadkowy.



Chciałam, żeby to było właśnie takie asymetryczne.


Teraz powstaje druga poducha do kompletu. Tym razem biały nylon plus błękitna bawełna i coś ze srebrną nitką; na pewno sztuczne, bo tak się czuje w dotyku.



Tego srebrnego mam cztery rolki, niby niezbyt duże, ale naprawdę do niczego mi nie pasowały. W końcu upchnełam je tutaj i myślę, że nieźle to wygląda:



Paski też w przypadkowym rozstawie i ilości:



Jeszcze zdjęcie poglądowe na włóczki:


sobota, 3 sierpnia 2013

Tym razem szycie




Jakiś czas temu uszyłam poszewki na poduszki na krzesła. Wiedziałam, że ze względu na ich jasny kolor, będę musiała zmieniać je dość często. Dodatkowo dzieciaki je zużywają mocno, klęcząc na krzesłach podczas prawie każdej pracy przy stole. Co za tym idzie - poduszki są szarpane tył-przód i mocowania ledwie dychają.
Wczoraj wyjęłam kolejny materiał z zasobów - też nie mogę powiedzieć o nim, że jest ciemny - i zaczęłam szycie.

Tak powstaje kolejny komplet na siedziska:




Materiał, to dość mocne płótno zasłonowe.





Każda poduszka będzie inna, bo tnę tak, aby jak najwięcej wyszło z danego kawałka materii. Nie jestem fanatyczką symetrii i dokładności, więc zupełnie mi to nie przeszkadza.






Dokończyłam też próbne legginsy dla Moniki:



Użyłam tutaj szwów do dzianin; sprawdzają się idealnie, o czym przekonałam się już, używając uszytych wcześniej czapeczek dla malutkiej Izabelki. Szew prezentowany niżej, to nie zygzak, a właśnie jeden z tych elastycznych:



I na Monice; legginsy robiłam na podstawie przepisu ze strony Make it and love it  i jedyne, co wydaje mi się, należy zmienić, to spłycić przód. Poza tym, wyszły mi jakieś trochę za duże w pasie i ściągnięcie gumką spowodowałao powstanie malutkiego "balonika". Z tym, że do dłuższych tunik będa w sam raz.



Generalnie, jak na pierwszy raz, wyglądają nieźle.



Materiał to duża rozmiarowo bluzka z SH. Skusiła mnie nie tylko wzorem - idealnym dla ruchliwych i brudzących się niemiłosiernie dzieciaków, ale też jakością bawełny.


I na koniec jeszcze jedno:



Pozostało mi znalezienie obszycia brzegu. To będzie teraz najtrudniejsze.

Tył prezentuje się tak:




Co to będzie? Bieżnik na ławę, stół... Pomysł znaleziony w sieci. Pozytywne w pracy jest zszywanie góry i spodu za jednym zamachem, ale latanie do żelazka, po przyszyciu każdego, pojedynczego paseczka, jest wkurzające:)