...czyli wybrane zdjęcia z różnych etapów naszej wycieczki po zachodniej stronie Wyspy. Będzie trochę namieszane, bez chronologicznego ułożenia.
Widoki, jakie sie tam roztaczają, porywają serca i przykuwają wzrok nie tylko tych, którzy zwiedzają Irlandię pierwszy raz.
Zdjęcie autostwa Ani
Ania zachwycałą się tutejszymi krowami i namiętnie robiła im zdjęcia. Co ciekawe, owce - prawie wizytówka Irlandii - wcale nam nagminnie nie wchodziły w drogę. Nawet, powiedziałabym, że bardzo sporadycznie się pojawiały. A kiedy już były, spały na poboczu i maszerowały środkiem jezdni(takie rzeczy popularne są np. w Curragh, przez które przejeżdżamy nagminnie), to bateria wysiadła w aparacie. Zamiast owiec mamy więc krowy:
Zdjęcie autostwa Ani
W Doolin zatrzymaliśmy się rankiem drugiego dnia naszej wycieczki, kiedy niebo zasłaniały ołowiane chmury i mżawka równo padała. Na szczęście po jakimś czasie zaczęło się przejaśniać, mżawka ustała i nawet słońce nieśmiało wychylało się zza chmur.
W Doolin jest mały port, skąd odpływają stateczki na Wyspy Aran i Klify Moheru. Kiedy przechodziłam, dwa razy zaczepiali mnie z zapytaniem, czy nie chciałabym się załapać na wycieczkę, a widząc pokaźną gromadkę dzieci, proponowali od razu ceny ze zniżkami. Gdyby nie to, że przynajmniej dwie osoby cierpiały na chorobę lokomocyjną(a tego dnia wiał dość silny wiatr, baliśmy się, że dla nich wycieczka będzie w formie "przewisu przez burtę" i trudnego rozstania ze śniadaniem), to pewnie zdecydowalibyśmy się popłynąć.

Zeszliśmy nad wodę i tego dnia tylko tyle. Moczenie w Atlantyku dzieci i ja zaliczyliśmy wieczorem, dnia poprzedniego. A jaka afera z tego wyszła! Dzieci miały ze mną zejść do wody, zamoczyć stopy i tyle, ale wiadomo, fale, pluskanie... i nagle przyszła taaaaaka fala i zalała dzieciaki do pasa. Jak już były takie mokre, to pozwoliły sobie usiąść na piachu i kolejna fala nie miała już najmniejszego problemu z zamoczeniem ich całkowicie. Oberwało się mnie, że jedyna dorosła, a taka niepoważna, bo ubrania zostały w B&B, a tu wieczór zapadał i robiło się coraz chłodniej. Do tego jak wsiąść do samochodów w totalnie przemoczonych ciuchach? Przyznam, że kiedy pluskaliśmy się w wodzie, to o tym nie pomyślałam :)
Za to następnego dnia miałam satysfakcję, bo bez tego przemoczenia, dzieciaki znajomych nie zaznałyby Atlantyku na wyjeździe.
Widzicie te jasne skrawki nieba? Pogoda robiła wszystko, żeby nam sprzyjać :)
Uwielbiam te spienione grzbiety fal...
Lisdoonvarna (dzień pierwszy, a w zasadzie jego późne popołudnie). Pojechaliśmy na jedzenie, bo po Bunratty i klifach dzieci były wymęczone i wściekle głodne. Wybraliśmy to, co nam akurat wpadło w oko czyli
The Ritz. Ania porobiła im piękne zdjęcia, kiedy czekaliśmy na posiłek:
Zdjęcie autostwa Ani
Tak wygląda ktoś, przed kim stawia się talerz z jedzeniem :)
Zdjęcie autostwa Ani
Jedzenie było wyśmienite jak dla nas. Obsługa bardzo, bardzo miła.
Zdjęcie autostwa Ani
Jazda
wzdłuż wybrzeża. Mogliśmy wybrać drogę większą, lepszą, ale nie byłoby takiej frajdy, jak jechać wzdłuż oceanu drogą R477. Z każdej strony malownicze widoki.
Zdjęcie autostwa Ani
Po drodze do Burren wstąpiliśmy na plażę, ale jak wspomniałam wcześniej, ten dzień nie nadawał się już do kąpieli w oceanie. Wszyscy zapięli się szczelnie w kurtki, a na samej plaży wywiało nas solidnie.
To wszystko nie przeszkadzał dzieciakom bawić się wyśmienicie.
Czy musze dodawać, że buty były jednak przemoczone? Ponieważ ocean akurat się cofnął, dzieci biegały po odsłoniętej plaży, szukały kamyków i muszelek, a przy okazji co i raz wpadały do maleńkich kałuż utworzonych w zagłębieniach terenu.
Wszystko w otoczeniu nadawało się na umieszczenie na zdjęciu:
Głązy, kamyczki...
A nad plażą górowały zielone górki, trawa szumiała tam i z powodzeniem udawała "zielone wydmy"
Kiedy już byliśmy przewiani do żywego, wsiedliśmy do samochodów i ruszyliśmy dalej, wzdłuż wybrzeża:
Zdjęcie autostwa Ani
Deszcz towarzyszył nam non stop, z małymi przerwami, kiedy mieliśmy czas na krótkie przystanki i zdjęcia:
Zdjęcie autostwa Ani
Ocean wszędzie poodsłaniał duże przestrzenie, tworząc malownicze scenerie.
Zdjęcie autostwa Ani
Przebijające sięprzez chmury, promyki słońca robiły naprawdę dobrą robotę. Dzięki nim nie wszystkie zdjęcia wyglądają tak szaro.
Zdjęcie autostwa Ani