niedziela, 21 sierpnia 2022

Wakacje już prawie minęły

 


Nie wiem czy jeszcze tutaj ktoś zagląda, bo bardzo zaniedbałam blog. Wszystko po trochu się na to składa. I praca - to w zasadzie głównie, i to, że nie bardzo mam o czym pisać, bo ciągle te same tematy wpadają. Miesiąc po miesiącu płynie, wciąż te same pory roku następują po sobie, te same rośliny, a ja głównie w tym teraz siedzę. 

Dzieci podrosły, usamodzielniły się... Teraz zaczynamy je uczyć prowadzenia samochodu. To już tuż, tuż... trzeba myśleć o prawie jazdy, o jakimś aucie dla nich...



W lipcu wyjechaliśmy do Polski. 


Odwiedziliśmy rodzinę, pozałatwialiśmy wiele spraw,których nazbierało się przez dwa lata naszego niebywania w kraju. 

Odbyliśmy wycieczkę do Lublina. Teraz tylko zajawka, mam nadzieję napisać więcej:











Przed wylotem posadzonkowałam photinię i lawendę. 





Przesadziłam pelargonię do gruntu, żeby nie zdechła w małych doniczkach, kiedy mnie nie będzie.



Mój małżonek patrzył na tę szkółkę i kręcił głową z powatpiewaniem. Stwierdził, że to będzie jedna masakra, bo po powrocie nic nie będzie żyło.
Stało się inaczej:


Lawenda zaczęła juz rosnąć:



A Photinia też wykazuje oznaki rozwoju:





Wszystkie bukszpany też się zagęściły:


Pelargonie też najwidoczniej upodobały sobie nowe miejsce, bo wszystkie przeżyły, mimo że wyjechałam drugiego dnia po przesadzeniu ich:



Przed urlopem, białe floksy zaczęły rozwijać kwiaty - po powrocie już były przekwitłe.


Podobnie jak margerytki:



Za to wróciłam na kwitnięcie czosnku 'Mount Everest':


A przekwitnięte kwiatostany poprzednich ścięłam i wstawiłam do doniczek na patio:




Koper opanował wszystkie donice i pojemniki:











Agapant rozwinął kwiaty:




Co jeszcze... 


Po powrocie wpadlismy w wir pracy...

Moje miejsce wyglądało tak:




I część z drzewami i krzewami:




Teraz powoli przygotowujemy się do jesieni