Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skarpetki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skarpetki. Pokaż wszystkie posty
środa, 18 kwietnia 2018
Zaległe prace
...czyli delikatny, wiosenny szal na szyję, który powstał ze spódnicy.
Odcięłam ją w połowie, może troszkę wyżej, przymierzyłam czy dam radę owinąć się tym dwa razy i zaczęłam obrabiać szydełkiem
Jako spódnica, jakoś mi nie leżała; może koloy, może fason... nie wiem. Zobaczymy jak sprawdzi się jako wiosenna apaszka.
Do półsłupków dołożylam szerokie łuki, chyba ze dwa rzędy i na końcu takie niby-wachlarzyki. Ponieważ robiłam to z głowy i w dodatku w odstępach czasowych, wszystko jest nieregularne. Co jakiś czas wachlarzyk zmienia kształt, ale w sumie, w całości, tego tak bardzo nie widać.
Kończę też drugą parę skarpetek. Pierwsza była zupełnie gładka. Druga ma na wierzchu delikatny ażur, taki najprostszy: dwa z jednego i dwa razem.
sobota, 11 listopada 2017
Takie tam...
...listopadowe zajawki.
Ze złocistej włóczki najpierw zrobiłam szydełkowy łańcuszek....
...by później okleić nim duże pojemniki po majonezie i w ten sposób otrzymać coś na kształt donic...
...które potrzebne były na drzewka fuksji. Dwie dorodne rośliny już zamieszkały w domu; na razie, na znak protestu, zrzuciły wszystkie liście. Zostały zatem przycięte dość mocno i jedna właśnie zaczyna powoli rozwijać nowe pędy.
Wracając do doniczek... idealnie wpasowały się w naszą kolorystykę.
Z resztek włóczek dziergają się skarpetki....
....niektóre już się wydziergały.
Kolory niezwykle przypadły mi do gustu. Muszę spróbować takiej mieszanki w czymś innym:
Jak listopad, to oczywiście powoli włącza się myślenie o świętach... szczególnie o ozdobach i kartach...
Pierwsze przymiarki do prac z dziećmi... wzory z internetu.
Wszystko jeszcze w fazie testów.
Tymczasem w ogrodzie kwitną mi niezapominajki....
...a na niebie gości czasem taki krążek:
piątek, 29 kwietnia 2016
Wiosna to czy zima...?
Nie wiadomo, jak to jest. Niby wiosna, ale pogoda zimowa. Grad, grad i grad, temperatury spadaja na potęgę. Moje pelargonie dostały bordowych liści z zimna; żyja oczywiście, tylko troche dziwnie wyglądają. Wszystkie pąki kwiatowe zatrzymane w pół rozkwitnieniu. Zamarły i czekają na rozwój wypadków.
W takim razie nam też nic innego nie pozostaje. I jak to w zimie bywało, zapalam świeczkę i "rozjaśniam" wnętrza mrokiem otulone.
Świeca miała być prezentem, ale została u nas. Przydała się teraz jak najbardziej.
Oprócz zapalonej świecy w pokoju, w kuchni króluje zapach chleba... i w taka pogodę jakoś tak tam pasuje.
...już tylko na zakwasie powstaje i rośnie całkiem neiźle, jak na nasze zimne warunki domowe.
Jak zimno, to miło stopy otulić czymś ciepłym...
Myślałam, że skarpetki będą na zimę, no na jesień, powiedzmy, a dziewczyny zaanektowały je już teraz.
Ta para najmniej udana kolorystycznie, ale wepchnęłam tam wszelkie dziwne włóczki. Służą do spania, więc specjalnie sie kolorami nikt nie przejmuje.
Gosia zabrała te:
A Monika zaklepała szare. Zanim powstał post, skarpetki wykończyłam.
Szarości sa z lekka rozjaśnione niebieskim. Wszystkie użyte włóczki - w obu ostatnich parach - to moher i wełna. Skarpetki sa niesamowicie cieplutkie.
środa, 6 stycznia 2016
Zaszalałam ze skarpetkami
...i wydziergałam kolejne dwie pary. Wykorzystałam wszystkie motki fioletowej wełny oraz resztki pastelowych akryli. Ostatnia para jest najbardziej pomieszana, bo na sam ściągacz zabrakło mi kremowego akrylu i pomieszałam go z niebieskim.
W ten sposób, niemalże hurtowo, powstało łącznie 3 pary ciepłych skarpetek. Z powodzeniem jednak mogą być używane jako domowe kapcie, wełna jest całkiem gruba i dobrze izoluje, nawet w naszym domu.
Podsumowałam ilość wydzierganych par i wyszło, że w przeciągu roku powstało ich 12. Nawet nie spodziewałam się, że tak będę lubić ten rodzaj robótki.
sobota, 19 grudnia 2015
Fioletowo różowe skarpetki...
...których produkcja zaczęłą się tak niefortunnym pruciem, ukończone, grzeją nogi.
Są miłe w dotyku, cieplutkie i spokojnie mogą też służyć jako kapcie.
Fiolet to wełna, już nie pamiętam jaka, nie chce mi się sięgać po metkę; może Monte Carlo, a może coś innego, w każdym razie wełna. Ma wplecione kolorowe wtręty i to nadaje jej ten specyficzny wygląd, którego kiedyś nie lubiłam, a do którego coraz bardziej się przekonuję.
Różowe wstawki to resztki akrylu dla niemowląt. Został mi jeszcze z bardzo dawnych czasów, kiedy Gosia miała ze dwa lata.
Dziergało się nadzwyczajnie szybko, bo dwa wieczory, podczas oglądania "W pustyni i w puszczy", wersji nowszej - jeszcze nigdy jej nie widziałam; przy okazji wciągnęła się Izabela, co mnie zaskoczyło. Nie rozumiała początku, który jej wytłumaczyłam, ale już po porwaniu dzieci, śledziła akcję z zapartym tchem.
Teraz na drutach jest kolejna para - fioletowo niebieska, z dokładnie tych samych włóczek. Niebieskie resztki dzieciowego akrylu z dawnych zapasów. Skarpetki powstają podczas sesji filmowych z dziećmi. Tym razem oglądamy serię, która powstała na podstawie książek Astrid Lindgren. Za nami już dwie części "Dzieci z Bullerbyn", "Ramzus i włóczęga" i " Madika z Czerwcowego Wzgórza".
wtorek, 15 grudnia 2015
Kolorowe skarpetki
...powstały z najróżniejszych kłębuszków, które zalegały mi w worku. Było troszkę chowania nitek, ale efekt warty jest takiej upierdliwej pracy.
Już sam początek spodobał się moim oczom :) więc kontynuowałam pracę, a dziewczyny w tym czasie debatowały, czyje skarpetki będą. W grę wchodziły tylko dwie opcje: Monika lub Gosia, bo dla Izabelki już sam początek wyglądał na zbyt duży.
Skarpetki powstały w ekspresowo krótkim czasie - 2 dni.
Do wyrobienia pozostało jeszcze trochę kłębków, więc na pewno powstanie jeszcze jedna kolorowa para, a póki co, na spotkaniu klubu miłośniczek drutów, zaczęłam kolejną parę skarpet, z tym, że w nieco bardziej stonowanych barwach.
Spotkanie odbywa się w kawiarni, w sąsiedniej miejscowości. Właścicielka tego miejsca wpadła na taki pomysł, żeby w poniedziałkowe poranki zapełnić stoliki. Wpadamy tam najczęściej na kawę lub herbatę tylko, ale zawsze lepsze to, niż pusta kafejka. Poza tym, jak już kilka kobietek siedzi, popija kawę i rozmawia, to miejsce wydaje się przyjemniejsze dla innych i po zajrzeniu do środka, decydują się zostać :) Tak przynajmniej widzi to właścicielka.
Skarpetka była już raz pruta, prawie do samego początku. Żle wyliczyłam oczka i w momencie, kiedy przeszłam do wyrabiania stopy, skarpetka przybrała rozmiar takiej dla Artura, a wiedziałam, że on już na pewno tych pastelowych kolorów nie zaakceptuje.
Stan na dzisiaj - prawie na ukończeniu. Coraz bardziej podoba mi się robienie skarpetek!
niedziela, 4 października 2015
Szydełkowo, puszyście...
Zaczęłam znowu intensywniejsze robótkowanie, ponieważ spędzam trochę czasu w aucie, pod szkołą. Na pierwszy rzut poszły dwie puszyste włóczki: szara i pudrowy róż.
Włóczka różowa to Diana z firmy Patons(70 akryl, 30% nylon), na projekt poszło 40 gram podwójną nitką; szara to Brushed DK z Hayfield, motki 100g(po 50% nylon i akryl), poszło jakieś 120g na projekt, którym był otulacz i mitenki.
Otulacz robiłam wzorem ze strony By Haafner. Bardzo miły w pracy, szybki, jeśli ma się objętościową włóczkę. Przy mniejszym szydełku namachałabym się znacznie więcej, ale jak mówię, bardzo przyjemnie pracuje się z tym wzorem.
Prezentuję otulacz:
Jest niezwykle miękki, mięsisty i nad wyraz przyjemny dla skóry.
O ile szarą nić używałam pojedynczo, to róż musiałam przewinąć na dwa kłębuszki i użyć podwójnej nici, żeby zrównoważyć szary.
Problem miałam z guzikami, dobrze, że w starych zapasach znalazłam te perłowe. Wpasowały się idealnie.
Do kompletu dorobiłam mitenki, ale już z głowy. Zrobiłam łańcuszek, przymierzając go na obwód dłoni, a potem półsłupkami z 1-oczkową przerwą, dziergałam na około, pozostawiając miejsce na kciuk.
Jeszcze we wrześniu wydziergałam dziewczynom myjki:
Niebieska Gosi, w odcieniach żółci - Moniki, a Izy niebiesko-wrzosowo-biała.
Teraz jestem w trakcie dziergania puszystego sweterka dla Moniki:
Znowu pudrowy róż, włóczka Rio.
Tydzień temu Izabelka, jako ostatnia z sióstr, dostała parę skarpetek do spania.
Włóczka to alpaca, w kolorze camel. Drapie dość mocno, ale na nogi - idealna!
czwartek, 15 stycznia 2015
Miało być do pary
Już poprzednio pokazaywałam początek skarpetki. Mam już dwie do pary,a przynajmniej tak sobie mówię, bo zrobione zostały z tego samego motka.
Na tekturowym modelu wygląda to tak:
Nie za specjalny kształt, muszę przyznać, dlatego naciągnęłam wydziergane twory na moje kopytka, żeby zaprezentować ich wygląd.
Już na pierwszy rzut oka widać, że paski różnią się totalnie w obu skarpetkach
Próbowałam zaczynać w tym samym miejscu, ale widać, coś mi nie wyszło. Może jednak to nie był ten sam moment przechodzenia koloru w kolor?
Mimo, że skarpetki wyglądają jakby pochodziły z dwóch różnych rodzin, zaczynają mi się podobać. To pierwsza para w zielonym kolorze i jeden z niewielu(3) elementów garderoby w zieleni. Pozostałe dwa to bluzka i sweter, i tylko ze względu na dzień Św. Patryka stałam się ich posiadaczką.
Włóczka to jakaś mieszanka wełny z ...? akrylem może? Pozostał mi po niej mikroskopijny kłębuszek, który przeznaczę na szydełkowe sześciany. Póki co cieszę się miękkością nowych skarpetek. Grzeją przyjemnie.
piątek, 9 stycznia 2015
Powrót do rzeczywistości
...był trudny. Dwa tygodnie laby, nawet jeśli nie całkowitej(wszak przygotowania do świąt szły pełną parą), to wciąż... bez rannego wstawania, bez patrzenia na zegar i sprawdzania, czy już czas jechać po dziecko/dzieci.
Poniedziałek był najgorszy. 7 rano dźwięk budzika, dziewczyny rozmarudzone, na dworze czarna noc... kubek kako poprawił moim pannom nastrój, ja zaaplikowałam sobie herbatę i jakoś wszystko ruszyło. Tym bardziej, że zaraz z początku tygodnia trzeba było się sprężyć i zaliczyć od razu popołudniową szkołę polską dzieciaków.
Monika od samego początku zabrała się w szkole za pracę. Już we wtorek zaliczyła dwie listy słów, a do końca tygodnia, czyli do dzisiaj, zaliczyła w sumie 4 strony(na 11 stron, w tej chwili ma już 9).
Gosia do nauki podeszła spokojnie, choć nie obyło się bez łez podczas tłumaczenia matematyki(czego nie rozumiesz? tego i tego. wyjaśniam... i pytam: rozumiesz? nie. ale czego tutaj nie rozumiesz?! płacz. jesteś najgorszą matką na świecie!!!) Było też i lepiej, kiedy matematyka dotarła w końcu do mózgu, który ją przetrawił i przełożył na liczby(kocham cię mamo). Do tego projekt pt. Włochy i znowu robiony w grupach, i ponownie Małgosia jest w parze z koleżanką, która nie robi nic!!! Wkurza mnie to.
Izabela przez cały tydzień, na odchodne, życzyła Sheili(nauczycielce) szczęśliwego nowego roku. Dzisiaj to samo:
-pożegnanie z koleżankami,
-pożegnanie z wychowawczynią i nieśmiertelne: happy new year!
na to Sheila: Iza naprawdę chce żebym miała dobry rok, już od tygodnia składa mi takie życzenia!
W tym tygodniu z mojego domu zniknęły ozdoby. W poniedziałek i wtorek byłam zajęta szkołą polską, ale w środę zdjęłam już dekoracje z okna i je umyłam(zmywanie śniegu było mało przyjemne; dopiero woda z octem i sodą dokonała cudu), odplątałam metry girland ze schodów, z żyrandoli, a kolejnego dnia Gosia zdjęła zabawki z choinki. Strasznie się przejęła tym, że stłukła jedną bombkę, choć tłumaczyłam, że nie ma powodu. Z drugiej strony była zadowolona i dumna, że powierzyłam jej to zadanie.
Dziś choinka i pudłą z dekoracjami już na strychu(tutaj dzielnie pomagałą Monika), dom pusty, ogołocony z tego szczególnego blasku, a za oknem, żeby nam się nie nudziło, mały huragan.
Zaczęłam dzierganie. Mam już jedne skarpety dla Artura - zrobienie ich powinno się liczyć jak zrobienie dwóch par! i jedną skarpetkę dla siebie.
Ta brązowo-jakaś wełna jest fantastyczna. Ma na pewno dodatek akrylu, ale niewielki. Zakupiłam jej cały kilogram w SH, bo ktoś zaczął dziergać sweter, a potem oddał wszystko. Ja dostałam książkę ze wzorami i włóczkę za całe 2 euro!!! W domu musiałam co prawda spruć rękawy, i wyprostować nici, ale poszło gładko. Teraz zastanawiam się, co z takiej ilości zrobić.
Mąż skarpetki sobie chwali, ale tyle włóczki przerodrutować na skarpety? Siebie w tym nie widzę, a na jakikolwiek sweter dla Artura to za mało. Z drugiej strony to naprawdę dobra włóczka...
Moje skarpetki powstają z kolejnej mieszanki wełny i akrylu(też z SH, tym razem cała walizka różnych końcówek). Stan z ranka:
Jutro zaczynam drugą do pary.
Jeszcze chwilkę wspomnień z przerwy świątecznej.
Dziewczyny zrobiły maski karnawałowe:
Paradowały w nich po domu, inscenizując różne różności:
W sylwestra było lakierowanie włosów na srebrno...
...i złoto
...a na stole królowała polska oranżada i niby szampan:
Wszystko to minęło i u nas już nadszedł czas prac ogrodowych. Powoli trzeba zaczynać przycinanie, zruszanie ziemi...
Powojniki już ruszają, trzeba zdecydowanie przyciąć niektóre z nich. Do tego róże i byliny z zeszłego roku
I oczywiście zaczyna się kolejny problem... ślimaki, które zżerają wszystko! Ponieważ temperatury są przyjazne(dziś wiatr znad Atlantyku przyniósł łagodne powietrze) całe stada wyruszają na żer, a ponieważ tego jedzenia jest mało, każdy pąk może zniknąć w ciągu kilku godzin. Muszę pokruszyć skorupki jajek i wysypać wkoło hiacyntów, krokusów i pierwiosnków.
Sezon walki ze ślimakami uważam za rozpoczęty!
Subskrybuj:
Posty (Atom)