Pokazywanie postów oznaczonych etykietą druty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą druty. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 marca 2021

Tydzień bez internetu


Przełączaliśmy niedawno dostawcę internetu. Efekt był taki, że przez 6 dni tego internetu nie było. I nawet to tak bardzo nie przeszkadzało(chociaż człowiek w takich momentach zdaje sobie sprawę, jak wszystko jest uzależnione od internetu, zwłaszcza w dobie koronawirusa, kiedy większość rzeczy trzeba zaałtwić przez sieć). Największy problem miała moja starsza córka, której szkoła odbywa się online. Poradziliśmy sobie z tym oczywiście - przy małym akompaniamencie wściekłych okrzyków nastolatki, która nie akceptowała (jak gdyby miała wybór) tymczasowego, wolnego połączenia.
Dziś przyjechał technik i w końcu wszystko podłączył. 

Przez te kilka dni wypróbowywałam nowy wzór. Najpierw zrobiłam z pojedynczej nitki:


Kolor włóczki to mocna czerwień, taka typu krew z aorty, ale aparat przekłamał(no właśnie, tu wtrącę, że po 10 latach pracy mój nikon padł...)

Wzór wychodził nawet ładnie, ale był zbyt cienki, lejący, a ja chciałam to przeznaczyć na poszewkę na poduchę. Zatem poszedł do sprucia.





Potem wymyśliłam, że dodam jaśniejszą nitkę wełny, ale po zrobieniu kilku centymetrów, doszłam do wniosku, że absolutnie nie może byc różnicy w kolorach, bo wtedy sam wzór ginie w melanżu: 


W końcu nabrałam podwójną nić czerwonej włóczki i zaczęłam robić. Oczywiście ponownie prułam, bo teraz źle dobrałam ilość oczek. Dopiero czwarte podejście jest w końcu dobre. 

Mam nadzieję, że włóczki mi wystarczy, bo idzie tutaj całkiem sporo nici. 

Tak więc moje ostatnie dni upłynęły w równej mierze na pruciu, co i na dzierganiu.


Podziało się za to w książkach.


Przeczytałam kolejne dwie książki mojego ulubionego podróżnika:

"Safari mrocznej gwiazdy" to pierwsza część podróży po Afryce. Przeczytałam je w odwrotnej kolejności, bo najpierw była na mojej półce książka "Ostatni pociąg do Zona verde". Nie ma to jednak żadnego znaczenia.

Kolejna, to podróż przez Amerykę Środkową i Południową.



Skończyłam też pozycję poniżej. Zakupiłam ją ze względu na sentyment do filmu o tym samym tytule. 



Teraz jestem w trakcie "Nigdzie w Afryce" - też zakupiona po obejrzeniu filmu. 



Jako fanka Tolkiena mam już na swej półce zbiór listów, które pisał do swoich dzieciaków, jako Mikołaj
 


I w końcu "Silmarillion" czyli historia świata Tolkienowskiego, tego, który stworzył od początku do końca. Zdarzenia z trylogii "Władcy Pierścieni" są tam wspomniane jako krótki paragraf - tyle zajmują w całej historii Tolkienowskiego Świata. Cała reszta to wszystko inne. Tam można się dowiedzieć, kim był Sauron, kim byli czarodzieje, co się z nimi wszystkimi dzieje.
Zakupiłam tę wersję, bo opatrzona jest przepięknymi ilustracjami. Dodam, że w Polsce można kupić identyczne wydanie w tłumaczeniu. Jest zdecydowanie droższe niż inne, ale dla miłośników Tolkiena warte wydanych pieniędzy.
 

Kilka zajawek ilustracji:















Izabela wróciła w końcu do szkoły!!! Zakończyło się nauczanie online w podstawówkach. Przyznam, że tego dnia ze łzami radości odwoziłam ją do szkoły:) 

Teraz jeszcze po świętach - mam nadzieję - zacznie starsza i wszystko się uspokoi w domu. Chyba, że po Wielkanocy znowu cały system padnie. 




 

piątek, 5 marca 2021

Szydełko i druty

 


Działo się trochę na drutach i na szydełku.

Chyba z pięć lat temu zrobiłam chustę z resztek kremowej włóczki. Zaczęłam ją nawet nosić, to znaczy okrywać plecy, kiedy np. czytałam w fotelu, ale była za mała. Bardziej nadawała się na wersję pod szyję, jako apaszka. Tutaj z kolei za bardzo była kłująca - taki akurat rodzaj wełny. 

Spruć się już nie dało, bo prałam ją ze dwa-trzy razy...


Odnalazłam zakończenie robótki, udało mi się je odsupłać :) i zaczęłam odtwarzać wzór, bo schematu już nie miałam. 


Wyjęłam wszystkie kremowe włóczki o podobnej grubości, niektóre połączyłam po dwie nitki i zaczęłam szydełkować. 


Każdą włóczkę wyrabiałam do końca, żeby już mi nic w domu nie zostało.


W ten sposób wykończyłam 5 rodzajów włóczki. Wszystkie były mieszankami wełny z jakimiś dodatkami. Najbardziej cieszy mnie wykończenie tej najciemniejszej w zestawieniu. Leżała u mnie z 10 lat, bez metki, bo dostałam ją od babci, która wtedy pozbywała się zapasów. włóczka była mocno gryząca, zatem na pewno zawierała w sobie wełnę. W trakcie pracy wyciągałam nawet z nitki resztki traw lub słomy, które pozostawiono w czasie przędzenia.

Ta sama włóczka jest widoczna na zdjęciu poniżej, w wydzierganym szalu. Tam dodałam do niej jedną nitkę jedwabiu nieco jaśniejszego, niż sama wełna. Szal/szalik wyszedł niesamowicie miękki - dzięki temu, że zastosowałam mięsisty wzór.



W ostateczności chusta wyszła całkiem spora i teraz można się nią spokojnie okryć. Zdjęcia w scenerii budowlanej, ale taka jeszcze długo pozostanie.


Każda nić trochę inaczej ukazuje ten sam wzór: wyostrza go lub rozmywa totalnie.






Na zdjęciu poniżej dwie prace: wspomniany wcześniej szal, czy raczej szalik - ten na wierzchu - i wydziergana poszewka na poduszkę kanapową. Oba dziergadła to ten sam wzór. 


I już na poduszce:


Wzór, który nie wybacza najmniejszej pomyłki(tak jak kiedyś zauważyła Splocik), szczególnie na grubych włóczkach. W szalu myliłam się kilka razy, ale to ginie w błysku nici i w ich delikatności, natomiast na poduszce widać wyraźnie każdą pomyłkę. Czy mi to przeszkadza? Już nie. w końcu to moja poduszka:)



Zrobiłam też - w końcu! - torebeczkę na "waciki" wielorazowego użytku. 


Wykorzystałam tu włóczkę, na którą absolutnie nie miałam pomysłu. 



Na dole jest otwór, przez który wyciągamy waciki, a na górze woreczek ściągamy łańcuszkiem, który jednocześnie służy do zawieszania torebki.


Ja wacików nie używam, ani takich, ani jednorazowych, ale dla dziewczyn jest to jakies rozwiązanie, bo codziennie do kosza trafiało mnóstwo odpadków. Teraz waciki lądują w siateczce i "lecą" do prania :)

sobota, 6 lutego 2021

Zajawka



Zaczęłam kolejne wzory. Na razie mam jeden, który jest moim faworytem. Wychodzi ciekawie na włóczkach grubszych(tutaj cztery nitki cienkiej wełny):



...daje wtedy ciekawą, mięsistą strukture.



Ładnie wygląda też na włóczkach cienkich(cieniutkie nici wełny i jedwabiu, w sumie dwie nitki):





 Nie jest już taki zbity, utkany, ale za to daje odczucie miękkości.

Nie warto robić go z cienkiej, pojedynczej nitki, bo sam wzór zatraca się w ażurach i tak naprawdę go nie widać. 


Zdjęcia były robione na szybko, na kolanie - dosłownie :) ale niedługo może nastapi prezentacja całości.

sobota, 30 stycznia 2021

Dwie poszewki

 


Wydziergane prostokąty, dziś przekształciły się w poszewki. 




Bardzo lubię te wzory strukturalne, które z udziałem prostych oczek lewych i prawych, dają takie efekty. 






Na tył zabrakło mi włóczki, więc wykorzystałam zieleń, pod kolor wcześniej dzierganych kocy.


Teraz zabieram się za kolejne wzorki. Tym razem takie, których wcześniej nie znałam i nie robiłam.


W międzyczasie powstają pudełka i inne dodatki, które maluję w pasujące nam szarości i biele. 

Iza dostała pojemnik na długopisy. Oryginalnie wyglądał tak:


Teraz, odnowiony pod wystrój jej pokoju, prezentuje się tak:




Farba kredowa zrobiła ze zwykłej sklejki coś zupełnie innego:


Powoli przymierzam się do większej pracy, a mianowicie odnowienia kredensu. To już będzie zadanie na przynajmniej dwa dni; może nawet trzy. Oczywiście jeszcze wisi nade mną malowanie Izabeli łóżka, ale z tym to chyba jednak poczekam, aż pogoda na zewnątrz będzie lepsza.

wtorek, 26 stycznia 2021

Dzierganie

 


Powoli idzie do przodu, oczko po oczku, kolejne poszewki na poduszki powstają w zaciszu pokoju.


Tym razem bardzo prosty wzór:


Ten już czeka na zeszycie... 


...a w miedzyczasie powstaje kolejna:


Taki koszykowy wzór, oczka prawe i lewe:



Ostatnio znowu spadło trochę śniegu:



Przykryło wszystko białym kocykiem:


Niestety, po dwóch dniach nawet śladu po nim nie było.

wtorek, 19 stycznia 2021

Na szydełku i na drutach

 




...powstał komplet - prawie komplet - koc i poduszka.


Koc dziergałam bardzo długo. To znaczy sam proces dziergania rozciągnął się w czasie, bo co i raz przerywany był innymi zajęciami. Jak już zasiadałam do szydełka, to kolejne centymetry przybywały dość szybko.  



Pochmurne niebo nie sprzyjało jednak zdjęciom. Kolory wychodzą przytłumione, czy nawet wyblakłe.
 




Ostatnie podrygi naszego fotela. Choć niesamowicie wygodny, wysłużył się jednak i powoli przychodzi czas na zmiany. Czekamy na komplet wypoczynkowy, który już miał być, ale nadal go nie ma:)





Do tego powstała poduszka na drutach. Miała być początkowo też szydełkowa, ale akurat wpadł miw oko wzór na druty i oto jest:




Wzór jest włóczkożerny, więc nawet na front nie wystarczyło mi zieleni. Zaczęłam dokładać kolory z koca.


I razem - to właśnie zdjęcie pokazuje prawie idealną kolorystykę:


Skoro już i tak brakowałomi włóczki, tył zrobiłam w kolorze fioletowym, takim, jak dziergany był pasek w kocu. 

Spieszyłam się ze zdjęciami, bo moja córka już wzięła w obroty poduszkęi koc i niedługo nie będą takie prezentowalne :)