Ponieważ od tygodnia mamy znów lato i wysokie temperatury, wybrałam się w poniedziałek nad morze. Był to ostatni moment dla Izy, która już w środę zaczęła szkołę.
I tu taki mały wtręt... jak co roku o tej samej mniej więcej porze, wraca do nas piękna pogoda. Dzieci idą do szkoły, a my mamy lato. Nie mogło być inaczej i teraz:)
Wyjazd był planowany przez dziewczyny od ponad dwóch dni, więc w poniedziałek rano już o 8 byłyśmy w drodze. Monika była moim nawigatorem i spisała się w tej roli świetnie.
Na miejscu byliśmy już przed 10, bo autostrady były puste. Plaża też była praktycznie pusta o tej porze.
Ogromne przestrzenie tylko dla nas :)
Woda była bardzo zimna, ale nikomu to nie przeszkadzało.
Odpływ był w trakcie, więc co jakiś czas wiekszy i większy kawałek plaży pozostawał odsłonięty.
Pogoda była idealna, gorąco, ale niezbyt. Do tego przyjemna bryza....
Miałyśmy nawet szansę wykorzystać swoje kapelusze w tym roku.
Natomiast w ogrodzie...
Zbiory pomidorów i to dość obfite.
W kwiatowym ogródku pojawiły się astry.
Wsadziłam je do donic z piwoniami, które w tym roku właśnie wykopałam i umieściłam w pojemnikach.
Żeby nie stały takie puste donice, dołożyłam astry i teraz piwonie spokojnie się ukorzeniają i aklimatyzują, a astry rozwijają pąki.
Floksy dalej kwitną i to dość obficie:
I wilec wspina się coraz wyżej:
Rankiem wygląda przepięknie, nie na darmo nazywają go tutaj 'morning glory' czyli w wolnym tłumaczeniu ' chwała poranku'.
I jeszcze busz utworzony przez kosmosy: