...pełen napięcia.
W połowie listopada nasza średnia córka zaczęła pisanie sprawdzianów w szkole średniej. Cały tydzień upłynął pod tym znakiem. Taka mini sesja na miarę średniej szkoły. I nawet bym o tym tak nie myślała, gdyby nie podejście Moniśki do nauki. Żeby nie było, ona lubi szkołę, ale nie jako szkołę, tylko miejsce, gdzie się miło spędza czas ze znajomymi. Plus jazda autobusem w kolejnym doborowym towarzystwie... a nauka, to tak mimochodem.
W tym tygodniu zaczęła przynosić rezultaty sparawdzianów. I powiem Wam, że spodziewałam się znacznie gorszych wyników, zważywszy na ilość czasu, jak poświęciła na naukę. Z części przedmiotów dostała ponad 90%, a co najlepsze, z historii, choć przez wszystkie lata podstawówki kulała z tego przedmiotu. Teraz zdecydowanie odpowiada jej nauczyciel. Powiedziała, że lubi jego lekcje, że zainteresował ja tym przedmiotem.
Generalnie Monika woli przedmioty prowadzone przez mężczyzn. Uważa, że są sprawiedliwi w ocenianiu i nie chowają urazy, czy nawet nienawiści, jak to jest w przypadku jednej z nauczycielek. I tu się absolutnie z Moniką zgadzam. Sama wiem, że potrafię dlugo pamiętać jakieś głupoty, które zrobiły moje dzieci, co więc dziwnego, że obce osoby tak robią? Niektóre nauczycielki ze szkoły podstawowej, nie mogły odczepić sie od Moniki i robiły z niej kozła ofiarnego. Mam świadomość oczywiście, że moja córka jest skręcona, gadatliwa i to wkurza(ile razy ja tracę cierpliwość, choć jest moim dzieckiem;) ale wiele razy słyszałam, że one mają odpowiednie wykształcenie(którego ja nie posiadam, stąd moje problemy w wychowniu), żeby zrozumieć dzieci, pracować z nimi; wielokrotnie dawały mi rady, do których same się nie stosowały... Przyznam, że odetchnełam, kiedy Monika tak dobrze zaadoptowała się w szkole, a teraz poczułam ogromna ulgę widząc jej wyniki. Moje dziecko zauważyło teraz, że jej praca - może i nie najlepsza czasem - jest zauwazona i doceniona, czego nie mogła osiągnąć w szkole podstawowej. Cokolwiek wtedy zrobiła i tak było źle, więc w szóstej klasie nawet sie już nie starała.
Gdzieś z tyłu glowy miałam cały czas obraz Moniki, jaki malowały mi nauczycielki z podstawówki. Tak bardzo ją skreśliły, że obawiałam się jej startu w nowej szkole. Cieszę się, że poszła do innego miasta(ona też jest z tego ogromnie zadowolona) i ta zła opinia nie powędrowała za nią do kolejnej szkoły. To by się już ciągnęło do końca, tak, jak widzę dzieje się teraz z niektórymi jej koleżankami.
Dość jednak szkoły!
Dzisiejszy dzień powitał nas pięknym słońcem po bardzo mroźnym, oszronionym poranku. Teraz, kiedy jest zima, doceniam to, że w oknie króluje zielistka. Patrząc na jej nieustanny wzrost, można zapomnieć, że na zewnątrz wszystko jest zahibernowane i czeka na wiosnę.









































