Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 sierpnia 2015

Warszawa....


Nasz spacer Krakowskim Przedmieściem zakończył się maleńką sesją zdjęciową. Chciałam "przywieźć" trochę stolicy do nas, chciałam, żeby dzieci miały możliwość przeglądania zdjęć i kodowania w głowach pewnych miejsc, które my tak dobrze znamy.





Choć nie wszystkie ujęcia są najszczęśliwsze, to jednak dla nas najważniejsza jest chwila i wspomnienia...




Sama spędziłam w Warszawie 7 lat i w pewnym momencie stała się "moim miastem", które mnie ciągnęło i czarowało. W Warszawie poznałam mojego męża...



Jako studentka, miałam bilet kwartalny, który pozwalał na nieograniczone podróżowanie wszystkimi środkami transportu. Dzięki temu jeździłam, oglądałam, chłonęłam miasto.




Po ponad 10 latach, kiedy wpadałam do Polski tylko na wakacje, kiedy nie miałam czasu na takie spacery, teraz znowu poczułam tę magię! Chodząc po starych uliczkach, budziły się dawne wspomnienia, tym cenniejsze, że dostałam tylko chwilę i próbowałam ją wykorzystać jak najintensywniej. Nawet upały nie były nam straszne!




Stary Rynek ma swój nieodparty urok, nawet jeśli przepełniony jest turystami od rana do późnej nocy. W nocy wygląda trochę inaczej; niby gwarnie, ale spokojniej. Dzieciaki miały okazję zobaczyć oświetlone kamieniczki nocą, bo wracaliśmy około północy z pokazu "Światła wody" na Podzamczu.


Kiedy było się studentem, przychodziło się tu na jedno, czasem, w porywach szaleństwa(wszak ceny były magiczne!), na dwa piwa; pite były niemalże z namaszczeniem i na pewno z wykorzystaniem czasu :)


Przyjemnie zaskoczyło mnie to, że remontowane kamieniczki, nie są zakrywane wielkimi, krzyczącymi reklamami, a dyskretną, zieloną siatką. To wiele zmienia, bardzo wiele.



Generalnie Warszawa zaskakuje swoim rozwojem, rozbudową... Jazda metrem była kiedyś - i nadal jest - czystą przyjemnością. Oczywiście pomijam to, że ranki i godziny szczytu to już zupełnie inna historia :) Druga nitka metra to już totalna rozpusta, jak dla mnie; kiedyś była tylko jedna, zaczynała się na Kabatach, a kończyła w Centrum, trochę później na Placu Bankowym. Teraz biegnie dużo, dużo dalej.




Pewnie patrzę na wszystko nieobiektywnie. Zapewne teraz, mając dzieci, byłabym wściekła, kiedy miałabym codziennie jeździć, tak, jak jeździłam kiedyś, z jednego końca miasta w drugi.... Będąc wolnym, mając na głowie tylko studia i pracę, patrzyło się na wszystko zupełnie inaczej i takie właśnie wspomnienia mam gdzieś głęboko ukryte...

Zapewne moje wspomnienia z Warszawy mogłabym zamknąć w słowach piosenki Czesława Niemena:

"Mam, tak samo jak Ty,
Miasto moje, a w nim
Najpiękniejszy mój świat,
Najpiękniejsze dni
Zostawiłem tam kolorowe sny.




Kiedyś zatrzymam czas
I na skrzydłach, jak ptak
będę leciał co sił
tam, gdzie moje sny
i warszawskie kolorowe dni.



Gdybyś ujrzeć chciał
nadwiślański świt,
już dziś wyruszaj ze mną tam.
Zobaczysz, jak przywita pięknie nas
warszawski dzień...."


poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Wilanów



Będąc w Warszawie, wybraliśmy się do Wilanowa. Niestety, ze względu na upały pojechaliśmy późnym popołudniem i zanim dzieciaki pobawiły się na placu zabaw, zjadły lody, itp., nad Warszawę nadciągnęła burza, która później, po chwili odsapnięcia, przekształciła się w nawałnicę. Wracaliśmy w pośpiechu, wśród piorunów i grzmotów, w ulewnym deszczu i ciemnościach, bo dzień zamienił się nagle w noc.
Zanim to wszystko nastąpiło, zdążyłam zrobić kilka zdjęć, ale oczywiście Wilanów, a dokładniej pałac i park, zasługują na kolejną, właściwą wizytę.
Kto nie był, nie widział, tego zachęcam mocno. Moja ostatnia wizyta w Wilanowie miała miejsce gdzieś około 2002 roku i już wtedy byłam nim oczarowana. Bardzo żałuję, że nasz wyjazd się tym razem nie udał. Plus jest taki, że moi teściowie mieszkają niemalże po sąsiedzku z Wilanowem, więc wycieczka na pewno nam nie ucieknie.

Na Moście Zakochanych (piękne zdjęcia po kliknięciu na link)wieszane są kłódki. Monika wnikliwie oglądała niektóre z nich i wczytywała się w imiona par.



Pałac zobaczyliśmy tylko z bramy. Wszyscy w pośpiechu opuszczali teren, bo w oddali słychać było nadciągającą burzę.



Nie przeszkodziło mi to próbować chwytać momenty bez turystów w tle...przyznaję, było ciężko, bo co chwila, ktoś wchodził w kadr:)


Kiedy nagła ulewa ustała(schroniłyśmy się w pobliskiej restauracji), wyruszyłam na dalsze "focenie" i całe szczęście, bo tylko tyle zdjęć mi zostało z tego dnia.

Tuż obok pałacu znajduje się przepiękny kościół pw. Św. Anny, wzniesiony na miejscu drewnianego. Ufundował go książę August Adam Czartoryski. Kościół jest przepiękny z zewnątrz, ale i w środku ma się czym pochwalić. Wszyscy przewodnicy turystyczni ciągną do niego, otwarty jest nawet w Noc Muzeów, a młode pary chętnie wybierają go na miejsce rozpoczęcia nowej drogi.



Starałam się zrobić jak najwięcej zdjęć, choć deszcz zalewał mi obiektyw.



Niebo powoli zaciągało się chmurami, ale to dodawało tylko uroku i klimatu zdjęciom:






Niestety, trzeba było się ewakuować, a nie pstrykać foty...


Ten kadr z aniołem to jeden z moich ulubionych:




Dach dzwonnicy prześwitujący przez drzewa....



I sama dzwonnica, której zrobiłam zdjęcie nieco wcześniej...


I z Wilanowa to wszystko... Następnym raze na pewno będzie więcej!

piątek, 31 lipca 2015

Podlaskie klimaty - Leśna Podlaska



Po kilkunastu latach odwiedziłam miejscowość, w której uczęszczałam do szkoły średniej. W '98 opuściłam mury Technikum Ogrodniczego  w Leśnej Podlaskiej i chociaż obiecywałam sobie solennie, że będę odwiedzać szkołę, to aż do tego roku tam się nie zjawiłam.

Dzięki mojej przyjaciółce ze studiów mieliśmy do dyspozycji auto w Polsce i zupełnie spontanicznie wybraliśmy się do Leśnej Podlaskiej.


Tak, jak podejrzewałam, prawie wszystko się zmieniło.... ale klimat miasteczka pozostał.

Kiedy wjechałam do Leśnej pierwszy raz, wioząc dokumenty do szkoły średniej, te ceglane, czewone mury mnie oczarowały. I czar ten pozostał na całe pięć lat, a teraz znów dał o sobie znać.




Część budynków podupadła, ale wciąż mają dla mnie wiele uroku; pewnie dlatego, że wiążą się z nimi bardzo miłe wspomnienia.



Budynek szkoły został odnowiony... nie wiem, jak jest w środku, bo było zamknięte. Ogrody, które zakładaliśmy, teraz kipią zielenią i kolorami...




Ogród różany czaruje kolorami, a wiatr przenosi wonie róż, otula nimi i próbuje zatrzymac na dłużej przy sobie:




W tle kościół - obecnie odnawiany - Bazylika Mniejsza.(na stronie można zrobić sobie wirtualne zwiedzanie) W środku przepiękne freski! Tuż obok kościoła mieści się klasztor Paulinów. Za naszych czasów, zakonnicy bardzo ściśle współpracowali ze szkołą, internatem i młodzieżą. Dzięki nim mieliśmy wiele wyjazdów, atrakcji. Organizowali dyskoteki na terenie klasztoru, w specjalnych salach, założyli koło teatralne (w którym uczestniczyłam aktywnie, muszę się pochwalić), zespół muzyczny, organizowali praktyki zawodowe w swoich ogrodach dla części uczniów, głównie Technikum Ogrodniczego, itd.... Nie wiem, jak jest teraz, ale "parę lat temu" było naprawdę przyjmnie.







Tuż za murami klasztoru, zaraz za fosą, Domek Modrzewiowy, zbudowany w 1905 roku na przyjazd cara Mikołaja II. Obecnie niezamieszkany, ale dawniej wynajmowany był dla rodziny pracowników szkolnych.


Ciekawe, czy coś z nim będą robić, czy pozostanie zamknięty...



Piękne detale, z których tylko jeden uchwyciłam:



Brama prowadząca do parku została uzupełniona - dawniej był tam po prostu wjazd. Płot pomalowany... Parku już nie zwiedziliśmy, wydawał się z lekka zaniedbany, zarośnięty. Szkoda, bo było to miejsce spacerów przez okrągły rok. Szkoła, w okresie wiosennym, robiła porządki podczas praktyk zawodowych. Jak to wygląda w chwili obecnej, nie mam pojęcia.



Izabelka skorzystała z wody ze źródełka...



Nie spotkałam się z nikim. Na chwilę dosłownie - 10 minut może, wpadłam do mojej byłej nauczycielki WF-u. Nie dzwoniłam do nikogo, nie pisałam, bo wyjazd był bardzo spontaniczny i decyzja o nim zapadła w ciągu 10 minut. Obiecałam koleżance z klasy(mieszkjącej niedaleko Leśnej Podl), że następnym razem się spotkamy. I naprawdę mam nadzieję, że uda się nam to zorganizować :)


Podczas podróży do i z Leśnej, na niebie pływały przepiękne, białe obłoczki.....




...których tutaj, w Irlandii, za wiele nie mamy.




Część "podlaską" naszego pobytu w Polsce prawie zakończyłam.

wtorek, 28 lipca 2015

Podlaskie klimaty




Podlaskie, chociaż od lat już należymy do Lubelszczyzny, to w głowie wciąż mam zakodowane, że było to województwo bialskopodlaskie. Tak mnie nauczono i tak mi jakoś wciąż się po głowie pałęta. Zatem... podlaskie klimaty na zdjęciach....

Wybraliśmy się z mężem na spacer... tylko we dwoje! aż tak dziwnie było, musze przyznać. Od lat zawsze ktoś nam towarzyszył: dzieci, rodzina, rodzina i dzieci.... a tutaj tylko my. Jak za czasów, kiedy spotykaliśmy się ze soba :) Powędrowaliśmy sobie wśród pól, choć w powietrzu wisiał deszcz... Akurat może mało to widać na poniższym zdjęciu, ale tak było.




Ta nieograniczona przestrzeń, polna falujące łany i lasy...



Las brzozowy, który pamiętam od dzieciństwa: najwcześniej się zielenił na wiosnę i najszybciej złocił jesienią.



Złote zboża i cykanie świerszczy i koników polnych. Swego czasu taki jeden czy dwa świerszcze, zamieszkały na naszym podwórku. Ależ to były koncerty! Granie koników polnych przy tym gasło.



Kiedy wracaliśmy do domu, dziewczyny buszowały(nie w zbożu, nie w jęczmieniu) w malinach. Poszły na spacer z ciocią, ale wypatrzyły nas. I tylko łan dojrzewającego zboża i krzyk cioci: nie wolno! - je zatrzymał, bo w innej sytuacji na pewno by do nas dołączyły.



Piaszczyste drogi, olchy i tylko wierzb, które kiedyś tu rosły, brak.



Za to przywitały nas bociany. Długo, długo stały, pozwoliły się obfocić, po czym, nagle oba zerwały się i odleciały.



Nie poszliśmy na więcej spacerów, bo i pobyt nasz był krótki i obfitował w inne wydarzenia, takie jak ślub brata, odwiedziny mojej szkoły średniej, grile i spotkania z rodziną. Cieszę się jednak ogromnie, że mieliśmy czas dla siebie i tylko dla siebie. To wyjątkowe uczucie :)

niedziela, 26 lipca 2015

Irlandia przywitała nas deszczem...




...i chłodem, czyli wszystko jest tak, jak być powinno.



Wracając z Polski, z 35 stopni do 15-17, odczuliśmy różnicę od pierwszej chwili. Na szczęście auto czekało na nas w całości, dzieciaki wskoczyły do środka, chwyciły swoje misie(które pilnowały samochodu na parkingu lotniskowym), otuliły się kocem i od razu poszły spać.



Dziś umieszczam pierwszy, bardzo ogólny wpis, po 3 tygodniowej przerwie. Szerzej będzie niedługo; teraz muszę ogarnąć dom i bagaże, wrócić do rzeczywistości, przygotować dzieci do szkoły, itp.

Byliśmy w Wilanowie, niestety, nadchodząca burza nie pozwoliła nam zostać tam długo. Zrobiłam dosłownie kilka zdjęć.



Odwiedziliśmy Centrum Nauki Kopernika, a przy okazji dziewczyny przywitały się z Syreną nad Wisłą:



Wędrowaliśmy po Starówce...



Pojechałam do Leśnej Podlaskiej, gdzie "parę lat temu" uczęszczałam do Technikum Ogrodniczego.


Spędzaliśmy leniwie czas na wsi w Białce....



I oczywiście.... bawiliśmy się przednio na weselu mojego brata:









...ale o wszystkim będzie więcej i szerzej w swoim czasie.





Trzy tygodnie w Polsce upłynęły jak chwila, dosłownie! Czas spędziliśmy wspaniale! Zrobiliśmy więcej, niż zamierzaliśmy, choć oczywiście nie udało się spotkać ze wszystkimi.

Dziękujemy Rodzinie, Przyjaciołom za cudowne przyjęcie!