Nie był to może najpiękniejszy dzień ale byłyśmy z dziewczynkami na spacerze nad Barrow. Po drodze udało mi się pstryknąc kilka fotek, co przy udziale dwóch skręconych dzieci, nie jest takie proste.
Najpierw były fiołki:
Tak, jak na nie przystało, schowały się pod drzewami. Ponieważ jednak było ich całkiem sporo, nie sposób ich nie zauważyć.
Potem tarniny, których całe mnóstwo rośnie nad rzeką:
Powoli zaczynają rozwijać kwiaty.
A po drugiej stronie rzeki - bazie:
Co prawda już tylko żółcą się, ale wyglądały uroczo.
Ze spaceru "przytargałyśmy" do domu kilka gałązek, które włożyłyśmy do wazonu:
Dziś też wyjęłam pierwszą wielkanocną kartę!
Z krótkich gałązek powstał mały bukiecik w koniakówce:
A dziewczynki oczywiście mają swój:
Całe szczęście fiołki zerwały tuż przed przyjściem do domu, więc nie pogubiły ich.
A to goździki sprzed ponad tygodnia:
Nawet nie myślałam, że tyle wytrzymają, bo bardzo często te dwukolorowe szybko padają powalone chorobą.

