Pokazywanie postów oznaczonych etykietą torty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą torty. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 17 lutego 2015
Dziś obchodzimy....
Małgosi urodziny.
Doszły już karty z życzeniami i drobne podarunki... a z samego rana, tradycyjnie w pidżamach.... świętowaliśmy ten dzień:
Wyjątkowo wszyscy razem, bo nawet Artur jest w domu:
Młoda wydaje się być zadowolona:
Jeszcze wczoraj wieczorem ciasto wyglądało tak:
Napis zrobiłam rankiem po tym, jak masa zesztywniała; pierwszy raz robiłam taką masę i dekorowałam innym sprzętem niż rękaw. Średnio też jestem zadowolona z rezultatu. Najważniejsze jednak, że krem smakuje i się podoba - przypadkowo wyszedł kolor pistacjowy.
Dekoracje robiłam sobie takim pistoletem:
-rozłożony na części pierwsze po myciu
- złożony, gotowy do pracy, po napełnieniu kremem
Do tej pory używałam tylko rękawa i mam do niego przyzwyczajoną i bardziej stabilną rękę. Używając pistoletu... dekoracje wyszły trochę gorzej; częściowo jest to też wina kremu, który powinien być sztywniejszy. Robiony na bazie ubitych z cukrem białek i roztarty z masłem. Przepis od Marty Stewart, a sprawdzony na Moje wypieki. Prawie mi wyszedł mimo, że użyłam termomiksu, (ubijanie białek na parze miałam z głowy, bo wrzuciłam wszystko do misy, włączyłam podgrzewanie i mieszanie). Przebiłam jedynie białka - termomiks ma jednak o wiele większą moc i nie wzięłam(dlaczego???) tego pod uwagę. Stąd produkt końcowy nie był taki puszysty, ale jak na pierwszy raz i próbę termomiksową, uważam za udany.
środa, 12 listopada 2014
Szkolny projekt najstarszej...
...który powstawał z udziałem rodziców.
Dzieciaki w czwartej klasie miały przygotować "edible project" czyli dosłownie: jadalny projekt. Nie wiedziałam początkowo o co chodzi, jak to jadalny? Małgosia oczywiście się zgłosiła razem z koleżanką, bo obie stwierdziły, że będzie to cukierkowy pałac, który zrobię ja, bo przecież potrafię takie rzeczy(nie powiem, ze nie było mi miło :) ale z kolei ta praca...)
Wczoraj po południu, po wcześniejszym przemyśleniu sprawy i zgromadzeniu produktów, powstało to:
Widok z góry, może niezbyt imponujący...
I z boku:
Kolorowe okienka powstały przez przypadek. "Zamontowałam" tam kolorowe cukierki, ale te, po 10 minutach, zaczęły się rozpuszczać w śmietanie. Wydłubałam je czym prędzej - niszcząc nieodwracalnie konstrukcję okien, ale zyskując kolory:
Dzieciaki w czwartej klasie miały przygotować "edible project" czyli dosłownie: jadalny projekt. Nie wiedziałam początkowo o co chodzi, jak to jadalny? Małgosia oczywiście się zgłosiła razem z koleżanką, bo obie stwierdziły, że będzie to cukierkowy pałac, który zrobię ja, bo przecież potrafię takie rzeczy(nie powiem, ze nie było mi miło :) ale z kolei ta praca...)
Wczoraj po południu, po wcześniejszym przemyśleniu sprawy i zgromadzeniu produktów, powstało to:
Widok z góry, może niezbyt imponujący...
I z boku:
Kolorowe okienka powstały przez przypadek. "Zamontowałam" tam kolorowe cukierki, ale te, po 10 minutach, zaczęły się rozpuszczać w śmietanie. Wydłubałam je czym prędzej - niszcząc nieodwracalnie konstrukcję okien, ale zyskując kolory:
Z drzwiami już nie kombinowałam, bo wszystko nasiąkało wilgocią śmietany. Nawet niby płotek na 2 piętrze, wykonany z pianek, zaczął delikatnie podsiąkać. Zaryzykowałam i go zostawiłam.
Dziś, tuż przed wejściem dzieci do szkoły, pojawiałam się z ciastem. Wywołało sensację - choć przyznaję, ze nie było to dzieło wysokich lotów. Chyba najbardziej wprawiło w zadziwienie tym, że zostało wykonane w domu! Coś takiego! W domu!!!!
Projekt zaliczony. Ufff... ulga.
niedziela, 5 sierpnia 2012
Tort orzechowo-czekoladowy
Sprawdziłam następny przepis na tort.
Kolejne ciasto, które gwarantuje brak zakalca - jest całościowo wilgotne zaraz po upieczeniu, do tego ciężkie i intensywnie orzechowe. Dodajmy do tego jeszcze rum i czekoladę...
Całości nie pokazuję, bo już nie ma. Pozostało tylko trochę. Rano zdołałam zrobić zdjęcie połówce - tort skończyłam przygotowywać wczoraj wieczorem - i całe szczęście.
Jak widać nie jest ozdabiany, bo nie o to chodziło. Chciałam tylko wypróbować przepis.
Podobno nadaje się do zamrożenia - właśnie sprawdzam. Zobaczymy jak zachowa się po rozmrożeniu.
Ciasto wlałam do swojej dużej tortownicy(25 albo 28cm) i wypełniona była ona pod sam wierzch - dosłownie. Nie urosło jednak dużo, może ok. 1cm powyżej. Tort pochłania cały tuzin jaj i prawie pół kilograma zmielonych orzechów włoskich. Mąki w nim nie ma.
Masa, którą jest przełożony, zrobiona została z masła i czekolady. Zastanawiałam się nad tym połączeniem, ale jest doskonałe; może za sprawą minimalnego dodatku rumu? Jak widać na zdjęciach, masy używa się bardzo oszczędnie - porcja z przepisu wystarcza dokładnie na cienkie posmarowanie dwóch krążków. I więcej jej nie potrzeba. Do tego polewa czekoladowa na wierzch i... można próbować.
Artur skrytykował ten tort - podobnie, jak kawowy. Nie jest rewelacyjny - to jego słowa. Ja z kolei od razu go polubiłam za orzechy i czekoladę.
Wiem już, że ciasto upiekę dzień wcześniej, żeby ostygło na spokojnie.
A z wieści ogrodowych...
Kolejny powojnik zaczyna kwitnienie - 'Polish Spirit' - kolor jest zdecydowanie ciemniejszy, niż pokazują zdjęcia.
Poniżej zapowiedź tego, co będzie dalej...
Czy ja już wspominałam, że uwielbiam powojniki?
niedziela, 3 czerwca 2012
Poniedzielnie
Dzisiejsza niedziela upłynęła pod znakiem ciasta-tortu migdałowo kawowego.
Zaczynam wypróbowywać przepisy przed uroczystością, która gdzieś tam przyszłościowo się kroi. Chcę mieć sprawdzone ciasto, w zasadzie tort, który nie byłby przekładany masą śmietanową, kremem na bazie budyniu, jednym słowem tort, który nie musi stać w lodówce. Będzie ona wtedy przepełniona jedzeniem - pachnącym mocno i bynajmniej nie ciastowo.
Ze względu na powyższe, wczoraj powstało to ciasto:
Przepis zaczerpnęłam z książki Anieli Rubinstein - "Kuchnia Neli". Jest to tort migdałowo kawowy i powiem Wam, że kawowy to on jest naprawdę! Migdały nadają ciastu specyficzną konsystencję i wilgoć.
Ciasto opiera się na jajkach, zmielonych migdałach, mielonej kawie i cukrze. Brak mąki, proszku do pieczenia. Na całej wysokości jest jednakowe, nie ma problemu z zakalcem. Krem z kolei to masło, cukier puder i kawa.
Wierzch pokryty jest polewą kawową - a jakże! - bardzo twardą, która tworzy niemalże szklistą powierzchnię. Na pierwszym zdjęciu widać okręgi w jakich zastygła, kiedy tylko wylałam ją na ciasto. To, co zdążyło spłynąć po bokach, zastygło w "kolumienkach".
Tort jest niesamowicie słodki; wystarczy jeden cieniutki plaster tortu(ok.1,5cm szerokości) żeby się zasycić - tak też opisała go autorka. Po raz pierwszy widziałam Artura, który nie wziął dokładki! Ja sama zjadłam dwa dość spore kawałki i od rana do 16-tej nie tknęłam niczego.
Dziewczyny zachwyciły się tym ciastem. Gosia i Monika zjadły po dwa kawałki w ciągu dnia. Izabela też spałaszowała jeden. Jak na moje córki, jest to przypadek niezwykły, bo one zwykle ciast nie jadają. Zwykle. Niektóre torty im smakują. Jak widać kawowy jest tym dobrym.
Co jeszcze?
W czasie wyrabiania ciasta jedyna trudna rzecz to wymieszanie bardzo gęstej, wręcz stałej, masy migdałowo cukrowej z ubitą pianą z białek. Robiłam to partiami i bardzo, bardzo powoli udało się.
Na pewno upiekę go jeszcze raz, żeby być pewną, że wyjdzie w przyszłości i że nie będzie żadnych niespodzianek. Muszę przemyśleć też koncepcję ubrania wierzchu. Polewa zastyga w ciągu 2-3 minut, więc pozostają jakieś pisaki lukrowe lub coś w tym stylu.
Póki co... jest jeszcze czas.
Dziewczyny zachwyciły się tym ciastem. Gosia i Monika zjadły po dwa kawałki w ciągu dnia. Izabela też spałaszowała jeden. Jak na moje córki, jest to przypadek niezwykły, bo one zwykle ciast nie jadają. Zwykle. Niektóre torty im smakują. Jak widać kawowy jest tym dobrym.
Co jeszcze?
W czasie wyrabiania ciasta jedyna trudna rzecz to wymieszanie bardzo gęstej, wręcz stałej, masy migdałowo cukrowej z ubitą pianą z białek. Robiłam to partiami i bardzo, bardzo powoli udało się.
Na pewno upiekę go jeszcze raz, żeby być pewną, że wyjdzie w przyszłości i że nie będzie żadnych niespodzianek. Muszę przemyśleć też koncepcję ubrania wierzchu. Polewa zastyga w ciągu 2-3 minut, więc pozostają jakieś pisaki lukrowe lub coś w tym stylu.
Póki co... jest jeszcze czas.
hrabina.ee, niedziela, 03 czerwca 2012
sobota, 18 lutego 2012
Jeden z dwóch...
...tortów.
Jego poprzednik został już zjedzony, rozdany, jednym słowem go nie ma:)
Gosia urodziny obchodziła wczoraj - 17 lutego, dlatego na potrzeby domu upiekłam jeden tort: śmietanowo-brzoskwiniowy.
Dziś zrobiłam drugi, na jutrzejszą imprezę i teraz powędrował chłodzić się w lodówce. Ten jest śmietankowy, taki, jak zrobiłam dla Artura. Już wtedy Małgosi tak posmakował, że zamówiła dokładnie taki sam dla siebie.
Nie jest to wielkie dzieło, ale...

Troszkę kwiatków z opłatka

Troszkę wyciśniętej śmietany...

...tak, żeby tworzyła jakąś teksturę...

...jakieś gałązki...
...jakieś listki...
I tak, na szybko, powstało urodzinowe ciasto. Mam nadzieję, że jutro będzie wszystkim smakować:)
...tortów.
Jego poprzednik został już zjedzony, rozdany, jednym słowem go nie ma:)
Gosia urodziny obchodziła wczoraj - 17 lutego, dlatego na potrzeby domu upiekłam jeden tort: śmietanowo-brzoskwiniowy.
Dziś zrobiłam drugi, na jutrzejszą imprezę i teraz powędrował chłodzić się w lodówce. Ten jest śmietankowy, taki, jak zrobiłam dla Artura. Już wtedy Małgosi tak posmakował, że zamówiła dokładnie taki sam dla siebie.
Nie jest to wielkie dzieło, ale...
Troszkę kwiatków z opłatka
Troszkę wyciśniętej śmietany...
...tak, żeby tworzyła jakąś teksturę...
...jakieś gałązki...
...jakieś listki...
I tak, na szybko, powstało urodzinowe ciasto. Mam nadzieję, że jutro będzie wszystkim smakować:)
hrabina.ee, sobota, 18 lutego 2012
Jeden z dwóch...
...tortów.
Jego poprzednik został już zjedzony, rozdany, jednym słowem go nie ma:)
Gosia urodziny obchodziła wczoraj - 17 lutego, dlatego na potrzeby domu upiekłam jeden tort: śmietanowo-brzoskwiniowy.
Dziś zrobiłam drugi, na jutrzejszą imprezę i teraz powędrował chłodzić się w lodówce. Ten jest śmietankowy, taki, jak zrobiłam dla Artura. Już wtedy Małgosi tak posmakował, że zamówiła dokładnie taki sam dla siebie.
Nie jest to wielkie dzieło, ale...
Troszkę kwiatków z opłatka
Troszkę wyciśniętej śmietany...
...tak, żeby tworzyła jakąś teksturę...
...jakieś gałązki...
...jakieś listki...
I tak, na szybko, powstało urodzinowe ciasto. Mam nadzieję, że jutro będzie wszystkim smakować:)
czwartek, 13 stycznia 2011
Nowy przepis na tort
Wczoraj zrobiłam tort, właściwie go dokończyłam, bo przygotowania zaczęłam dzień wcześniej.
Przepis od Dorotus - tort brzoskwiniowy.
Ponieważ, akurat w momencie robienia przez mnie zakupów, nie było double cream(czyli naszej śmietany o zawartości tłuszczu coś koło 50%) kupiłam zwyczajną, tłustą. Na wszelki wypadek dodałam troszkę żelatyny do kremu, bo nie wyszedł aż taki sztywny. Po tych zmianach tort trzymał kształt. Siostra, która wprost kocha sernik nowojorski - przepis od Małgosi - stwierdziła, że teraz ma on konkurencję.
To musi być coś, bo ona potrafi zjeść pół sernika w jeden dzień(akurat tego sernika, podkreślę).
Dodam jeszcze, że nawet moje dzieci, które generalnie ciast nie jadają, wpierniczyły - bo nie zjadły - po dużym kawałku tortu.
Na pewno jest kaloryczny, bo masa nie dość, że z tak tłustej śmietany, to na bazie batoników milkyway. Ale czego się spodziewać po tortach? Chyba nie tego, że będą mieć 0 kalorii:)))
Tak wygląda w środku:
Następnym razem dodam więcej brzoskwiń do kremu - stonuje to jego słodycz.
Sprawdziłam tutejsze blaty z ciasta - nie jest to typowy biszkopt(nie miałam czasu na pieczenie swojego), ale przesiąka dość dobrze i jest miękki. Jedynie kształt typowej tarty może komuś przeszkadzać, ale wyższy brzeg zawsze można odkroić.
Nie jestem dobra w dekoracji, poza tym czas mnie gonił, bo robiłam ciasto między odbieraniem Moniki z przedszkola, a jazdą po Małgosię. Schrzaniłam też podstawę; zaczęłam robić na takiej desce do krojenia i potem, niestety, przełożyć już się nie dało.
Subskrybuj:
Posty (Atom)