Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolorowe wzory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolorowe wzory. Pokaż wszystkie posty
sobota, 7 grudnia 2013
Pudełka na drobiazgi
Zrobione w miarę szybko, funkcjonalne i pasujące do dziewczęcego pokoju. Gosia naprawdę potrzebowała jakichś pojemników na swoje drobiazgi, porozrzucane po półkach. Ponieważ ma najmniejszy pokój, w dodatku dość wąski, nie ma tam miejsca na jakieś większe szafki. Jak chyba wszystkie dzieci w jej wieku, posiada mnóstwo pierdułek, które trzeba gdzieś poupychać. Miałam pleść wiklinowe koszyki, ale doszłam do wniosku, że nie lubimy się z papierową wikliną, więc nic na siłę.
W markecie, wybierając pudło na przeniesienie zakupów, zwracałam uwagę na to, żeby było ładne(mam na myśli nie pogięte), mocne i i niezbyt wielkie. Po prostu pasujące do naszych półek.
Jeszcze nie wiedziałam, jak je ozdobię, ale któregos dnia, szukając materiałów na podkładki, wpadł mi w ręce karton ścinków podklejonych papierem.
Kiedyś dostałam takie próbniki zasłonowe, gdzie każdy kawałek materiału jest podklejony dookoła papierem. Próbowałam to odrywać, odmaczać, cuda tworzyłam, ale klej zawsze zostawał. Wkurzyłam się w końcu i po prostu poodcinałam paski razem z materiałem. Strat było sporo. Pierwsze porcje pasków wyrzuciłam do kosza, a kolejne, wiedziona jakimś przeczuciem, schowałam do kartonowego pudełka. I właśnie teraz te paski wpadły mi w ręce i od razu też przyszedł pomysł, jak je wykorzystać.
Pomógł mi w tym klej PVA - genialny, stosowany przeze mnie prawie do wszystkiego. Pudełka okleiłam paskami, a klej dodatkowo wzmocnił wszystko, bardzo dobrze usztywniając całość. Oto efekt:
I zbliżenia pudełek:
Zapewne nie wykorzystałabym już tych ścinków, gdyby nie potrzeba uporządkowania drobiazgów. Ponieważ mam jeszcze całkiem niezły zapas, powstaną kolejne pudełka, tym razem do pokoju młodszych dziewczyn.
Skoro już jesteśmy w pokoju Gosi, to pokażę też część wzoru wróżkowo-kwiatowego. Wzór powstaje powoli, jest odręcznie malowany, stąd każdy kwiat nieco inny, a i linie nie są idealne.
Część elementów jest lekko błyszczące, dzięki lakierowi zmieszanemu z brokatem.
Efekt błyszczących kwiatów, czy też sukienek, najlepiej widać o zachodzie słońca, kiedy wpadające do pokoju promienie, rozsiewają błyski na ścianie.
Jeszcze pozostało domalować ze dwie wróżki, może jakieś motylki, gałązkę lub dwie.... i obrazek na ścianie będzie gotowy.
wtorek, 24 lipca 2012
Szydełkowa piłka-pufa
- Nie napisałam tego poprzednio, więc małe uzupełnienie odnośnie piłki.Wypchana jest wkładem poduszkowym - nie wiem, jak to się prawidłowo nazywa. Wygląda jak biała wełna. Do tej piłki weszły wkłady z 3 sporych poduszek - nie jaśków, ale takich poduszek, na których się śpi. Ze względu na tę ilość, piłka jest dość sztywna i czasem nawet trzyma kształt kuli, pod warunkiem, że nikt na niej wcześniej nie siedział.I tu mamy odpowiedź na pytanie, czy można na niej siedzieć. Tak, można, tylko piłka nie wraca samoistnie do swego kulistego kształtu. Trzeba to zrobić ręcznie.W moim domu służy - i doskonale się sprawdza - jako pufa(puf?).Dlaczego nie zrobię kolejnych? Mimo dość szybkiego powstawania wielokątów, jest to praca troszkę nudna. Wytrzymałam tylko dlatego, że chciałam się pozbyć sporej ilości akryli. Jestem jednak pewna, że kolejny raz utknęłabym w jakimś punkcie i... to byłby koniec kolejnej piłki:) Nudzi mnie powtarzanie takich samych dziergadeł. Wyjątkiem były tu kolorowe szydełkowe pokrycia jaśków. To się robiło fantastycznie(Ula, czy podesłane zdjęcia i opis są zrozumiałe? Moja siostra twierdzi, że nie potrafię tłumaczyć, bo stosuję zbyt dużo skrótów myślowych, więc jeśli zrozumiesz moje opisy, to według niej jesteś geniusz).hrabina.ee, środa, 25 lipca 2012 , Robótki/ My handmaded work Komentarze (5)
- I znowu będzie o szydełkuTak mnie jakoś ostatnio naszło. Szydełko i szydełko. Choć przyznaję, że jest to moje ulubione narzędzie. Z drutami też się już zaprzyjaźniłam za sprawą Splocika, ale jednak to szydełko zdobyło przewagę.Co się kryło za tymi wszystkimi pięcio- i sześciokątami?Persjanka pierwsza wpadła na właściwy trop. Piłka.Oto i ona:Dlaczego ją zrobiłam? Sama się dziś zastanawiam. Wpadła mi w oko, kiedy przeglądałam wzory. Była piękna, niebiesko-biała i od pierwszej chwili po prostu mnie zachwyciła.Miałam zachomikowanych kilka resztek włóczkowych, do tego większe ilości akryli... wszystko w takich pastelach......i żeby to wszystko wykorzystać, zaczęłam szydełkować.Piłka składa się z dwóch identycznych połówek, a każda połówka to 5 pięciokątów i 10 sześciokątów. W sumie 30 elementów, które powstawały dość szybko, potem chwilka łączenia i mamy gotowy produkt.A tutaj już Izabelka, która od razu zaanektowała piłkę. Widać też dobrze rozmiar zabawki......która nie jest wcale taka mała.Projekt zakończony, więcej go powtarzać nie zamierzam.
poniedziałek, 11 czerwca 2012
Jeszcze jedna poduszka
...ale na tym już koniec.
Monika przygarnęła "syrenkową" poduchę, ale cały czas buczała, że chce coś z różowym i że ten fioletowy to był jej, itp...
Zabrałam się więc za pracę i wykończyłam trzecią poduszkę:
Wyszła spod mojego szydełka jako ostatnia, mimo że przód powstał jako pierwszy. Potem zawsze czegoś brakowało: a to chęci, a to włóczki, a to chęci i jeszcze chęci.
Tył dostał to "muśnięcie" różem:
Może więcej niż muśnięcie, ale tak w tej chwili musi być. Dziewczyny są na etapie różu i koniec. Małgosia już mniej, ale Monika...
Kiedy już okres poduszkowy gdzieś za nami, czas na coś nowego.
Uszyłam pokrowce na kanapę - drugi bok, który składa się z trzech złączonych poduch. Pozostała tylko część środkowa i kanapa będzie jak nowa. Pod warunkiem, że upiorę to, co pobrudziło się przez kilka miesięcy użytkowania.
Przy okazji wizyty maszyny do szycia na naszym stole, ukończyłam to, co było przypięte szpilkami od... pół roku? Wystarczyło tylko przejechać zwykłym ściegiem, bądź ściegiem do dzianin. Praca krótka, ale wymagająca tyle mojego wysiłku i samozaparcia.
Zaraz po maszynie szydełko poszło w ruch. Powstało sześć takich pięciokątów:
Wszystkie mniej więcej równe.
Teraz szydełkują się kolejne elementy w odcieniu mięty:) ale na nie jeszcze przyjdzie troszkę poczekać.
Tutaj musi zostać wpisane coś, co poruszyło moich sąsiadów po raz drugi:
Po miesiącu od pierwszego mycia auta, umyłam go po raz drugi!
Sama.
Trwało to ponad godzinę(tylko, bo tym razem nie wczułam się zbytnio), ale ostatecznie mój kombiak jest troszkę więksiejszy niż inne auta, to i czasu potrzebuje więcej.
Dziś zaopatrzyłam się w odpowiedni sprzęt do mycia - na następny raz.
Podziwiam sama siebie, a mój renault pewnie zadziwiony jeszcze bardziej. W ciągu jego 2,5 rocznego pobytu u nas, nigdy jeszcze nie była tak często szorowany; raz na pół roku, raz na trzy miesiące i to w myjni - całe 10 minut.
Teraz jeszcze dostał takie coś w spray'u na czarne listwy i inne plastikowe części. Sama wcierałam i polerowałam, więc muszę nadmienić:)
Wygląda młodziej o parę lat.
wtorek, 15 maja 2012
Poduszki do pokoju dziewczynek
Pierwsze dwie poszewki skończone. Jeszcze raz przypomnę, że wzór brałam z tego miejsca.
Tył inny, żeby się nie nudziło. Nierówne te paski kolorów, bo wykańczałam włóczki.
Zapięcie najłatwiejsze z możliwych...
..dwa sznureczki na szydełku
Druga w innych kolorach:
I razem:
Myślę, że wyszły całkiem przyjemne. Pozostała do zrobienia jeszcze jedna.
piątek, 13 kwietnia 2012
Kolorowy wzór szydełkowy
Pod wpływem jednego z filmików "Crochet geek" chwyciłam za szydełko i postanowiłam spróbować zrobić coś podobnego. Początkowo wydawało mi się skomplikowane zapamiętanie ilości słupków: raz 6, raz 19, to znów 7, to 4... ale jak już się w to wejdzie...
Efekty są takie:
to około pół godziny pracy.
A to po kolejnej godzince. Może i szybkość nie jest porywająca, ale jak dla mnie super! Szybko nie szydełkuję, więc ten imponujący przyrost zaskakuje mnie samą.
Co z tego będzie? Kiedy zaczynałam, to przyznaję, nie miałam pomysłu, ale Monika, po pierwszym rzucie oka na robótkę, zaanonsowała wszystkim, że to jej poduszka:)
sobota, 21 stycznia 2012
A u nas wciąż zmiany
Coś dodajemy do domu, przemalowujemy, przestawiamy...
Od dwóch dni nasz pokój dzienny funkcjonuje jako skład płyt:
Wszelkie rozmiary, długości...
Wszędzie panuje bałagan, trociny unoszą się w powietrzu, płyty zasłaniają kominek..
Pierwszy efekt to wisząca półka na książki, wmontowana w stelaż domu. Wszystko obliczone na ilość książek, które posiadamy i przeliczone na energię dzieci; uwzględniony został też współczynnik ich katastroficznej pomysłowości:
Półki w trzech biblioteczkach zostaną wzmocnione dodatkowymi deseczkami, boki będą skręcone na dodatkowe śruby.
W pokojach dziewczyn - nie zdążyłam jeszcze zrobić zdjęć - stanęły po dwie szuflady wsuwane pod ich łóżka. W przyszłym tygodniu dojdą półki na ścianach - też wmontowane w stelaż domu - wiadomo dlaczego:))
Tymczasem na jadalnianym żyrandolu wisi sobie to:
Elementy z narożnej półeczki, którą systematycznie rozkręcam i maluję poszczególne jej elementy i elemenciki. Praca dość przyjemna, aczkolwiek rozciąga się w czasie, bo kolejne warstwy trzeba szlifować i malować, i szlifować, i znów malować. Warte jednak to wszystko efektu końcowego.
W międzyczasie - jak zwykle u mnie - powstaje równie powoli, w niemalże ślimaczym tempie, malowidło na ścianie:
Powtórzenie motywu z lustra, z tym, że malowane z pamięci, więc każdy krzak będzie inny; Praca trwa już miesiąc, a gdyby policzyć początek, kiedy postawiłam pierwszą fioletową kreskę na korytarzu... to pewnie dłużej niż pół roku.
Siostra prorokuje, że w momencie, kiedy będziemy się wyprowadzać z tego domu, na pewno zakończę malowanie wszystkich pomieszczeń:) Zobaczymy. Może uda mi się troszkę wcześniej?
Subskrybuj:
Posty (Atom)