Upiekłam rogaliki drożdżowe dla dzieci. Jedne waniliowe, a drugie z cynamonem
Iza, jak zawsze napaliła się, że będzie jeść, a potem wyszło jak zawsze. Powiedziała, że może później, a w końcu nie zjadła wcale.
Za to Monika jadła na potęgę, a potem zamówiła kolejną porcję.
Izka za to się postarała w innej dziedzinie. W szkole grali sobie w tenisa i walnęła się w rękę rakietą. W zasadzie w palucha. Szkoła mnie wezwała i pojechałam do lekarza na szybkie oględziny, bo kciuk był opuchnięty strasznie. Bałam się, że wybity ze stawu. Na szczęście lekarz stwierdził, że staw działa w porządku.
W domu poszedł w ruch altacet i lód. Obyło się nawet bez środków przeciwbólowych, a następnego dnia palec był w pełni "sił witalnych".
Iza wzięła też udział - już drugi raz - w zawodach lekkoatletycznych i tym razem dostała złoty medal w sztafecie i srebrny w biegu na 60m. I tu ciekawostka: srebrny medal ktoś jej ukradł!!! kiedy poszła biegać. Wyobrażacie sobie?
W mieszkaniu trochę wiosny:
Zapach niesamowity
Do tego te piękne kwiaty...
...jakby odlane z wosku.
Monika namówiła mnie kolejnego dnia na zrobienie pączków, takich szybkich:
Zniknęły w mgnieniu oka
Teraz zajmuję się kręceniem róż z materiału. Trzymam je oczywiście w pudełku ozdobionym różami - nie mojej produkcji tym razem.
Moje wyglądają tak:
Powstają dosyć szybko, zdecydowanie szybciej niż na szydełku. I wyglądają zdecydowanie delikatniej, subtelniej.
Ta książka to "The gift" - "Podarunek" - Cecylii Ahern.
Tym ciekawiej się czytało, że akcja osadzona w Dublinie :)
Podczas lotu powrotnego zaczęłam książkę "Zaulek łgarza" . Dostałam ją od mojej koleżanki w PL. Zeby było ciekawiej, to ta książka też osadzona jest w irlandzkiej rzeczywistości :). Koleżanka dostała ode mnie w zamian "Podarynek" Ahern w celach szlifowania języka. I tak każdy zadowolony.


























