wtorek, 30 maja 2017
Maj pełen niespodzianek
Po pierwsze były 10-te urodziny Moniki. W tym roku to ona będzie miała urodzinowe przyjęcie. Każdego roku kto inny obchodzi urodziny w szczególnym miejscu. Dzieci się z tym pogodziły i nie ma protestów.
Przyjęcie Moniki ma być na basenie, ale dopiero po połowie czerwca, kiedy wszyscy już będą wolni, po testach, itp.
Miałam też i ja swoje urodziny... dostałam maszynę... Miał być to singer, ale w sklepie w Dublinie zmieniłam zdanie. janome... więcej o niej innym razem
Dziś odbył się kiermasz ciast i ciasteczek, prowadzony przez 6-te klasy, w celu zebrania funduszy na ich wycieczkę szkolną. Oto co my przygotowałysmy w domu:
W dziedzinie robótek praca wre...
Opakowania na poduchy leżakowe:
Podkładki pod kubki:
...i małe sercowe niespodzianki...
Wszystko - oprócz leżakowca - na prezenty....
środa, 24 maja 2017
Emo z innej strony
Wybraliśmy się na spacer do parku w Emo, ale tym razem ścieżką koło parku, skręcającą później w pola.
W oddali widoczna brama wjazdowa - zamknięta - o czym przekonaliśmy się w momencie, kiedy podeszliśmy do niej z drugiej strony... Skakałam przez płot razem z dziećmi :)
Pola zielone jak ruta:
W lasach jeszcze ostatnie podrygi cebulicy:
Uchwyciłam ten ostatni moment niebieskoći:
...które zaściełaja tutejsze lasy dywanami.
Wśród pól natknęliśmy się na stadko saren:
Odwracając się plecami do zwierząt, widzimy w oddali pałacyk w Emo:
Po przeskoczeniu ogrodzenia już prosta aleja do dworku:
wtorek, 16 maja 2017
Codzienność okraszona kwiatami
Po pięknej pogodzie pojawił się deszcz. Skorzystałam z okazji i zrobiłam kilka fotek. Potem zakwitły mi irysy i też je obfociłam. Dzisiejszy wpis przepleciony więc będzie zdjęciami kwiatów.
Szkoła nieuchronnie zbliża się do końca. Dyrektor właśnie rozesłał maile z ostatnimi wiadomościami majowymi.
Podoba mi sie jego podejście do tych spraw: wszystkie informacje zebrane na dwóch stronach, krótko, zwięźle i przejrzyście. Do tego nie ma tych ton papieru, które do tej pory dzieci przynosiły ze szkoły ze wszelkimi informacjami. To jest duży plus dla nowej władzy.
Generalnie uważam, po prawie 9 miesiącach rządów nowego dyrektora, że udało mu się tchnąć więcej życia w szkołę. Zyskała ona już podczas tych kilku miesięcy. W końcu strona internetowa działa, jak należy, będzie też można dokonywać płatności kartą, a nie wysyłać pieniądze w kopertach.
Oprócz oczywistych świąt i okazji(np. Halloween), dyrektor wprowadził dodatkowe atrakcje i dni szczególnie celebrowane, jak np. Dzień Wody(projekty do zrobienia i przebieranki), Dzień Książki(przebieranki), tydzień sportu - całe 5 dni najróżniejszych aktywności prowadzonych przez różnych sportowców.
Minusem jest zorganizowanie wycieczki dla 6 klas na dwa dni. Nie zostało to skonsultowane z rodzicami, a znaczący jest koszt takiej imprezy. Mimo mojego niezadowolenia, musze mu oddać sprawiedliwość - organizuje dwa kiermasze w szkole, które mają zasilić budżet szkoły, a w zasadzie 6 klas. Zarobione pieniądze zostaną dołożone do wycieczki i tym sposobem szkoła obniży koszt wyjazdu.
Poniżej powojnik montana, odmiana pełna:
Zbliżenie na jego kwiaty:
Mamy już wyznaczone terminy egzaminów z angielskiego i matematyki: 24 maj i 1 czerwca. Potem zacznie się już takie odklepywanie lekcji :)
Aż wierzyć mi się nie chce, że to już końcówka! A dla Gosi koniec podstawówki! Trzeba będzie obmyśleć coś na pożegnanie...
Ponieważ pogoda raz dopisuje, a raz nie, wybieramy się tylko na bardzo krótkie, lokalne spacery. Zdjęć aż tak dużo nie robię, bo Iza anektuje aparat :) Poza tym, razem z Arturem, cieszymy się otaczającą zielenią i spokojem. Chłoniemy wiosnę, która teraz przeżywa swoje najlepsze tygodnie.
W planach mamy wizytę w Dublinie i to już w ten weekend. Jest to połączenie załatwiania interesów i przyjemności. Artur spotka się z Plunketem, ja pójdę z dziećmi do muzeów, a potem muszę koniecznie obejrzeć maszynę do szycia, którą małżonek dla mnie wypatrzył. Było ze trzy obstawione modele: janome, brother i singer.
Mój mąż, jak już się z czymś uprze, to koniec. Janome nie jest dostępna na europejskim rynku - ten konkretny model. Potem poszedł jakiś brother na tapetę. W końcu A. zadzwonił do sklepu z maszynami w Dublinie i przeprowadził dyskusję ze sprzedawcą, po ktorej to okazało się, że ma dla mnie wymarzony model. Nie za drogi, nie za tani, bez elektroniki, z 23 ściegami(bo prawda jest taka, że potem i tak używa się kilku; to tak jak z pralkami i milionem programów do prania).
Moja przyszłościowa maszyna to singer 4423 heavy duty. Obejrzałam recenzje z Australii,a potem okazało się, że Intensywnie Kreatywna też o niej co nieco powiedziała. Chyba klamka zapadła, tym bardziej, że cenowo nie jest aż tak wyjechana w kosmos...Dublin pokaże, czy sie pokochamy z singerem czy nie :)
sobota, 13 maja 2017
Cięcie materiału i nowa bluzeczka na lato...
Poprzednio pokazywałam tę bluzeczkę:
Tym razem powstała taka:
I szczegóły rękawka:
Plecionka dosyć krótka, bo nie bardzo miałam z czego ja pleść :) wolałam pozostawić dłuższe końce.
Bluzeczka powstała z tego:
Izabelki zbyt krótka sukienka zamieniła się w koszulkę:
Dół musiałam tylko wymyśleć i postawiłam na warkoczową plecionkę, podobną do tej przy wycięciu szyi.
Z łańcuszka dżinsowego powstało opakowanie na donice:
...donice z miętą
Pozostało jeszcze zakrycie górnego rantu... ale możliwe, że pozostawię w takim stanie:
Na Moniki białym podkoszulku namalowałam kota. Na razie jeszcze nie traktowany żelazkiem, ale będzie, dla utrwalenia farby. Rysunek - kopia tego, który dostała od koleżanki z klasy :)
A szydelkowo też się dzieje... Powstało kilka kompletów. Oczywiście z konkretnym przeznaczeniem.
wtorek, 9 maja 2017
Glendalough po raz kolejny...
Już nie wiem który raz tam jedziemy i zawsze jest pięknie. Teraz wybieramy już trudniejsze trasy, dla zaprawionych wspinaczy :)
Oczywiście zieleń o tej porze roku jest powalająca! Spójrzcie ile jej odcieni świeci na zboczach.
Pozowanie wśród krzewinek borówek:
Może nie najpiękniejsze ujęcie wody, ale za to najstarsza się nie spodziewała niczego i nie pozowowała :)
Kamienie, głazy i wszystko co wzniesione przynajmniej metr nad ziemię, zaliczone!
Zbocze w oddali...
Zaczynamy mozolną wędrówkę pod górę...
Za nami, w dole, też jest na co popatrzeć :)
Na szczycie udało mi się uchwycić z baaardzo daleka dzikie kozy. Pisze też o tym tutaj, jedna z blogerek.
Reszta rodziny czekała, kiedy ja sobie "fociłam". Iza stwierdziła, że teraz wędruje ze mną, bo u mnie coś się dzieje(kozy, których z ich miejsca nie było widać), a u taty nudno...
Maszerujemy dalej. Najmłodsza niezmordowana!
Najstarsza czasem załamana, że to jeszcze tyyyyleeee drogi!
Drzewa i ich cienie...
W dole widoczna trasa wiodąca do wioski górników- zaliczona przez nas parę lat temu, kiedy Iza miała 4 lata.
W końcu relaksacyjnie, bo powoli, po płaskim, w stronę parkingu...
Jeszcze kilka ujęć zieleni:
...i jesteśmy prawie na dole. Najstarsza zkosiła mój sweterek prawie piórkowy. Jak widac dobrze się w nim czuła :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)