Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chleb. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chleb. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 stycznia 2019

Chleb i inne wypieki



Od kilku lat, z przerwami, eksperymentuję z chlebem. Najpierw z tym zwykłym, pszennym, na drożdżach, potem tym na zakwasie.
Różnie bywało, bo co strona, co osoba, to trochę inaczej wszystko jest tłumaczone, a każda wskazówka kluczowa. Dopiero po wielu próbach, w tym kilku nieudanych, poszłam za swoim własnym wyczuciem i pierwszymi doświadczeniami. I chyba tak najlepiej.

W naszym domu, mimo ogrzewania, wciąż jest 17-18 stopni. Dla ciasta drożdżowego czy każdego rosnącego, to tak troszkę mało. Dlatego zakwas w okresie zimowym cały czas stoi na ciepłym grzejniku, a latem tam, gdzie się da, byle złapać trochę energii potrzebnej do procesów.


Poniżej zakwas w słoiku, już ponad półroczny, więc całkiem dobry. Widać w nim pęcherzyki powietrza. Słoik przykryty płótnem ale nie zakręcony. Wieczko tylko leży, żeby przytrzymać szmatkę.



Chleby w tej chwili piekę różne. Najmniej pszennych, jeśli już to pszenno-żytni.  Ten poniżej to właśnie mieszanka, pół na pół żytniej razowej do pszennej.



Chleb żytni wychodzi zdecydowanie mniej rosnący, wilgotny i taki zbity, ale taka już jego uroda.



Zazwyczaj mieszam ciasto wieczorem i zostawiam na grzejniku na noc. Rano wygląda to mniej więcej tak:








Potem wygarniam łyżką do formy




Jak widać specjalnie nie przejmuję się wyglądem. Jak się ułoży, tak jest. Czasem ciasto jest bardziej wilgotne, czasem mniej. Patrzę, aby konsystencja była w miarę luźna. Też nauczyłam  się tego metodą prób i błędów. 



Ciasto przykrywam szczelnie i wstawiam  do piekarnika lekko nagrzanego. Tak sobie rośnie kolejny raz. Czasem 5 godzin, czasem aż do wieczora.

Piekę połowę czasu pod przykryciem, a połowę bez. Skórka wychodzi po prostu obłędna!!!! Przypomina mi tą z dawnych, okrągłych chlebów, które jako dziecko jadłam. Aż trzaskałą pod wpływem krojenia.



Czasem formę wysypię otrębami lub płatkami owsianymi, ale najczęściej tylko delikatnie natłuszczam.  Poniżej chleb pszenny z odrobiną mąki żytniej



A zdjęcia poniżej, to moje pierwsze wypieki pszenne na drożdżach:



Nie były tak dobre, jak obecne, ale i tak na pewno lepsze, niż te w sklepie.




I jeszcze dzisiejszy wypiek: mąka pszenna, razowa przenna i razowa żytnia. Do tego ziarna dyni.






Myślę, że teraz już mogę powiedzieć, że trochę poznałam pieczenie chleba i pracę z zakwasem.

Zachęcam wszystkich do próbowania, bo swojski chleb jest niepowtarzalny, nawet ten najzwyklejszy, pszenny.
Co ciekawe, chleby mieszane lub żytnie, przykryte tylko płócienną ścierką, trzymają się nieźle i smakują dobrze nawet po czterech dniach. Jednak rzadko zdarza się, aby tyle leżały.

środa, 9 marca 2016

Chusta próbna gotowa



Próbna, bo robiona z zamysłem sprawdzenia metody i przy okazji wykorzystania resztek. Chusta wyszła raczej mała, ale niezwykle miła  w dotyku.

Pewnego historycznego ranka, 4 marca, po tym kiedy spadł śnieg, zdążyłam jeszcze wyjść na zewnątrz i zrobić fotkę. Niestety, niebo było kompletnie zasłonięte chmurami stąd ponurackie dość fotki.:




Po południu za to zaświeciło słońce, więc zrobiłam fotki w domu:


Bardzo podoba mi się połączenie kolorów - szkoda, że ten pomarańczowy guccio to był tylko maleńki kłębuszek.


Ładnie wychodzą też te szydełkowe kwiaty, przy okazji "obciążają" brzeg i chusta sama z siebie ładnie się układa.





Co do drugiej chusty, to nastąpiła zmiana planów. Zaczęty począteczek odłożyłam, a zaczęłam z tej samej cieniutkiej włóczki kid mohair, ale tym razem z dodatkiem jedwabiu:



Sam efekt połączenia wełny z jedwabiem urzekł mnie bardzo; do tego jedwab powoduje zwiększenie ciężaru robótki, a co za tym idzie, ładniejszego spływania dzianiny. Sama wełna, przy swojej pajęczej wadze, "kleiła się" do siebie i zawsze trzeba było walczyć z robótką po wyjęciu z woreczka.


Wersja pierwotna wciąż będzie do zrobienia, ale raczej jako ogrzewanie pod szyję, i chyba bez bajerowych kwiatuszków. Natomiast wersja bogatsza powstaje w postaci szerszego szala.



I na koniec chleb domowy ze strony xhaft:



U mnie co prawda nie rośnie prawie wcale, ale za to smakuje wybornie. Maż i najstarsza córka pochłonęli go niemalże w jednej chwili. Ja, osobiście wolałabym czuć smak kwaskowy, dlatego pracuję nad zakwasem i innym chlebem. Niemniej jednak ta wersja pojawi się jeszcze w naszym domu.