Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Co. Cork. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Co. Cork. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 kwietnia 2015

Fota Arboretum House and Gardens, Co Cork



Tym razem była to dłuuuuga wycieczka, bo przejechaliśmy łącznie 500km. Oczywiście nie było to planowane;  zboczyliśmy w pewnym momencie z  autostrady i pojechaliśmy inną drogą. Czas jazdy się wydłużył, ale widoki... niezapomniane.
Głównym celem wyprawy był Fota Wildlife Park, czyli taki ogród zoologiczny. Poleciła nam go znajoma Irlandka(i tutaj kolejny raz sprawdza się to, że większość tubylców ma zupełnie inne wyobrażenie o atrakcji miejsc, ale mniejsza o to) i szczerze powiem, że nie zachwycił nas wcale. Dublińskie ZOO jest naprawdę świetne, natomiast to koło Cork - może za 3-4 lata będzie godne polecenia. O tym jednak, następnym razem.

Trzeba przyznać, że miejsce ma świetne zaplecze i organizację. Ogrom ludzi, potężny parking na łąkach i pan, który przez kilka godzin ustawia samochody w równych rzędach, wyznaczając alejki do przejazdu i odstępy między autami, swoją własną osobą.

Tak to wyglądało, kiedy już miejsce zaczęło się wyludniać, czyli tuż przez 16-tą:




...ludzie wyjeżdżali, a my skierowaliśmy się jeszcze do ogrodów. Całe te zielone przestrzenie, to oprócz parkingów - odgrodzonych barierką - miejsca na pikniki i grę w piłkę, czy inne zabawy na powietrzu:



Na tyłach pałącyku sa kolejne ogromne trawniki - taki przedsmak ogrudu nieformalnego - które także są miejscem piknikowym. Wiele dzieci znajdowało ogromną radość w staczaniu się z małego zbocza:


Oczywiście jakieś przekąski i tego typu rzeczy są dostępne w pałacykowej kawiarni. Stoliki są w środku i na zewnątrz, ceny, jak w tego typu miejscach.

Ruszyliśmy na spacer po parku, wszak o 6 zamykają bramy do całego zespołu: zarówno ZOO, jak i ogrodów.



To ogromne drzewo(jedno), to Cyprysik Lawsona. Dziewczyny koniecznie musiały je zaliczyć.



Potem poszliśmy w kierunku jeziora i zatrzymaliśmy się na krótką chwilę - wygłupy - na ławce:




Jeziorko jest maleńkie w porównaniu z tym w naszym Emo; sam park, podobny do naszego, ale zrobiony na zdecydowanie mniejszą skalę. Za to posiada ogromną kolekcję magnolii, które kwitły właśnie teraz. Jezioro też jest w innym stylu, widać, że zapełniono je roślinami ozdobnymi, obsadzono brzegi, gdy tymczsem nasze w Emo jest siedliskiem dzikiego ptactwa i roślinności i pozostawione jest do dyspozycji naturze.
 

Wiele razy Artur odczytywał nazwy roślin i sprawdzał moją wiedzę, tak z przymróżeniem oka, oczywiście. Zapytał mnie na przykład, co to za kaktus? i po usłyszeniu - araukaria, poszedł sprawdzić:) Dla niego to drzewo pozostało kaktusem i koniec!



Potem weszliśmy między magnolie....










...i kamelie




Otaczał nas niebiański zapach.




Oranżerię już niestety zamknęli i nie mogliśmy jej zobaczyć.










Pobyt w parku był naprawdę ucztą dla zmysłów. W zasadzie uratował on dzień, bo dzieciaki wyszły z ZOO rozczarowane, żeby nie powiedzieć, zdegustowane.



Kolejny plus dla całokształtu, to kierowanie ruchem, kiedy ludzie zaczęli masowo opuszczać obiekt. Samochody były wypuszczane wahadłowo, a barierka z opłatą za parking(to bardzo niemile nas zaskoczyło, wszak wejściówka do ZOO była dość droga) została podniesiona. Dzięki temu korki rozładowano momentalnie, a Fota Park tego dnia i tak zarobił swoje, mógł więc wspaniałomyślnie zrezygnować z kolejnych setek euro z opłaty parkingowej.


O wrażeniach z ogrodu zoologicznego, będzie w następnym wpisie.