Pokazywanie postów oznaczonych etykietą patchwork. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą patchwork. Pokaż wszystkie posty
środa, 10 czerwca 2015
Podkładka z gwiazdą
...doczekała się obszycia lamówką i już jest gotowa do użytku.
Jeszcze raz wspominam - projekt ze strony A spoonfullofshugar, gdzie opisane jest całe tworzenie podkładki.
Szycie jest proste, wymaga tylko cierpliwości i dokładności. Każde odchylenie, nawet maleńkie, powoduje delikatne krzywizny. Ponieważ użyłam jedwabiu, satyny i innych śliskich materiałów, zemściło się to na mnie strasznie. Musiałam kończyć inaczej, niż autorka zaplanowała.
Generalnie projekt podoba mi się bardzo i planuję uszycie kolejnej - mam nadzieję lepszej - podkładki. Tym razem nastawiam się na zwykłe, delikatne płótna i do tego inną kolorystykę.
Używając kolorowych materiałów, zestawiając wzory i gładkie płótno, można naprawdę poszaleć z tym jednym wzorem. Podobnie, jak z każdym patchworkiem zresztą.
Podsumowując: może nie jest to najidealniejszy projekt szyciowy, który wykonałam, może ma nienajszczęśliwszą kolorystykę, ale podoba mi się ze względu na efekt i to, że kolejne doświadczenie z patchworkiem jest za mną.
piątek, 22 maja 2015
I kolejny "piątecek"
Znowu czas przeleciał z prędkością światła. Tym razem tydzień szkolny był krótszy o jeden dzień, bo w Irlandii referendum i nasza szkoła była punktem głosowania. Dziewczyny zadowolone, zakończyły naukę w czwartek, a ja postanowiłam wykorzystać ten szczęśliwy zbieg okoliczności i wstawiłam auto na pełny serwis na pół dnia właśnie w piątek. To, że nie musiałam wozić dzieci ułatwiało sprawę, choć mechanik dał mi samochód zastępczy - jak zawsze, ten sam malutki, 3-drzwiowy(jak ja nienawidzę takich aut!) renault megane. Nie narzekałam jednak, bo mogłam zrobić pełne, piątkowe zakupy i pozałatwiać wszystko, wszak byłam mobilna.
Spieszyłam się z serwisem, bo już przekroczyłam ilość przejechanych mil o ponad tysiąc, a na sobotę mieliśmy zaplanowaną kolejną wycieczkę, która nastukałaby nam kolejne setki. Auto zrobione, wymyte i wypucowane, odebrałam wieczorem i znowu gotowe jest ono na kolejne tysiące mil w nadchodzących miesiącach.
Maszyna do szycia też nie próżnowała, choć ona serwisu jeszcze się nie doczekała. I prawdę mówiąc, nie wiem czy się doczeka, bo powoli zaczynam myśleć o kupnie nowej. Dziś nawet już prawie połasiłam się na singera brilliance 6180, ale po przeczytaniu dziesiątek negatywnych opinii, zrezygnowałam. No nic, na razie jeszcze poszyję na starej, a w przyszłości zobaczymy.
Pierwsza rzecz dociągnięta do końca. Pikowanie zajęło mi mnóstwo czasu i nerwów; w pewnej chwili myślałam, że to rzucę.
Zadowolona jestem z wyglądu, z tego, jak ładnie wyszły mi rogi, jak mięsisty jest ten obrus, ale końcówka szycia dała mi w kość. Moja maszyna już nie daje rady przy zakrętach, małych łukach, szczególnie na biegu wstecznym. Do tego napinacz nici górnej jest totalnie rozwalony, pomagam sobie sposobem "domowym". Efekt jest taki, że schdzi mi znacznie dłużej na pewnych czynnościach. To, czym maszyna mnie jeszcze potrafi udobruchać jest fakt, że szycie 3,4 warst jeansu czy innych grubych materiałów, nie stanowi dla niej problemu.
Jeśli pikowanie, to już po liniach prostych, co oczywiście nie jest tak efektowne. Złamałam 5 igieł w przeciągu 15 minut szycia zakrętasami. W pewnej chwili coś się blokowało i w ułamku sekundy trach! i po igle. Dokończyłam pracę bardzo ostrożnie, szyjąc po większych łukach z półkolach.
Druga skończona rzecz - ręcznik kuchenny lub ociekacz na naczynia(zobaczyłam takie cudo w sklepie za jakieś koszmarne pieniądze i stwierdziłam, że uszyję to sama) - tu szycie szło jak po maśle. Wszystkie linie proste, ściegi gładkie...
Patchworkowy wierzch jest od razu zszywany z wkładem chłonącym - czyli ręcznikiem i spodem, czyli jakąś tkaniną, w tym przypadku kwiatowym płótnem:
Takie szycie daje od razu efekt pikowania. Zaczynamy je od przypięcia szpilkami środkowego paska, po czym naszywamy z dwóch ston kolejne paski, systematycznie rozprasowując szwy. Na koniec lamówka i gotowe.
Podczas postojów, w samochodzie, szydełkuje się już koronka brzegowa w obrusie:
... i powolutku powstają bransoletki dla dziewczynek.
Coś podobnego widziałam w internecie, tylko w znacznie bardziej rozbudowanej wersji. Moja na razie jest taka, ale próbuję różnych metod łączenia i zobaczymy, co wyjdzie dalej.
Najważniejsze dla mnie było znalezienie alternatywy zapięcia metalowego, bądź regulowania supełkowego. Bransoletki są zapinane na ostatni, luźny koralik.
środa, 25 marca 2015
WDiC
...z Maknetą.
Moje plany dziergalniczo-szyciowe uległy ostatnio zupełnej zmianie. Przez ostatnie dwa tygodnie nie doszyłam niczego, ponad to, co zrobiłam wcześniej; dziergałam z doskoku, a wszystko, za sprawą budowania biblioteczki w pokoju najstarszej córy i dokręcaniu miliona półek na jej drobiazgi. Teraz jeszcze czeka mnie malowanie!
Wracając jednak do tematu posta:
Książka nowa - co nie znaczy, że przeczytałam "Prezenterki" - H. Mankell "The eye of leopard". Dziś dopiero zaczynam czytać, więc swoich wrażeń jeszcze nie opiszę, ale znając autora, nie powinnam się zawieźć. Nie jest to seria z komisarzem Wallenderm, ale za to jeden z najlepszych thrillerów psychologicznych, jak reklamują na okładce.
Młody Szwed wyjeżdża do Afryki z osobistą misją, chowaną w sercu od lat. Krótki wyjazd przeistacza się w coś zupełnie innego. Zostaje na kontynencie, w kraju zupełnie różnym od tego, do którego przywykł od dzieciństwa. Dwie dekady spędzone w Północnej Zambii, w pracy, potem na prowadzeniu własnej farmy, na walce z żywiołami tak różnymi od tych w Skandynawii pokazują, że nie zawsze człowiek jest w stanie zrozumieć postępowanie i zachowania tubylców, nawet jeśli z nimi mieszka, pracuje, żyje między nimi.
Mam nadzieję, że książka będzie dobra.
Róbótki... Na górnym zdjęciu widać postęp w szyciu, który nastąpił dwa tygodnie temu. Na razie podkładka pozostaje w tej formie. Szycie jednego okrążenia to około 30-40 minut.
Nic też nie wskazuje na to, że się za nią zabiorę, bo mąż podrzucił mi kilka par spodni mudurowych do wykończenia kieszeni, a przy tym jest sporo zabawy.
Na zdjęciu niżej postępy w szydełku - pozostało mi połączenie jednego rzędu sześciokątów i złączenie tego w twór, który ma być torebką. Zobaczymy. Oczywiście dopiero teraz zobaczyłam, jak śmiesznie układają się kolory...
I serweta, w której przybyło kilka okrążeń, aczkolwiek teraz praca nad nimi postępuje coraz wolniej.
wtorek, 2 lipca 2013
Aktualnie pracuję nad...
...poprawianiem tego, co zrobiłam niedokładnie. Teraz się zemściło i czas najwyższy zabrać się za pracę.
Moja patchworkowa narzuta musiała być od nowa rozpruta(spód i wierzch), złożona jeszcze raz i spięta agrafkami. Potem, zamiast pikowania, przeszyłam ją w milionie miejsc igłą, zawiązałam piękne supełki na wystających nitkach i na koniec ładnie podłożyłam wszystkie brzegi. Sfastrygowałam, po czym odłożyłam na dolną półkę. Narzuta czeka na wykończenie maszyną.
Mam nauczkę. Zamiast spieszyć się z szyciem, a potem poprawiać, należy zrobić od początku porządnie i, choć może troszkę dłużej, to w końcu tylko raz!
wtorek, 24 lipca 2012
Szydełkowa piłka-pufa
- Nie napisałam tego poprzednio, więc małe uzupełnienie odnośnie piłki.Wypchana jest wkładem poduszkowym - nie wiem, jak to się prawidłowo nazywa. Wygląda jak biała wełna. Do tej piłki weszły wkłady z 3 sporych poduszek - nie jaśków, ale takich poduszek, na których się śpi. Ze względu na tę ilość, piłka jest dość sztywna i czasem nawet trzyma kształt kuli, pod warunkiem, że nikt na niej wcześniej nie siedział.I tu mamy odpowiedź na pytanie, czy można na niej siedzieć. Tak, można, tylko piłka nie wraca samoistnie do swego kulistego kształtu. Trzeba to zrobić ręcznie.W moim domu służy - i doskonale się sprawdza - jako pufa(puf?).Dlaczego nie zrobię kolejnych? Mimo dość szybkiego powstawania wielokątów, jest to praca troszkę nudna. Wytrzymałam tylko dlatego, że chciałam się pozbyć sporej ilości akryli. Jestem jednak pewna, że kolejny raz utknęłabym w jakimś punkcie i... to byłby koniec kolejnej piłki:) Nudzi mnie powtarzanie takich samych dziergadeł. Wyjątkiem były tu kolorowe szydełkowe pokrycia jaśków. To się robiło fantastycznie(Ula, czy podesłane zdjęcia i opis są zrozumiałe? Moja siostra twierdzi, że nie potrafię tłumaczyć, bo stosuję zbyt dużo skrótów myślowych, więc jeśli zrozumiesz moje opisy, to według niej jesteś geniusz).hrabina.ee, środa, 25 lipca 2012 , Robótki/ My handmaded work Komentarze (5)
- I znowu będzie o szydełkuTak mnie jakoś ostatnio naszło. Szydełko i szydełko. Choć przyznaję, że jest to moje ulubione narzędzie. Z drutami też się już zaprzyjaźniłam za sprawą Splocika, ale jednak to szydełko zdobyło przewagę.Co się kryło za tymi wszystkimi pięcio- i sześciokątami?Persjanka pierwsza wpadła na właściwy trop. Piłka.Oto i ona:Dlaczego ją zrobiłam? Sama się dziś zastanawiam. Wpadła mi w oko, kiedy przeglądałam wzory. Była piękna, niebiesko-biała i od pierwszej chwili po prostu mnie zachwyciła.Miałam zachomikowanych kilka resztek włóczkowych, do tego większe ilości akryli... wszystko w takich pastelach......i żeby to wszystko wykorzystać, zaczęłam szydełkować.Piłka składa się z dwóch identycznych połówek, a każda połówka to 5 pięciokątów i 10 sześciokątów. W sumie 30 elementów, które powstawały dość szybko, potem chwilka łączenia i mamy gotowy produkt.A tutaj już Izabelka, która od razu zaanektowała piłkę. Widać też dobrze rozmiar zabawki......która nie jest wcale taka mała.Projekt zakończony, więcej go powtarzać nie zamierzam.
niedziela, 24 czerwca 2012
Szydełko
Dziś kolejna porcja elementów szydełkowych. Tym razem są to sześciokąty w kolorze głównie miętowym:
Różu też troszkę dodałam, nie da się ukryć.
Poniżej połączone elementy:
Jest to kawałek większej całości, ale nie kocyk.
Elementy łączę na wierzchu; powstaje wypukłość, która według mnie wygląda tutaj nieźle.
W przerwach od elementów, a w zasadzie w czasie, kiedy czekałam na Gosię w samochodzie pod szkołą, powstawał taki szaliczek:
Ciemny granat, z błyszczącą nitką:
Dlaczego ja ciągle zapominam, że te błyski we włóczkach sprawiają potem problem podczas dziergania? Znowu muszę się pilnować, żeby nie zaciągnąć tej nitki.
Zagospodarowałam też ścianę w jadalni:
Wydruk na kanwie w zakładzie kosztuje fortunę. Zakupiłam więc papier z fakturą kanwy i użyłam naszej drukarki. Podkleiłam zdjęcia na brystolu i przymocowałam do ściany za pomocą specjalnej masy przylepnej - u nas zwanej TACK. Ma ona konsystencję gumy do żucia; jest wielokrotnego użytku i ma nie pozostawiać śladów na ścianie. Z tym ostatnim nie do końca się zgadzam, bo ślad jakiś tam widać. Może to kwestia tej masy, a może gorszej jakościowo farby? Nie wiem.
I to by było tyle na dziś.
piątek, 3 lutego 2012
Dzieje się dzieje...
...i w życiu i na drutach.
Około miesiąca temu powstał szaliczek szydełkowy. Prosty wzór, bez szleństw, ale też i włóczka była tego rodzaju, że nic więcej nie trzeba było udoskonalać.
Szalik jest dość puszysty, bo w nić wpleciono mnóstwo włosków, które mają lekki połysk, a jednocześnie nadają puchatości:
Kolor, jak widać, to czerwień; mocna, głęboka, ale nie żarówiasta.
Niedawno zaczęłam wypróbowywać kolejny wzór:
Wiem, że jest powszechnie znany, ale ja dopiero teraz postanowiłam go zastosować.
I jeszcze jedno: w międzyczasie powstają kwadraty. Pisałam już o nich dwa razy; najpierw były małe kwadraciki, potem łączyłam je po cztery, a teraz dorabiam kolorowe bordery na drutach:
Zakupiłam włóczki w mocniejszych kolorach, żeby troszkę ożywić kwadraty:
Potem zostanie już tylko połączyć wszystko w całość, ale... nie ma pośpiechu:) to taka moja praca-odskocznia... ma być czystą przyjemnością:)
wtorek, 3 stycznia 2012
I w końcu jest!!!
Nowy rok zaczęłam, a w zasadzie stary skończyłam, bardzo pozytywnie, jeśli idzie o robótkowanie. Przeszyłam ostatni szew w narzucie na kanapę.
DWA LATA TO TRWAŁO! Szycie, mam na myśli. I w końcu jest:
Widać tą małą migawkę spodu? Mam na myśli ten kwiatowy wzór. Cały spód to takie kwiaty, trochę w stylu angielskim. Miałam tego materiału sporo, więc został wykorzystany do tego projektu.
Niestety, moja praca jako narzuta się nie sprawdza. Przynajmniej taka na kanapę, której oryginalne pokrycie jest wykonane ze śliskiego materiału. Wszystko zjeżdża w przeciągu pięciu minut.
Kolorystyka bardzo mi się podoba...
...cieszę się, że spróbowałam uszyć patchwork...
...a chyba najbardziej cieszę się, że skończyłam tę pracę.
Nawet jeśli nie sprawdziła się na kanapie, to zawsze może zostać użyta jako narzuta na łóżko.
Ku końcowi zmierza też mój projekt zazdrostkowy - ten pobił rekord, bo miał być oddany 5 lat temu. Już wkrótce przedstawię gotowy.
hrabina.ee, wtorek, 03 stycznia 2012
I w końcu jest
Nowy rok zaczęłam, a w zasadzie stary skończyłam, bardzo pozytywnie, jeśli idzie o robótkowanie. Przeszyłam ostatni szew w narzucie na kanapę.
DWA LATA TO TRWAŁO! Szycie, mam na myśli. I w końcu jest:
Widać tą małą migawkę spodu? Mam na myśli ten kwiatowy wzór. Cały spód to takie kwiaty, trochę w stylu angielskim. Miałam tego materiału sporo, więc został wykorzystany do tego projektu.
Niestety, moja praca jako narzuta się nie sprawdza. Przynajmniej taka na kanapę, której oryginalne pokrycie jest wykonane ze śliskiego materiału. Wszystko zjeżdża w przeciągu pięciu minut.
Kolorystyka bardzo mi się podoba...
...cieszę się, że spróbowałam uszyć patchwork...
...a chyba najbardziej cieszę się, że skończyłam tę pracę.
Nawet jeśli nie sprawdziła się na kanapie, to zawsze może zostać użyta jako narzuta na łóżko.
Ku końcowi zmierza też mój projekt zazdrostkowy - ten pobił rekord, bo miał być oddany 5 lat temu. Już wkrótce przedstawię gotowy.
czwartek, 6 stycznia 2011
Bardzo dawno temu...
Chyba dwa lata minęły od tej chwili, gdy zeszyłam ze sobą kawałki materiału. Dziś wyglądają tak:
Funkcjonują jako podkład na podłogę. Ważne to było szczególnie wtedy, gdy Iza była sporo mniejsza i siedziała lub leżała(głównie to drugie) na panelach. Ostatecznie pracę zakończyłam chyba ze dwa lub nawet trzy miesiące temu, tylko jakoś nie miałam czasu na pokazanie. Dziś narzuta dosuszała się na oparciu kanapy, więc przy okazji cyknęłam fotę.
Kwiatki biegnące po skosie są naszyte. I tu nauczyłam się jednego: należało to zrobić przed zeszyciem wszystkich kwadratów, bo byłoby to łatwiejsze. Przed skończeniem pierwszego kwiatka, miałam ambitny plan aplikacji na każdym niemalże kwadracie. Później się rozmyśliłam. Oczywiście pomysł z aplikacjami przyszedł mi do głowy, kiedy zobaczyłam zeszytą całość:) Może, gdybym była bardziej wprawna w szyciu, zrealizowałabym swój plan, ale w mojej sytuacji wolałam nie ryzykować.
Przy okazji grzebania w pudłach - bo takie wciąż w naszym domu funkcjonują - znalazłam dawne hafty. Pierwsze, jakie wykonałam w Irlandii. Nie miałam wtedy dosłownie niczego, więc w pasmanterii zakupiłam gotowe zestawy. Wtedy zniechęciłam się strasznie do haftu na podmalowanej kanwie. Dziś wyjęłam obrazki z ramek i zastanawiam się, jak je wykorzystać.
Pomysł już mi świta w głowie, gorzej z czasem realizacji. Mam jednak nadzieję, że skoro narzuta ujrzała światło dzienne, to i z obrazkami mi się uda.
W najbliższym czasie pokażę też moją dawną pracę na drutach. Wczoraj wieczorem skończoną. Zima i chłód mnie pogoniły:))
środa, 15 grudnia 2010
Dalsze postępy w narzucie
Wyciągnęłam szycie, bo czemu nie? W końcu święta niedługo, nic nie zrobione, a jutro jeszcze samochód idzie do mechanika. Pada sprzęgło. Z tym, że co się dziwić 11-letniemu autu? W końcu zażyczyło sobie wymiany. I wiem, że będzie to nas sporo kosztować, ale mam nadzieję, że to TYLKO sprzęgło. Wstawiamy do Irlandczyka, bo niestety, ale nasz polski mechanik okazuje się chyba nie całkiem kompetentny. Wszystkie francuskie samochody podłącza pod jeden program - dla peugeot'a i w ten sposób sprawdza elektronikę. Wolę nie dawać już tam mojego auta.
Wracając do szycia...
Połączyłam już wszystkie mniejsze części narzuty w jedną całość i zrobiłam przymiarkę na kanapę, żeby zorientować się ile jeszcze muszę doszyć.
Poniżej zdjęcie bez lampy:
W trakcie szycia nie wiedziałam, że kwadraty ułożą się w takie fale. Efekt mnie zaskoczył, ale pozytywnie. To mi się podoba w takim szyciu. Teraz czeka mnie zrobienie obramowania. Nie wiem tylko czy wyrobię się przed świętami.
Oczywiście dziewczyny musiały wypróbować kanapę z przykryciem:
Narzuta wytrzymała test, to znaczy, że dość mocna jest.
Miałam jeszcze pokazać pierniki, które zrobiłyśmy i pomalowane bombki, ale picassa się zbuntowała i nie ma linków do internetu; nie ma w zasadzie nic oprócz zdjęcia.
czwartek, 11 listopada 2010
***
Moja narzuta na kanapę powolutku przyrasta. Może to złe określenie na jej obecny wygląd, bo wciąż jest w kawałkach, ale każdy kawałek powiększył się znacznie. Już pozszywałam pasy w większe elementy:
Nie robiłam przesunięcia o jeden kwadrat, ale o jego część. W ten sposób starałam się ukryć moje niedociągnięcia, bo wprawy wielkiej w takim szyciu to ja nie mam. Jak widać na powyższym zdjęciu, fotel ogrodowy zagościł w domu i ma się dobrze przy drzwiach balkonowych(tak je nazywamy).
W kuchni przybył mi chlebak(skręciłam go wieczorem) i drewniany pojemnik, który w końcu ujrzał światło dzienne.
Poza tym, na kolejnej ścianie zawisły dwie białe półki - to druga część kuchni, stąd ten kolor, a nie czyste drewno. Zarówno półki, jak i kątowniki nabyłam w ikei.
W tej chwili dzbanuszki zmieniły miejsce zamieszkania i wywędrowały właśnie tutaj, jako że lepiej wyglądają w tym właśnie miejscu.
W wolnej chwili wciąż podmalowuję różne pierdułki. I tak właśnie zmieniłam kolor świecznika na złoty. W oryginale był czarny, do tego zalany stearyną. Część stearyny zeskrobałam(starałam się delikatnie), a część zmyłam specyfikiem zwanym u nas "white spirit"; jak dla mnie to rozpuszczalnik. Potem delikatna polerka papierem ściernym i farba w spray'u.
To takie pierwsze przygotowania do świąt. Potem pewnie nie miałabym czasu na zabawy-malowanki.
Tak zupełnie z innej beczki. Od dwóch dni zimno u nas niemożliwie! Rano nawet było -3 stopnie! Zeskrobywałam lód z samochodu. Dziś z kolei wieje straszny wiatr, do tego pada deszcz. Kiedy wysiadałam z samochodu o mało nie wyrwało mi drzwi z zawiasów, kiedy tylko je lekko rozszczelniłam. Naprawdę zaczynam czuć zimę. Czas wyjąć szaliki. Wtedy pochwalę się dwoma nowymi, wydzierganymi jeszcze w lecie:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)