Zaczęliśmy dziś sezon wycieczkowy. Pojechaliśmy do wschodniej części hrabstwa Clare, na zachodzie Irlandii.
Pogodę mamy piękną już od Św. Patryka, dziś było chyba z 15 stopni, miejscami może trochę więcej. Niebo błękitne, białe obłoczki i umiarkowany wiaterek. Jednym słowem, żal zostać w domu. Szybkie pakowanie, dzieciaki zabezpieczone na drogę w urządzenia "uspokajające":
...zatem ruszamy.
Niedzielny ranek jest raczej spokojny na autostradach i trasę 120km przebyliśmy szybciutko.
Artur wynalazł wczoraj atrakcję dla dzieciaków - labirynt w maluteńkim miasteczku(na stronie irlandzkiej określonym nawet mianem wsi) Mountshannon, położonym nad jednym z największych jezior w Irlandii - Lough Derg. Położone jest na rzece Shannon, ma długość około 39km i szerokość 1-13km.
Zanim tam jednak dotarliśmy, zatrzymaliśmy się w miasteczku Ballina, położonym w hrabstwie Tipperary, nad brzegiem rzeki Shannon. Na drugim jej brzegu leży miasteczko Killaloe i ono już znajduje się w hrabstwie Clare. Oba miasteczka bardzo często opisywane są jako jedna atrakcja turystyczna: Ballina/Killaloe.
Na brzegu rzeki jest mini przystań - jedna z wielu zresztą.
Z parkingu powędrowaliśmy wąskimi uliczkami nad wodę:
...i zeszliśmy na pomost:
Dzieciaki były zachwycone, a Artur zastanawiał się, co zrobimy, jak któreś wpadnie tutaj do wody i się wykąpie? Wszak ubrań na zmianę nie wzięliśmy. Na szczęście nic takiego się nie stało.
Spacerując pomostem mieliśmy okazję podziwiać architekturę na drugim brzegu:
Oba miasta są wizytówką turystyczną Irlandii, wszak w Killaloe urodził się w 941r Brian Boru - jeden z królów Irlandii i on uczynił je(za czasów swojego panowanie) stolicą Irlandii.
Niebagatelną sprawą jest również usytuowanie lotniska Shannon, niecałe 40km od obu miast.
Killaloe i Ballina "spięte" są mostem, którym można przejechać na drugi brzeg rzeki. Most ten, jak mówią, nie tylko łączy brzegi i miasta, łączy też dwa hrabstwa: Tipperary i Clare. I to nim właśnie pojechaliśmy w dalszą podróż, po wcześniejszym pikniku i spędzeniu czasu na okolicznym placu zabaw.
Widok z drugiego brzegu Shannon:
Nad brzegiem usytuowane są wspaniałe domy, wielkie, z własnymi, małymi przystaniami:
Lokalne puby też mają dojście do wody i popołudniami zapełniają się tłumami ludzi. Teraz, w końcówce marca, jest jeszcze spokój, ale i tak już można wyczuć początki sezonu:
Przy dzisiejszej pięknej pogodzie na drogach spotykaliśmy samochody ciągnące łodzie, na brzegu gorączkowo kręcili się ludzie, a na jeziorze i rzece ścigały się skutery i motorówki.
Tymczasem my skierowaliśmy się do Mountshannon; po drodze zatrzymaliśmy się tylko na chwilę nad brzegiem jeziora:
Panowałą taka cisza i spokój, że żal było wsiadać do auta... ale przecież gdzieś tam, całkiem niedaleko, na odkrycie czekał labirynt.
O labiryncie i szaleństwach na placu zabaw, napiszę w kolejnym poście.