Hore Abbey, zwane czasem Hoare Abbey, leży niedaleko twierdzy Rock of Cashel, o której pisałam wcześniej.
Było ono opactwem benedyktyńskim do czasu, kiedy zostało odebrane pierwotnym właścicielom i oddane w posiadanie cystersom. Zrobił to jeden z arcybiskupów, który - podobno - we śnie zobaczył, że benedyktyni planują go zlikwidować. Nie było to prawdą, ale duchowny miał na sumieniu różne grzeszki, takie jak wpływanie na handel w mieście, narzucanie podatków na browary, układy z Anglikami i inne. Zrobił, co zrobił. Odebrał też sporą cześć ziemi i innych dóbr miastu Cashel i oddał cystersom, aby umocnić swą pozycję.
Takie postępowanie oburzało lokalnych mieszkańców; miało też swoje następstwa w śmierci dwóch przypadkowych mnichów, którzy akurat wizytowali w Cashel.
Ruiny są doskonale widoczne z twierdzy Cashel; już stamtąd można robić zdjęcia:
Do opactwa można podjechać samochodem(niedaleko jest mini parking) lub podejść pieszo. My akurat wybraliśmy drugą opcję, za co Artur mnie "przeklinał", ponieważ część drogi wypadła przy dość ruchliwej trasie. W dodatku, znając irlandzką, dość swobodną interpretację przepisów i dozwolonej prędkości, można było z góry założyć, że z przejściem szosy będziemy mieć nieco trudności. Obyło się bez problemów, ale Artur i tak wypominał mi ten spacer przez najbliższe pół godziny:)
Jak zwykle trochę ujęć ze środka:
Choć w zasadzie może trudno to nazwać "ze środka", skoro sklepień praktycznie nie było. Wszystko na wolnym powietrzu.
Bycie tam, w środku dawnej nawy, między tymi łukami, ścianami... dla mnie jak zwykle wrażenie niesamowite...
...piękno łuków, okien...
...przestrzeń, odgłos wiatru wiejącego między resztkami ścian...
...okieneczka...
...i okna...
I na koniec stary, zapomniany, zaniedbany cmentarz:
Trawy i pokrzywy, przewracające się płyty - świadkowie minionych wieków, pustka...
Niedawno, nasi luźni znajomi(bardzo luźni) stwierdzili, że oni jednak preferują zapewnianie swoim dzieciom rozrywek bardziej... dziecięcych; nie łażenie po jakichś zamkach czy ruinach, bo co tam jest ciekawego dla maluchów? W tym wieku to tylko woda, morze, plaża. Więc oni się poświęcają i spędzają całych kilka dni na plaży. Zamki i ruiny zaczną pokazywać, jak chłopcy będą się już interesować takimi rzeczami, historią, czyli kiedyś tam...
Z ich wypowiedzi wynika, że my jednak jesteśmy egoistycznymi rodzicami, którzy dbają tylko i wyłącznie o swoje rozrywki. I nie jest istotne to, że nasze córki uwielbiają takie przygody i właśnie twierdza, gdzie moga łazić, wspinać się, patrzeć na ziemię niemalże z lotu ptaka to jest coś, co lubią.
Oczywiście, że nasze dzieci też lubią plażę i morze, i tam też czasem jeździmy; co jest jednak większym wygodnictwem: siedzenie na plaży, czy chodzenie z dziećmi, bieganie po schodach, wieżach, zamkach, wzgórzach?
Zapewne jak wszędzie, każdy ma inny punkt widzenia. Uważamy jednak, że zaszczepienie ciekawości i chęci poznawania kultury, historii i świata nas otaczającego w młodym wieku nie jest takie złe. A zabawę dzieci znajdą wszędzie.
Niedawno, nasi luźni znajomi(bardzo luźni) stwierdzili, że oni jednak preferują zapewnianie swoim dzieciom rozrywek bardziej... dziecięcych; nie łażenie po jakichś zamkach czy ruinach, bo co tam jest ciekawego dla maluchów? W tym wieku to tylko woda, morze, plaża. Więc oni się poświęcają i spędzają całych kilka dni na plaży. Zamki i ruiny zaczną pokazywać, jak chłopcy będą się już interesować takimi rzeczami, historią, czyli kiedyś tam...
Z ich wypowiedzi wynika, że my jednak jesteśmy egoistycznymi rodzicami, którzy dbają tylko i wyłącznie o swoje rozrywki. I nie jest istotne to, że nasze córki uwielbiają takie przygody i właśnie twierdza, gdzie moga łazić, wspinać się, patrzeć na ziemię niemalże z lotu ptaka to jest coś, co lubią.
Oczywiście, że nasze dzieci też lubią plażę i morze, i tam też czasem jeździmy; co jest jednak większym wygodnictwem: siedzenie na plaży, czy chodzenie z dziećmi, bieganie po schodach, wieżach, zamkach, wzgórzach?
Zapewne jak wszędzie, każdy ma inny punkt widzenia. Uważamy jednak, że zaszczepienie ciekawości i chęci poznawania kultury, historii i świata nas otaczającego w młodym wieku nie jest takie złe. A zabawę dzieci znajdą wszędzie.
hrabina.ee, niedziela, 09 października 2011
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz