Nie wiem, jaki tytuł tutaj dać...zostaną więc gwiazdki.
Mało robótkuję, bo wróciłam do pracy. Do tego wpadam do ogrodu i oczywiście zbliża sie koniec roku szkolnego u najmłodszej.
Monia, jak studentka, od 28 maja już wolna, jak ten ptak na niebie. W zasadzie to nawet studenci w czerwcu sesję zaczynają, a oni tu, w szkołach średnich, już skończyli wszystko z końcem maja i zaczęli 3-miesięczne wakacje!
Najstarsza, po trzech latach nauki w Polsce, przygotowuje się do szkoły w Anglii. W związku z tym, papierologia, papierologia i jeszcze raz papierologia stosowana :)
Bieżnik, który pokazywałam, powoli sie szydełkuje. Wprowadziłam w nim małą innowację, ale o tym będzie, jak już go skończę. Do tego dopadam czasem do kolejnej chusty, ale tej przybywa powolutku. Zima czy jesień, a nawet wczesna wiosna, zdecydowanie bardziej sprzyjają szydełku czy drutom. Teraz, w wolenj chwili, wyciągam leżak i zatapiam się w książkach.
Dostałam swoją długo poszukiwaną "Nigdzie w Afryce" i teraz zaczynam się delektować. Zaczęło sie od filmu - na razie też nie mogę go znaleźć - który obejrzałam chyba za 3 razy.
Podczytuję sobie co i raz Monty Don'a, już nawet nie ze względu na informację, bo te znam, ale dla samej przyjemności. Facet ma ogromny talent do pisania, można zatopić się w fotelu i czytać, czytać, czytać...
Do tego stopnia lubię jego styl, że mam jeszcze dwie kolejne książki, a wszystko zaczęło się od "Down to Earth".
Monty Don to jeden z moich ulubionych ogrodników brytyjskich. Drugim jest Charles Dowding, absolutnie wspaniały przewodnik po ogrodzie warzywnym. Do tego ma taki spokojny, przyjemny głos, kiedy opowiada, że można po prostu zamknać oczy i słuchać.
Choć nie mam takich możliwości areałowych, jak oni, to i tak lubię poczytać, czy też posłuchać, jak o ogrodach opowiadają.
Zatapiam się więc w lekturze, siedząc na swoim tarasie, otoczona pomidorami i kwiatami:)
Pomidory urosły - i dalej oczywiście rosną - całkiem spore. Niedługo chyba będę podczepiać sznurek do dachu i prowadzić krzaki dalej, w górę :)
Kwitnie i pachnie lewkonia:
Agapant(jakże ja kocham te kwiaty!) w końcu wypuścił dużo pąków. Zmusiłam go do tego, przesadzając w ciasną donicę:
Na parapetach donice zaczynają okrywać się kwiatami.
Tutejsza Calibrachoa, czy jak ją popularnie nazywają surfinia, właśnie zaczyna się pięknie rozrastać. Między nią jest posadzony plectranthus i też już się zadomowił, a przede wszystkim wyczuł, że pogoda w końcu będzie ładna.
Tegoroczna bardzo zimna wiosna dała roślinom do wiwatu. Wszystko tkwiło w miejscu i cieszyłam się wręcz tym, że nie umiera.
Złoty deszcz, czyli uczep, też już coraz ładniejszy.
Cieszę się, że wyrałam właśnie taki ceglasto czerwony, a nie żółty.
Nie wiem, jak Wy, ale ja uwielbiam obserwować i podziwiać z bliska strukturę liści i pędów różnych roślin.
Pomidory pod światło:
Delikatność koperku:
Kutnerowatość pąków krwawnika:
Kwiaty lewkonii, takie upakowane i zrobione jakby z mięciutkiego materiału...
Wieczorkami natomiast podczytuję sobie książkę J. Carroll'a:
I tak czas mi upływa... a robótki leżą :)