niedziela, 20 czerwca 2021

***

 


Nie wiem, jaki tytuł tutaj dać...zostaną więc gwiazdki.


Mało robótkuję, bo wróciłam do pracy. Do tego wpadam do ogrodu i oczywiście zbliża sie koniec roku szkolnego u najmłodszej.

Monia, jak studentka, od 28 maja już wolna, jak ten ptak na niebie. W zasadzie to nawet studenci w czerwcu sesję zaczynają, a oni tu, w szkołach średnich, już skończyli wszystko z końcem maja i zaczęli  3-miesięczne wakacje! 

Najstarsza, po trzech latach nauki w Polsce, przygotowuje się do szkoły w Anglii. W związku z tym, papierologia, papierologia i jeszcze raz papierologia stosowana :) 


Bieżnik, który pokazywałam, powoli sie szydełkuje. Wprowadziłam w nim małą innowację, ale o tym będzie, jak już go skończę. Do tego dopadam czasem do kolejnej chusty, ale tej przybywa powolutku. Zima czy jesień, a nawet wczesna wiosna, zdecydowanie bardziej sprzyjają szydełku czy drutom. Teraz, w wolenj chwili, wyciągam leżak i zatapiam się w książkach. 

Dostałam swoją długo poszukiwaną "Nigdzie w Afryce" i teraz zaczynam się delektować. Zaczęło sie od filmu - na razie też nie mogę go znaleźć - który obejrzałam chyba za 3 razy. 


Podczytuję sobie co i raz Monty Don'a, już nawet nie ze względu na informację, bo te znam, ale dla samej przyjemności. Facet ma ogromny talent do pisania, można zatopić się w fotelu i czytać, czytać, czytać... 



Do tego stopnia lubię jego styl, że mam jeszcze dwie kolejne książki, a wszystko zaczęło się od "Down to Earth". 



Monty Don to jeden z moich ulubionych ogrodników brytyjskich. Drugim jest Charles Dowding, absolutnie wspaniały przewodnik po ogrodzie warzywnym. Do tego ma taki spokojny, przyjemny głos, kiedy opowiada, że można po prostu zamknać oczy i słuchać.

 Choć nie mam takich możliwości areałowych, jak oni, to i tak lubię poczytać, czy też posłuchać, jak o ogrodach opowiadają. 



Zatapiam się więc w lekturze, siedząc na swoim tarasie, otoczona pomidorami i kwiatami:)



Pomidory urosły - i dalej oczywiście rosną - całkiem spore. Niedługo chyba będę podczepiać sznurek do dachu i prowadzić krzaki dalej, w górę :)



Kwitnie i pachnie lewkonia:



..i oczywiście dascia:


Agapant(jakże ja kocham te kwiaty!) w końcu wypuścił dużo pąków. Zmusiłam go do tego, przesadzając w ciasną donicę:


Na parapetach donice zaczynają okrywać się kwiatami. 


Tutejsza Calibrachoa, czy jak ją popularnie nazywają surfinia, właśnie zaczyna się pięknie rozrastać. Między nią jest posadzony plectranthus i też już się zadomowił, a przede wszystkim wyczuł, że pogoda w końcu będzie ładna.
 

Tegoroczna bardzo zimna wiosna dała roślinom do wiwatu. Wszystko tkwiło w miejscu i cieszyłam się wręcz tym, że nie umiera.
 

Złoty deszcz, czyli uczep, też już coraz ładniejszy. 


Cieszę się, że wyrałam właśnie taki ceglasto czerwony, a nie żółty.


Nie wiem, jak Wy, ale ja uwielbiam obserwować i podziwiać z bliska strukturę liści i pędów różnych roślin.

Pomidory pod światło:






Delikatność koperku:



Miękkość szałwii:



Kutnerowatość pąków krwawnika:



Zaciśnięte pąki lilii


Kwiaty lewkonii, takie upakowane i zrobione jakby z mięciutkiego materiału...






Wieczorkami natomiast podczytuję sobie książkę J. Carroll'a:



  I tak czas mi upływa... a robótki leżą :)

piątek, 11 czerwca 2021

Szydełko i piwonia

 

W ciągu dosłownie 3 dni piwonia rozwinęła pąki. Najpierw były małe, różowe kulko, a potem bum! i wielki kwiat.







Zapach nad nimi nieziemski.


...a ponieważ  w tym roku akurat nie pada deszcz w porze ich kwitnienia, pąki rozwineły się i wciąż stoja prosto.



Zwysoka wyglądają, jak zmierzwione płatki bibułki






Tymczasem ja narzuciłam kilka oczek łańcuszka i zaczęłam bieżnik:



Nić bawełniana, w kolorze bardzo jasnego szarego. 



I mój nowy kubek: tematyczny, bo jak kłębek włóczki i w dodatku w moim ulubionym kolorze. Gdybym mogła, wzystko bym miała niebieskie.


Dodam jeszcze, że w międzyczasie popełniłam takie wiszące pojemniki na doniczki. Na razie mam fotke jednej.


Nić to śnieżnobiała mikrofibra w ilości dwie nitki, żeby było mocniejsze. Trzykrotka na razie wygląda tragicznie zmasakrowana, ale tak to bywa przy odmładzaniu.

piątek, 4 czerwca 2021

 

Czas tak szybko płynie, tydzień za tygodniem przechodzi i już zbliżamy się do końca roku szkolnego. Da się to zauważyć szczególnie  po opłatach: tu jedna, tam druga... 

Leniwie coś tam dziergam, ale bez pośpiechu, bo i po co? W związku z ociepleniem trzeba było zmienić ubrania zimowe na letnie - w końcu!!! - więc to też zabrało mi trochę czasu. 

Zajęłam się też trochę ogrodem; coś tam przesadziłam, coś oddałam w dobre ręce, coś dokupiłam. 

Póki co, dzwonki są numerem jeden na tarasie. 





Zobaczę, jak w tym roku rozrosną mi się w donicy; być może w przyszłym, dzwonki pójdą do ziemi.





 

Powojnik definitywnie zakończył swój pokaz i tylko od północy, gdzie zwiesza się przez płot, jeszcze coś tam kwitnie.

U góry widać już wybijające młode pędy - to na nich będzie kwitł za rok.



Dla pewnej osoby, która pytała, jak się rozrasta, zdjęcie archiwalne -to jeden powojnik, przypominam:


Tymczasem jego "brat" w odmianie 'Rubens', którego wykopałam i oddałam, u mnie od nowa się ukorzenia. Wiosną pocięłam jego najgrubsze pędy na patyki do podpórki; leżały sobie w kącie, potem wsadziłam je do ziemi, jako stabilizację dla piwonii. Teraz ma już liście. 
Generalnie ukorzeniły mi sie wszystkie patyki, nie tylko powojnika, ale też irga i fuksja. Przeniosłam je do doniczek, bo moja sąsiadka zgłosiła chęć na te kwiaty.


Pierwsze kwiaty ma już odmiana 'Jan Paweł II' 


...i 'Rouge Cardinal'


Dokupiłam fuksję w dwu innych kolorach:





Moja forma pienna fuksji, którą sama wyprowadziłam, przemarzła. Szkoda bo drzewka miały już kilka lat. Tak wyglądały:


Nie chciało mi się schować ich w lutym, no to mam... jedna odbija od korzenia, ale pień już jest stracony. Trudno, wyprowadze następne drzewka :)
 
Trawy przesadzone do nowego podłoża odżywają. :


Zaczynaja nawet kwitnąć, więc jestem zadowolona z takiej przemiany.



W pąkach są już liliowce:



...i piwonie:



A z okazji świąt rodzinnych dostałam takie kwiaty:

-od sąsiadki


- od koleżanki




Izabela przytargała ogromny bukiet róż na Dzień Matki:) Były prawie większe od niej :) dalej stoją i sie rozwijają, a tak się martwiła, że umarły jej po drodze.