...czyli wszystkiego po trochu.
Najpierw nasze dzisiejsze wyjście w dzicz na jeżyny - coroczna tradycja zbierania tych nieziemsko smakowitych owoców.
To już nasza druga wyprawa w tym roku. Poprzedni zapas poszedł na tarty; tym razem mamy chyba 2 litry jeżyn, więc część zamrożę, część wrzucę w babeczki(pomysł Izy), a część będzie na kisiel. Za tydzień natomiast zbierzemy je na sok.
Przy okazji załapał się na zdjęcia talerz po mojej nieżyjącej sąsiadce - Elizabeth.
Podczas spaceru pstryknęłam kilka fotek, ale nie byłam z nich zadowolona. Do pokazania nadają się ze trzy:
Za to dopisało nam szczęście w karmieniu koni. Przychodzą prawie zawsze, ale jednak istnieje to PRAWIE... Dziś zwęszyły marchewki :)
Przydreptały od razu.
Dziewczyny karmiły je z ręki, a potem głaskały. Przyznaję, że sama lubię dotyk aksamitnej końskiej skóry i ich tak charakterystyczny zapach.
Koni było 4 ale nie załapały się na foty podczas karmienia, bo bez przerwy sięgały mi do torby, więc nie mogłam utrzymać aparatu. Dopiero potem jeden z nich - raczej jedna - została i poddała się głaskaniu :)
Na poprzednim spacerze cyknęłam trochę więcej fotek:
Kalina już rumieni się owocami:
Gdy część jeżyn ma czarne owoce, druga część dopiero zaczyna rozwijać pąki:
I w końcu Wierzbownica wąskolistna ze swoim różem...
Razem z wiązówką błotną, wierzbownica tworzy malownicze pejzaże łąkowe:
Nawet nadciągające chmury nie psuły scenerii:
Tymczasem innego dnia - zaraz po tym z chmurami z poprzedniego zdjęcia - pogoda się zmieniła i pojechałyśmy nad jezioro. Słońce nieźle grzało - chyba było ze 25 stopni - i choć woda zimna, dwugodzinna kąpiel zaliczona. Podobnie, jak następnego dnia :) ale tutaj już tak jest: trzeba łapać pogodę i cieszyć się słońcem albo tym, że mocno nie pada :)
Generalnie tegoroczne lato uważam za udane. Byliśmy dwa razy nad morzem(tylko dwa, bo za mocno się nie staraliśmy, a były okazje) i co ważne, kąpaliśmy się. Do tego dwa wyjazdy kąpielowe nad jezioro... Dodam tylko, że w tamtym roku pogoda była tak paskudna, że nie udało nam się wykąpać ani razu w jeziorze, nie wspominając o morzu.
I ostatnia rzecz. Właśnie dziś uczestniczyliśmy w pierwszym spotkaniu z Libratusa; spotkaniu online, kiedy to nauczycielka opowiadała o różnych krajach i robiła mały test na temat wiedzy o Europie. Dziewczynom bardzo się podobało i oby tak dalej!