poniedziałek, 19 kwietnia 2021

Przeminął ich czas

 


Przez cały ten okres, kiedy mnie tutaj nie było podziało sie tak wiele, że nawet nie wiem od czego zacząć. 


Przede wszystkim moje milczenie związane było z wizytą najstarszej. Przyleciała do nas na święta i została całe dwa tygodnie. W tym czasie nie dotknęłam nawet laptopa. Często za to gościł w moim ręku aparat, którym chwytałam ulatujące piękno kwiatów. 


Jak już miałam wziąć się za pisanie, dotarła do mnie - z opóźnieniem, ale dotarła - wiadomość o śmierci Krzysztofa Krawczyka. I przyznam, że poruszyło mnie to mocno, wszak od najmłodszych lat znałam jego głos, a potem już sama, świadomie wybierałam płyty, które nagrywał. Jego piosenki towarzyszyły mi zawsze; słuchałam jego najróżniejszych nagrań i nie potrafiłabym wybrać ani płyty, ani piosenki, którą lubię najbardziej.

Będąc na studiach udało mi się nawet kupić bilet na jego koncert w jednym z domów kultury w Warszawie. To było coś niesamowitego, co pamiętam do dziś: jego niespożytą energię, chęć zabawienia publiczności, choć przecież i tak wszyscy dobrze się bawili od początku.  

Piosenki Krzysztofa Krawczyka można lubić lub nie, o gustach się nie dyskutuje, ale na pewno nie można odmówić mu ogromnego talentu; talentu, który zdarza się raz na wiele, wiele lat. Myślę, że jego nazwiska, jego postaci, nikt i nic nie wykreśli z historii muzyki rozrywkowej. 

Teraz pozostaje nam tylko w podziękowaniu za całe jego śpiewanie pomodlić się za jego duszę i wierzyć, że gdzieś tam, w oddali, śpiewa kolejne koncerty, bo przecież muzykę kochał ogromnie...  



I wracam do tego, co miałam pisać, czyli o ogrodzie.

Żonkile przekwitły już w marcu, na długo przed świętami. Za to spory czas cieszyłam się kwiatami szafirków i hiacyntów. 














W tym roku najpiękniej kwitły niebieskie hiacynty, ponieważ różowe przeszły dwukrotną przeprowadzkę w fazie rozwijania pąków i po prostu zbuntowały się. Natomiast białe zostały zasypane gliną w ogrodzie i kiedy już się przebiły przez tę warstwę, wykwitły co prawda, ale były jak noworodki, wymęczone drogą i umorusane. Zatem tylko niebieskie w tym roku naprawdę zdobiły ogórd.


W święta rozwinęła się najpóźniejsza - w moim ogrodzie - odmiana żonkila.



...dokończyły kwitnienie narcyze...






... i zaczęła swój pokaz szachownica:





Poza tym wszystko inne albo zaczynało rosnąć, albo wytwarzać pąki lub je rozwijać.

I tak mamy tutaj...


Budzący się do życia lilak



Piwonię z pierwszymi, małymi pąkami: 



Pierwiosnki, które niezmordowanie kwitną i przekwitają: 



Stokrotki z pierwiosnkami:





Tulipany...









Fiołek, który wyrósł mi poza obrębem ogrodu i liczy na to, że kosiarka go nie zahaczy:


Następny wpis też będzie ogrodowy, bo nazbierałam sporo fotek.




10 komentarzy:

  1. Po prostu bajecznie. :)
    Krzysztofa Krawczyka wspominam od czasu Trubadurów i wiele piosenek z tamtych lat, a także z tych ostatnich podoba mi się i lubię ich posłuchać.
    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki już czas u nas... Wszystko rośnie i buja.

      Usuń
  2. Pięknie i wiosennie u Ciebie:)Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeśli chodzi o mnie, to możesz zamieszczać ogrodnicze wpisy tak często, jak tylko chcesz - zawsze czytam (i przeglądam!) je z wielkim zainteresowaniem. Jesteś dla mnie taką wirtualną encyklopedią botaniczną - zawsze wynoszę stąd coś nowego, o czym zresztą już Ci kiedyś wspominałam :) Dziś dzięki Tobie odkryłam szachownicę! Ale cudeńko!!! I jaka adekwatna nazwa! :) Oczu nie mogłam od niej oderwać. Już się z nią zapoznałam dzięki uprzejmości Google - widzę, że występuje w przeróżnych postaciach, każda z nich urocza :) Nie pogniewałabym się, gdyby zagościła także w moim ogródku :)

    W ogóle to marzy mi się taki przydomowy, bujny i "tajemniczy", ogród z prawdziwego zdarzenia. Tuż koło wymarzonego małego domku nad oceanem (choć akurat nie jestem pewna, czy to najlepsze środowisko dla roślin ogrodowych). Dopóki jednak mieszkam w wynajmowanym domu, to nie planuję realizować tego marzenia.

    Moja - pokiereszowana przez zeszłoroczną wichurę - piwonia szczęśliwie zmartwychwstała. Doglądam jej z takim podekscytowaniem, z jakim dzieci czekają na prezenty pod choinką. Pięknie rośnie, ale żadnych pąków jeszcze się nie dopatrzyłam. Nie wiem, czy wspominałam - moja to Sarah Bernhardt. I tutaj znowu - gdyby to był mój prywatny ogród, nie zaś mojej sympatycznej landlady, zdecydowanie zaopatrzyłabym się w więcej sztuk (i może też odmian). Nie wiem, jak długo tutaj jeszcze pomieszkam (nie opuszcza mnie myśl o przeprowadzce na zachód wyspy, za którym tak strasznie teraz tęsknię), więc zadowalam się kwiatami doniczkowymi.

    A skoro wspomniałaś o kosiarce, to jakieś dwa-trzy tygodnie temu po raz pierwszy w tym roku skosiłam trawę w ogródku z tyłu domu. Teraz trawnik pięknie pokrył się mleczami - wygląda niczym dzika łąka, i choć trawa coraz większa, to żal mi ich skosić. Są takie piękne! Pospolite, niedoceniane, ale jednak mimo wszystko piękne :) I chyba zawsze będą mi się kojarzyć z Polską.

    Cieszę się, że udało się Wam spędzić trochę czasu w komplecie :) I że już do nas wróciłaś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szachownice są piękne, a skoro masz ogród pojemnikowy, to jak najbardziej szachownica cesarska dla Ciebie będzie odpowiednia. Kostkowa nie jest tak spektakularna, choć też ciekawa.

      Generalnie na piwonii powinny pojawiac się od razu pędy z pąkami. Może są jeszcze małe i nie widzisz. One od razu rosną z pąkami, które potem tylko powiększają się - pęcznieją i rozwijają.

      To nie koś przez chwilę tego trawnika. Dla owadów to nawet lepiej. Monty Don jest ogromnym zwolennikiem pozostawiania trawiastych przestrzeni, takich dzikich łąk z wyciętymi ścieżkami:)

      Wróciłam z ogromem zdjęć:) i nowym aparatem, choć stary nikon się naprawił i dziala. Najmłodsza przejęła go ode mnie i szaleje.
      Część zdjęć z tego wpisu już jest z nowego aparatu, który w normalnej jakości robi je o wielkości 8-9Mb jedno. Dla mnie to szok, bo poprzedni jednak miał nieco mniejszą jakość:)

      Usuń
    2. O szachownicy (i innych kwiatach) mogę na razie pomarzyć - z tych kolorowych mam w nim na razie jedynie mlecze :)) Dlatego właśnie odpuszczę sobie chwilowo koszenie trawnika, bo podoba mi się taka łąka :) Za jakiś czas chyba jednak zrobię najazd na jakieś centrum ogrodnicze, bo trochę brakuje mi kwiatów wokół siebie.

      Wezmę pod lupę tę piwonię, bo mnie zaintrygowałaś tym, co napisałaś. Nie wiązałam z nią większych nadziei, bo to młoda roślina (a gdzieś kiedyś czytałam, że one kwitną dopiero po dwóch latach, nie wiem, ile w tym prawdy).

      Jaki aparat masz teraz? Nadal ze stajni Nikona?

      Usuń
    3. Piwonia musi mieć dobre warunki glebowe i generalnie, po kupieniu, w pierwszym roku, nie powinniśmy pozwolić jej na kwitnienie. Dobrze rozrośnięty system korzeniowy zapewni kwitnienie przez wiele kolejnych lat.
      Jeśli już przesadzać, to w okolicach sierpnia-września. Wtedy nie wpłynie to na kwitnienie w roku następnym.
      Ziemia powinna być dobra, żyzna, a skoro masz ją w pojemniku, to przynajmniej nie musisz martwic się o dobre przekopanie gleby, bo i tak jest tam luźno:)
      Jeśli zaoszczędzimy na piwonii i kupimy malutką, to faktycznie może nie kwitnąc w pierwszym, nawet drugim roku, bo narastają korzenie.
      No i podstawowy błąd - nie sadzimy jej głęboko. Pąki, które wyrastają z karpy muszą być 3-5max! cm pod ziemią. A jeśli ammy rośline w donicy z centrum, to sadzimy na taką głębokość, jak tam rosła, nie głębiej, zakładając, że tam prawidłowo została posadzona ;)

      Nadal sympatyzuję z Nikonem :) Tym razem małżonek zakupił mi w prezencie D3500 z dokupieniem obiektywu w miarę uniwersalnego. Dla mnie ten aparat to i tak za dużo, ale jak on już się uprze, to koniec:)
      A zostałam z Nikonem, bo dawno temu pewien zapalony fotograf amator powiedział, że jak dla moich potrzeb, to Nikona moge kupować w ciemno. I tak już zostało:)Ponieważ jestem konserwatywna raczej, to nie zmieniam tego, co mi odpowiada i na arzie pozostanę na długo z tą firmą.

      Usuń
    4. Wielkie dzięki, Hrabino, za te wszystkie cenne wskazówki :) Nie wiem, jaka piwonia uchodzi za "małą" - moja miała (szacuję w tym momencie, bo jej nie mierzyłam) przynajmniej 30 cm. No i nie - wygląda na to, że nie zakwitnie w tym roku :( Przyjrzałam się jej z uwagą, obejrzałam wszystkie pędy i na żadnym nie ma pąków. W międzyczasie zaś obejrzałam też kilka sztuk peonii mojej znajomej - u niej było pół na pół. Część roślin miała już pąki, ale też były takie jak u mnie - niby ładne, niby wysokie i dorodne, ale jednak bez pąków.

      Ech, no cóż - może chociaż uda mi się upolować bukiet w sklepie. Czasami w Tesco były, dostałam kiedyś jeden na imieniny :)

      Ja również korzystam z Nikona, choć te moje pierwsze cyfrowe aparaty były Canona. Fajny sprzęt - niech Ci dobrze służy :) I kochany mąż! Ma ode mnie dużego plusa za to, że tak dba o swoją ukochaną żonę! :)

      Wspaniałego weekendu, Aniu :) Ale piękną pogodę mamy!

      Usuń
    5. Nie sprecyzowalam określenia "mała":) Tu nie chodzi o wielkość części nadziemnej, ale kłącza. Zazwyczaj piwonia powinna mieć 3 widoczne pędy na kłączu i pewnie te sprzedawane drożej, takie są. Te tanie mają zazwyczaj jedno oczko(pęd) i choć wyrastają, to nie powinniśmy im pozwolić kwitnąć w pierwszym roku. Musi sie karpa najpierw rozrosnąć.
      Trudno mi z daleka powiedzieć, czemu część piwonii nie ma paków. U moich rodziców, po latach obfitości, nagle pzrestały kwitnąć!
      Ja sama próbowałabym wykopywać około września i sadzic jeszcze raz, rozluźniając podłoże, poprawiając jego strukturę, sadząc płycej... itd.

      Wzajemnie, życze udanego wypoczynku :) Pogoda wszak absolutnie piękna.

      Usuń