Zaproszeni zostaliśmy na imprezę halloweenową do Ann i Davida. Wszyscy narzuciliśmy jakieś kostiumy.
Monika oczarowana swoim przebraniem czarownicy nie mogła się z nim rozstać:
Do tego pożyczyła sobie topór taty, żeby wydawać się groźniejszą:
Natomiast Gosia nie chciała dłużej być czarownicą, zatem wyciągnęliśmy księżniczkową sukienkę:
Iza to taka mała czarowniczka:
A poniżej moja siostra-kotka?
I ja, czarownica, niestety:
...za to jaką mam piękną córeczkę wiedźmę:)
Pająki wypełzły i zadomowiły się wszędzie!
Lampiony rozświetlały okno:
Zabawa była udana; dziewczyny przytaszczyły chyba z 5 kilogramów słodyczy! My rozdawaliśmy także, żeby nie było, że nie.
Dodatkowo na imprezę upiekłam szarlotkę(Ann niemalże zmusiła mnie do tego) i paluchy czarownicy(przepis od Rest). Wszystko rozeszło się, więc zdjęć nie mam.
Żeby nie było, że tylko tak halloween i czarownice...
Dziś zabrałam dziewczyny na cmentarz w Portarlington i zapaliłyśmy znicz pod starym krzyżem. Tłumaczyłam córkom, że w Polsce, dziadkowie odwiedzają groby najbliższych i palą takie właśnie "światełka". Gosia już przyjmuje takie rzeczy poważnie, Monia tak sobie, a Iza skakała między grobami z szerokim uśmiechem na ustach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz