...i słonecznie, a czasami zimno i deszczowo.
Dwie niedziele temu wybrałyśmy się do Emo. Tak, wybrałyśmy się, bo Artur odsypiał nockę; pojechały same kobitki. W takich oto pięknych okolicznościach przyrody niespiesznie chodziłyśmy:
Choć słonko pięknie świeciło, momentami powiewał chłodny wiatr, szczególnie w okolicach jeziora. Izabelce na pewno nie było zimno:
Pierwszy raz nałożyłam jej ten lekki kożuszek. W zasadzie kożuszek to nawet za mocne słowo; w kazdym razie cieplejszy płaszczyk.
Z kolei ostatniej niedzieli pojechaliśmy do naszych znajomych do Dublina. Po obiedzie i kawie zabrali nas najpierw do Malahide Castle - tu zobaczyliśmy wszystko tylko z daleka, bo ani czasu, ani pogody nie było na spacery.
Potem pojechaliśmy nad morze, do Portmarnock. Tutaj z kolei powitał nas silny wiatr i oczywiście zastaliśmy morze w odpływie. Moja siostra miała tak zmarznięte dłonie, że wszystkie zdjęcia wyszły rozmazane!
Dziewczyny były skłonne pędzić aż do wody! Na szczęście jakoś powstrzymaliśmy je przed tą "przygodą".
Izabela nie była w stanie ustać w miejscu, więc nadchodzące ciemności(było ok. 16.30) i jej ruchliwość, nie sprzyjały ładnym ujęciom:
Umówiliśmy się już z Lin i Plunketem, że na pewno przyjedziemy tam latem:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz