To miały być wstawione wczoraj życzenia:
...ale w końcu nie wyrobiłam się.
Jakoś tak wszystko mija... Czas przecieka mi przez palce, czytać nagle mi się odechciało, oglądam filmy i seriale, bo w nich mówią i minimalny wysiłek, jaki wkładam, to trzymanie otwartych oczu i uszu. W dodatku zabieram laptopa do sypialni, na górę i tam, wsparta na poduchach, ze słuchawkami na uszach(śpiące dzieci), oddaję się prawie nic-nie-robieniu.
Czy wspominałam już Wam, że ostatnio, kiedy podjechałam tankować Artura hondę, babka stojąca przede mną w kolejce, nagle wrzuciła wsteczny i wjechała w moje auto? Nie, nie wspominałam? Wściekłam się strasznie, tym bardziej, że to był Artura samochód! Już niechby wjechała w moją renówkę, ale w jego auto?! Na szczęście bez problemów dostałam wszystkie detale i rozjechałyśmy się w pokoju. Samochód miał tylko lekko wgnieciony przedni zderzak, trochę obrypany lakier, nic poza tym. A wczoraj z rana okazało się, że zderzak sam się wyprostował(Artura kolega sugerował, że może to nastąpić). Teraz tylko trzeba go będzie pomalować. A wiecie dlaczego babka próbowała wycofać? Pomyliła strony z wlewem. Nie mogła poczekać tej minuty i wymanewrować, kiedy osoba przed nią odjedzie. Zrobiła to "na-ten-tychmiast" i stało się.
A co ze świętami?
W ciągu dnia Artur śpi, bo zalicza kolejne nocne zmiany(dziś na szczęście ostatnia, więc jutro do późnego popołudnia będzie spał i potem możemy zacząć świętować....ups, to już będzie po świętach; no cóż, taka praca). Wczoraj z samego rana wybrałam się po bukszpan, zmajstrowałam kilka wianuszków, ubrałam koszyk i pojechałam z moją trójką święcić jajka. Potem Gosia była u Evie, później Evie przyjechała do nas... ja się wściekłam, bo już miałam troszkę dość tego wszystkiego... i zaczęły się święta.
I na koniec kilka fotek:
Nasz kominek a na nim kartki, które dostaliśmy. Monika ustawiła też swoje wróżkowe karoce jako dodatkowe, kolorowe dekoracje.
Koszyk z pisankami:
Ta pasiasta różowo-jakaśtam, to obszydełkowane styropianowe jajko. Zrobiłam jedno, w trzech czy czterech podejściach i powiedziałam: nigdy więcej! Co za horror ubierać jajka z szydełkowe ubranka! Ja do tego cierpliwości nie mam.
Gosi twórczość przyniesiona ze szkoły polskiej:
I bukszpanowe wianuszki:
W oknie
Na żyrandolu w jadalni
I na szafce w kuchni.
I to by było na tyle.
Życzę wszystkim mokrego Poniedziałku!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz