Nie wiem, jak Wy, ale ja ciągle miałam problemy z porwanymi koralami moich dziewczyn. Jeszcze kiedy były tam duże, ogromne nawet części, to pal licho; łatwo pozbierać. Z wiekiem jednak, koraliki zmniejszyły rozmiar, a zwiększyła się ich ilość. Wtedy problem się rozrósł. W zasadzie wydłużył się czas zbierania rozsypanych części i drastycznie zmniejszyła się moja cierpliwość. Żadne udoskonalenia w postaci mocnych nici, żyłek nie pomagały. Wcześniej czy później(ale zazwyczaj wcześniej) każdy materiał poddawał się, pod wpływem oddziaływania czynnika, zwanego "rączki dziecka".
W ruch poszło więc szydełko i powstały prowizoryczne naszyjniki w liczbie 4:

Niebieski był "najpierwsiejszym"

Do mocnego niebieskiego dobrałam żarówiaste różowe koraliki. Monia wprost kocha ten naszyjnik.


Zielony też ma dość mocny odcień i według mnie ładnie odcinają się fioletowe i różowe kulki:



Delikatny róż(cienki kordonek) to już coś dla Małgosi, która najmniej psuje. Naszyjnik wyszedł najsubtelniejszy:

Mleczne i przejrzyste perełki:


I ostatni, najmocniejszy chyba, dla Izabelki:

Zaczęła go od samego początku zakładać na szyję i wydaje się być zadowolona.

W ruch poszło więc szydełko i powstały prowizoryczne naszyjniki w liczbie 4:
Niebieski był "najpierwsiejszym"
Do mocnego niebieskiego dobrałam żarówiaste różowe koraliki. Monia wprost kocha ten naszyjnik.
Zielony też ma dość mocny odcień i według mnie ładnie odcinają się fioletowe i różowe kulki:
Delikatny róż(cienki kordonek) to już coś dla Małgosi, która najmniej psuje. Naszyjnik wyszedł najsubtelniejszy:
Mleczne i przejrzyste perełki:
I ostatni, najmocniejszy chyba, dla Izabelki:
Zaczęła go od samego początku zakładać na szyję i wydaje się być zadowolona.
To moje pierwsze takie produkcje, które powstały z potrzeby chwili. Nie podejrzewam, żebym zwiększyła "produkcję", bo i po co?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz