...jechałyśmy do Emo. A las był naprawdę szaleńczo zielony. Kocham ten czas, kocham tę zieleń...
Zatrzymałam samochód na poboczu, włączyłam awaryjne i cyknęłam kilka fotek, które i tak nie ujęły tego piękna nawet w nikłym procencie.
To był deszczowy dzień, aparat mi siadł, więc zdjęcia nie są wyraźne. Dlatego następnego dnia wybrałyśmy sie ponownie, tylko już z naładowaną baterią w aparacie. Dzień też był lekko deszczowy, zatem magia chwili pozostała.
Oczywiście parasolki poszły w ruch już na parkingu, nawet jeśli nie były takie absolutnie konieczne:
Odkryłyśmy kolejny zakątek z takim pięknym panem - niezupełnie gołym:)
Monika ochoczo wywijała parasolką i biegała dookoła tej rzeźby:
I kolejny pan - siostra stwierdziła, że wygląda, jak apostoł, całkowite przeciwieństwo poprzedniego - stał na tle pięknych buków: zielonego i purpurowego:
Mamy czerwiec i cały czas coś kwitnie:
W końcu deszcz zaczął już nie tylko straszyć, ale poważniej popadywać. Wyjęłam pokrowiec na wózek i zaczęłam z nim "walczyć":
Zakątek z paprociami:
..i seria zdjęć
I jeszcze jedno ujęcie, z parasolką oczywiście:
Nawet ja się załapałam na fotki, mimo że tego ważnego atrybutu nie posiadałam:
I ostatnie, najbardziej wyszukane ujęcie dwóch szalonych dziewczyn:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz