...czyli w Irlandii - koniec zimy, przymajmniej tej "na papierze". 1 lutego mamy już wiosnę, jak to będzie pogodowo, zobaczymy.
Póki co w ogrodzie już coś się ruszyło.
Jeszcze niedawno na grządkach leżały gałązki, które trochę chroniły glebę.
...czyli w Irlandii - koniec zimy, przymajmniej tej "na papierze". 1 lutego mamy już wiosnę, jak to będzie pogodowo, zobaczymy.
Póki co w ogrodzie już coś się ruszyło.
Jeszcze niedawno na grządkach leżały gałązki, które trochę chroniły glebę.
..., rośliny powoli zaczynają się budzić. Przynajmniej te, które w tym klimacie już czują wiosnę.
Tulipany wcześnie wysunęły się z ziemi:
Wszędzie jeszcze stare liście bylin, pędy, ale nie zbieram tego nigdy przed zima; nie usuwam np. starych liści liliowców aż do momentu, kiedy robi się cieplej.
Pozostałe pojemniki, z liliami, fuksjami, są przykryte gałązkami jodły i tak naprawdę cała reszta gałęzi z drzewka pójdzie jeszcze na grządki, bo nie sądzę, aby przelotne śniegi i przymrozki nas ominęły.
Zaczyna mnie rozpierać radość i energia... Zaczynam zastanawiać się, co posadzić, już bym siała, tak ręce świerzbią. Posadziłam cebulę i czosnek w domu, na szczypiorek, przeglądam książki... aby do wiosny...
...i opowieścią, opowiastką może:) Z życzeniami świątecznymi nie zdążyłam, więc choć takie przynoszę....
Wszystkim odwiedzającym moj blog, życzę aby Nowy Rok był wypełniony dniami pełnymi radości, spełnionych marzeń, realizacji założonych planów; życzę, aby otaczali Was dobrzy, tak zwyczajnie życzliwi, ludzie.
W tym roku zabrakło mi czasu na blogowanie. Nawet ozdób własnych nie robiłam, nie dziergałam, nie szyłam; jedynie książki czytałam w wolnej chwili.
Oprócz pracy, która zajęła mi mnóstwo czasu, doszedł nam mini remont kuchni i pokoju najmłodszej.
U niej mieliśmy zmienić tylko wykładzinę i postanowiliśmy to zrobić sami. Zakup był czynnością najprostszą, choć Młoda niezwykle długo podejmowała decyzję co do jednego z miliona odcieni szarości. W końcu ta decyzja zapadła, ku naszej uldze.
W trakcie rozkładania wykładziny rozpadła się szafa Młodej. Ile bluzgów poleciało z ust mojego ślubnego, to tylko ściany wiedzą(sąsiedzi na szczęście języka nie znają). Tak więc, będąc postawionymi pod ścianą, pojechaliśmy następnego dnia na oglądanie szaf. I znowu wybieranie, wybieranie, decydowanie, suwanie drzwiami, klikanie szufladami, zgłębianie wnętrz... Koniec końców szafa została wybrana, opłacona łącznie z dostawą i czekaliśmy....
Dodam, że w tym samym już czasie czekaliśmy na zamówione w październiku szafki kuchenne. Po latach życia w prowizorce, zdecydowaliśmy, że robimy tę kuchnię teraz, albo nigdy. Zatem szafki stojące, szafki wiszące....
Wszystko przyszło w jednym tygodniu, dzień, po dniu, kiedy i ślubny i ja pracowaliśmy całe dnie. Tutaj jednak szczęście nam sprzyjało, bo nasz sąsiad stolarz - niezwykle zajęty człowiek i zabookowany na kolejne miesiące nowego roku - znalazł dla nas czas. I to aż dwa dni! Jakiś klient mu wypadł z listy, więc zaczął pracę u nas. Wyszukał i dokupił blat w kolorze, wszystkie inne potrzebne pizdrygały, a po dwóch dniach po prostu rozliczyliśmy się z nim i mogliśmy cieszyć się nową kuchnią. Zatem o remoncie kuchennym mogę spokojnie powiedzieć: poszedł gładko.
Zdjęcia wstawiam chyba najbardziej dla mojej rodziny, żeby mogli w końcu obejrzeć efekty.
Musiała znaleźć jakieś powiązania swojej rodziny z historią. Na szczęście nauczycielka była tak "wyrozumiała", że nie kazała Monice szukać naszych związków z historią Irlandii:) Pozwoliła nam wybrać Polskę.
Projekt rodził się w bólach, przy udziale rodziny w kraju.
Opisaliśmy trochę powstanie, walkę, udział ludzi....
Pochwalę się jeszcze kwiatami w domu, tymi, które zostały nam po przyjaciołach "wyjechanych do Polski". No właśnie, to był kolejny punkt: pożegnanie po tylu latach...
Nie spakowali już tej szklarenki i została u mnie, razem ze skrzydłokwiatami:
...i jesień zmienia oblicze ogrodu.
W październiku rozchodniki jeszcze pięknie kwitły