piątek, 18 kwietnia 2014

Testujemy kolejnego renault



Przez kilka dni mamy możliwość pojeździć sobie renault megane, jednym z nowszych roczników.



Ot, taka mała przyjemność...

Już po dwóch dniach wiem, że nigdy bym go nie wybrała, a przynajmniej nie z tym silnikiem! Ma tak małą moc, tak słabe przyspieszenie, że płakać się chce.
Samo prowadzenie to bajka oczywiście, lekkość sterowania(małym palcem można przekręcać kierownicę), cisza we wnętrzu, jakby silnik nie pracował, dobrze trzyma się drogi na ostrych zakrętach, ma dużo przestrzeni w środku(mój dwumetrowy mąż wciąż ma miejsce!) i w bagażniku. Ale już widoczność we wstecznym lusterku dramatyczna, skrzynia biegów jakaś toporna...

Wszystko to na pewno kwestia tego, że jeżdżę laguną kombi i jestem do niego mocno przyzwyczajona; na pewno szybko nie dałabym się namówić na ten model, ale pojeździć sobie mogę, dlaczego nie?

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Dotarły do mnie książki




...z paczką z PL.

Artur już porwał jedną i czyta zaciekle. Ja przeglądam i się delektuję, bo póki co muszę przeczytać dwie zaczęte książki z mojej półki.

Bajarz z Makareszu

Białe zeszyty

Rozdarty naród

Dzikie wybrzeże

W rajskiej dolinie wśród zielska



Prezenterki

Upadłe damy II Rzeczpospolitej



Orzeł Biały i czerwona gwiazda - Artur już jest w połowie książki i jest nią zachwycony!

Zaginione królestwa



Pięknie wydany kalendarz, który zamierzam przeznaczyć później na mój notatnik sprawdzonych kuchennych przepisów.



I tak oto uzbierał się mały stosik, który zasidlił już i tak pełne półki naszej domowej biblioteki.


niedziela, 13 kwietnia 2014

Emo, spacer nową trasą



Troche późno w tym roku, ale w końcu wybraliśmy sie do Emo, do parku. Chciałam koniecznie zobaczyć nową trasę spacerową, prowadzącą wkoło jeziora.
W parku kwitną już rododendrony i kamelie japońskie.



Cebulica syberyjska niebieści się wśród traw:



Do tego śnieżyce wiosenne:



Wciąż pełno jest żonkili, ale w tym roku już darowałam sobie zdjęcia tych kwiatów.

Dzień był bardzo kapryśny, w zasadzie pogoda, powinnam napisać. Raz padało, raz świeciło piękne słońce. Dziewczyny ubrały się więc w lekkie płaszczyki, zaopatrzyły w parasolki i ruszyłyśmy na podbój nowej ścieżki spacerowej.






Oczywiście zdjęcia w miejscu, które zawsze trzeba zaliczyć!








Po obowiązkowej sesji zdjęciowej, ruszyłyśmy na spacer wkoło jeziora. Myślałam, że będzie on krótki, tymczasem.... zaskoczył nas troszkę swoją długością.





Nie muszę mówić, że wszystkie głazy i pniaki zostały zaliczone, prawda?






Na jeziorze jest około trzech wysepek(może więcej, nie pamiętam), zupełnie odciętych od ludzi. Ta, właśnie  ptactwo wodne i brodzące ma swoje rajskie zakątki.




Parasolki, niezależnie od pogody, cały czas były w użyciu.



Do tego momentu biegła stara trasa spacerowa. Dawniej należało zawrócić i pójść po własnym śladzie do parku. Teraz można ruszać dalej, przed siebie.



Wszystko jest nowe, widać, że dopiero zrobione, posadzone, uładzone. Miejsca muszą nabrać klimatu, który uzyskuje się dopiero po upływie jakiegoś czasu. Teraz jeszcze nie są "swojski", czarujące, ale już widać rodzące się piękno.




Nowa ścieżka ma mnóstwo zwolenników; spotkaliśmy może nie tłumy, ale bardzo dużo spacerowiczów, biegaczy, choć raczej mało rodzin z dziećmi.




Ze ściętych drzew porobiono "przystanki zabawowe dla dzieci" - zdjęcia będą następnym razem.

Odkryte zostały kolejne zakątki z omszałymi drzewami:



W końcu dotarliśmy znowu nad jezioro po to, by za chwilę, znowu od niego odbić. Myślę, że sam szlak wkoło jeziora może liczyć ponad 3 km, co dla moich wyczynowych spacerowiczek jest pryszczem :)




I już z kolejnego punktu widokowego mamy obraz naszego dawnego miejsca, w którym zawsze zatrzymywaliśmy się na karmienie kaczek i łabędzi.



W pewnym momencie dzieci zaczęły jęczeć: długo jeszcze?, potem z lekka się kłócić i mój czas na robienie zdjęć się w tym momencie skończył...ale może to i dobrze? Zostało coś na kolejną wycieczkę.

sobota, 5 kwietnia 2014

Dwie serwetki




Zostałam poproszona o wyszydełkowanie serwetki do koszyka wielkanocnego. Miałam jedną gotową, ale była nieco za duża, więc dorobiłam do kompletu drugą, pomniejszoną o jeden motyw. Wykończenie zrobiłam swoje własne, ponieważ to ze schematu nie pasowało ze względu na przerwanie robótki w zupełnie innym momencie, niż wzór przewidywał.

Jeszcze wczoraj upinałam serwetki na desce do prasowania - całe szczęście, że mam szeroką na 50cm! Brzegi tylko troszkę podwinęłam i upięłam naciągnięte pod spodem deski:)



Wbiłam chyba ze 200 szpilek, żeby umocować każdy pikotek i dobrze naciągnąć motywy:



Dziś już były gotowe do zdjęcia z deski i obfotografowania:




Szydełkowałam z lidlowskiej czystej bawełny; kolor: śnieżna biel, szydełko 1,5




Uważam, że wzór jest bardzo przyjazny, nie przekombinowany i dający śliczny rezultat. W oryginale jest to obrusek na okrągły stół, więc motywów jest nieco więcej.
Wymiary:
- duża - 50cm
- mała - 31cm



Myślę, że zrobię taką dla siebie; potrzebuję tylko sporo nici, bo jednak serduszkowe motywy trochę ich pochałaniają.

A poniżej oryginalna serweta z czasopisma:


Tak wyglądałaby, gdybym pokusiła się o zrobienie całości. Jest piękna! Mam nadzieję, ze zamawiająca będzie zadowolona.

piątek, 4 kwietnia 2014

Kwiatowo



W ogrodzie wszystko rośnie i zaczyna kwitnąć. Hiacynty, żonkile i narcyzy pachną nieziemsko kiedy przechodzi się obok nich, albo zwyczajnie stanie w drzwiach wejściowych.



To już ostatnie dni urody hiacyntów, potem zaczną przekwitać żonkile, ale póki co cieszą oczy kolorami.

W skrzynce poniżej zakwitły hiacynty, których cebule zostały przez przypadek pocięte szpadlem. Jak widać zregenerowały się i w następnym roku powinny już wytworzyć pełnowartościowe kwiaty:



W doniczkach i skrzynkach rosną orliki i ostróżki:


Orliki już wypuściły pąki kwiatowe i za kilka dni mam nadzieję cieszyć oczy ich kwiatami. Zobaczymy jakie to kolory przypadły nam w udziale.

Pod ogrodzeniem szafirki świecą niebieskościami:



A pierwiosnki nadal kwitną jak szalone!



W końcu pokazał swój pierwszy kwiatek Śnieżnik lśniący! Zniknął mi w tamtym roku - prawdopodobnie zjedzony przez ślimaki - i nawet nie pokazał liści(też zapewne wyczyszczonych do ziemi). W tym roku muszę go wykopać i przenieść w inne miejsce.



Narcyz... jak ja kocham te kwiaty! Zawsze kojarzyły mi się z dzieciństwem, bo w ogródku przydomowym kwitło 10 lub więcej ogromnych kęp tych kwiatów. Ja dorobiłam się jednej, za to z roku na rok powiększa się ilość kwiatów.



Żonkile o pełnych kwiatach zaczynają powoli rozwijać pąki i rozsiewać zapach:



A w domu... przyniosione ze sklepu kwiaty, żółcą się w moim kąciku robótkowo-wypoczynkowym:



czwartek, 3 kwietnia 2014

Szydełkowo




Ukończyłam komplet serwetek dla znajomej. Jeszcze tylko krochmalenie i blokowanie:





Serwetki robione z białego kordonku, z dawnych zapasów. Wzór oryginalnie rozpisany jest na serwetę na stół, ale ja opuściłam kilka okrążeń i wykończyłam po swojemu.

Złapałam się też za lidlowską bawełnę w kolorze jasnoniebieskim, dość intensywnym, ale oczywiście nie aż tak żarówiastym, jak ten na zdjęciu.


Kolor bawełny starałam się dopasować do zwiewnego materiału, który ostatnio znalazłam. Wymyśliłam sobie narzutkę na plażę. Nie lubię paradować w samym stroju kąpielowym, stąd ten pomysł.



Co planuję to jedno, a co mi wyjdzie... to już zupełnie inna historia. Póki co, szydełkuję niebieską siateczkę.

środa, 2 kwietnia 2014

Projekt ogród





Pierwsza część projektu w ogrodzie została ukończona. Mówię tu o deckingu, czyli takim małym tarasie:




Kolejny krok, to zrobienie ścieżki do furtki i wyłożenie części przytarasowej kostką, bo w tej chwili cała woda spływa z desek i toniemy w błocie. Cieszę się ogromnie z tego kawałka, bo dzieciaki już wykorzystuja go intensywnie - zanim nawet zdążyłam zabespieczyć solidnie drewno. Po deszczu wszystko szybko obsycha i mamy kawałek "ogrodu" do odpoczynku.
Teraz muszę odkurzyć samochód, bo oczywiście wszystko załadowałam do naszego auta, które z rodzinnego, zamieniło się na chwilę w transportowe.