Pogoda trochę się poprawiła, wybrałyśmy się zatem nad jezioro. Artur w pracy, więc nie skorzystał z pogody i odpoczynku nad wodą.
Najpierw krótka przejażdżka na torfowisko, chwila przy rzece:
Potem kilometrowy spacer nad jezioro w takich okolicznościach przyrody:
Sosny pylą na żółto, dzieciaki miały więc ubaw potrząsając gałązkami, z których unosił się "złoty" pył.
Potem jeszcze kawałek i woda... Dziewczyny od początku wiedziały - podobnie jak ja - że wejdą do wody. Pytanie było tylko: jak głęboko i czy będą mogły pływać?
Woda była jeszcze bardzo zimna, więc pozwoliłam im na brodzenie przy brzegu, zwłaszcza, że sama nie miałam stroju kąpielowego, żeby wejść i pływać z nimi na głębszej wodzie.
Bieganie wzdłuż brzegów jeziora też jest świetną zabawą, jak widać. Poza tym przekopywanie mokrego piasku, wsmarowywanie go sobie w skórę i ubrania...
Zamki z piasku i tamy.., próby łowienia ryb... Tak upływały kolejne kwadranse. Ponieważ słońce schowało się za chmurami i temperatura zaczęła spadać, trzeba było wracać do domu.
Niełatwo było się dzieciom rozstać z wodą, niełatwo.
Jeszcze kilka minut, jeszcze chwila... Potem Iza wrzuciła foremki do wody i zaczęła je wyławiać tłumacząc, że to tak przypadkiem. Foremki odpływały z falami, Monika dołączyła do pościgu i skończyło się to tym, że weszły prawie po pas do wody. Cóż... można się było tego spodziewać.
Mokre, upiaszczone, wracałyśmy do samochodu.
Czytalam, czytalam i czekalam kiedy dojdziesz do opisu jak to twoje dzieci z brodzenia w wodzie po kolana skonczyly w wodzie po pas (niemal) - bo ze tak to sie skonczy, BYLAM PEWNA. W koncu tez mam dzieci...
OdpowiedzUsuńJakim cudem ani twoje dziewczyny ani moje Pociechy nie maja pletw - nie wiem. Moje NIGDY nie przepuszcza najmniejszej nawet kaluzy, a kazde brodzenie w zbiorniku z opcja zanurzenia - wlasnie tak sie konczy, nie wazne czy "przypadkiem" czy celowo...
Pozdrawiam wakacyjnie,
Motylek
Ja się też dziwię, że jeszcze im nic nie urosło między paluchami, albo przynajmniej na plecach:) Przyznaję się, że nastawiałam się na takie zakończenie, bo w końcu zna człowiek swoje dzieci :)
UsuńDziś pojechaliśmy jeszcze raz, z dodatkowa koleżanką i oczywiście wszystko było mokre, mało tego, obficie obsypane piachem, a piach na mokrym ubraniu... doszły do samochodu, to część odpadło, więc nie było tak strasznie.
czasem się wściekam, że tak się moczą, brudzą, ale z drugiej strony - masz albo czyste dziecko, albo szczęśliwe.
pozdrawiam
Lepiej, zeby sie tak bawily, niz wiecznie siedzialy z tabletem w lapkach badz przed TV/komputerem.
OdpowiedzUsuńDzieci zawsze znajdą pretekst, by się zmoczyć bardziej, niż rodzice pozwalają:-)
OdpowiedzUsuńSama bym w tej wodzie pobrodziła! Szczególnie, że znowu idą upały, ufff..... ^^
OdpowiedzUsuń