sobota, 28 lutego 2015
Miałam wiele planów...
...a życie, tak jak zawsze, zmodyfikowało je nieco i musieliśmy się dostosować do sytuacji.
Artur właśnie kończy dwa tygodnie urlopu. Niedawno zaczynał swój odpoczynek, a w poniedziałek już wraca do pracy.
W trakcie urlopu miał szkolenie, za które płaciła firma, i które było przeznaczone dla pracowników ze szpitali psychiatrycznych, klinik i tego typu miejsc. Ponieważ szkolenie było całkiem kosztowne, firma wybrała tylko tych, którzy absolutnie muszą mieć zaliczony ten kurs i Artur znalazł się między 19 szczęśliwcami :) Trochę się zirytował, że podczas urlopu... a ja trochę się wkurzyłam, że muszę go wozić w tę i z powrotem do Dublina. Pół dnia spędziłam za kółkiem, co zrujnowało mi część planów.
Oczywiście nie uszyłam nic! Kompletnie nic, choć zakładałam, że będę mieć więcej czasu i takie tam przyjemności.
Jedyna pozytywna rzecz: pomalowalismy pokój dzienny. Nic szczególnego, ten sam kolor - magnolia - taki neutralny, kremowy, bym powiedziała, ale oni nazywają to magnolia. Najbardziej popularny kolor w Irlandii; malują nim domy na zewnątrz, w środku... prawie każda firma ma magnolię w ofercie.
Muszę pochwalić się, że odsunęliśmy nawet regały z książkami, po wcześniejszym ich "rozpakowaniu". Było co robić, naprawdę. A co najpiękniejsze? Artur potem poukładał książki na półkach, jednocześnie segregując je według serii, autorów i wielkości, żeby to wszysto jeszcze weszło, bo wiecie, czasem łatwiej jest wypakować rzeczy, niż je potem wpasować w to samo miejsce.
Przy okazji, kiedy już książki leżały na podłodze, pomalowałam ścianki wspierające półki. Prawie 4 lata temu sąsiad stolarz uratował regały przed połamaniem, wstawiając wsporniki cięte z płyty. Dzięki temu półki przestały się wyginać podczas dokładania coraz większej ilości tomów. Te ścianki wspornikowe miałam pomalować zaraz na początku, potem, z miesiąca na miesiąc jakoś tak schodziło, że dobiłam do prawie 4 lat! W końcu wszystko ma jeden kolor.
Irlandzkie koleje od miesięcy bujały się z wprowadzeniem kart do biletów okresowych. W końcu słowo stało się ciałem.
Wysłałam zdjęcie Artura i dostał piękną wkładkę, dzięki której bilet miesięczny jest ważny. Bez niej już nie znaczy tyle samo.... kolejny projekt, na który tracą pieniądze podatników.
Zbliża się wiosna i czas na zmianę obuwia na lżejsze, nabyłam parę par butów, bo trafiła się okazja.
Ponieważ strasznie niszczę buty(z czego jestem znana w rodzinie), musze zadbać o odpowiednią ich ilość na początku sezonu(zazwyczaj po lecie wszystkie są do wyrzucenia, co ma swoje dobre strony - co rok mam inne buty;) ).
W tym roku wpadły mi w oko takie:
Bardzo mi się spodobały: ten wzór, ta klamra. Pasują idealnie, wygodne niesamowicie, zgrywają się nawet z jeansami.
Klasyczne czarne, bo na pewno mi się przydadzą. Małgosia chce mi je podprowadzić, bo okazuje się, że ma nogę już prawie taką jak ja!
I na koniec takie:
Też są bardzo wygodne i też mają całkiem spore klamry.
Wszystkie pary mają obcasy, które będą sprawdzać się zarówno podczas jazdy(co dla mnie jest istotne, bo sporo czasu spędzam w aucie), jak i ganiania za dziećmi(bo to kolejne zajęcie, któremu poświęcam dużo czasu:) )
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Zycie przeważnie weryfikuje nam plany nie licząc się z nami zupełnie... coż zrobić! Ale buciki kupiłaś sobie śliczne! I taki obcas akuratny, nie za duży nie za mały. Ja tu w USA nie mogę znaleźć butów z takim wyważonym obcasem - albo płaskie, albo szpile takie, że nawet stać w nich trudno, a co dopiero chodzić bądź biegać za dziećmi!
OdpowiedzUsuńMotylek
U mnie też są modne takie szpile i na zabawę są dobre, ale nie na zwykły dzień. w TKMaxx są fajne buty, takie właśnie obcasy "akurat".
Usuńtakie to życie, fajne butki i fajnie że wygodne,ja mam problem z pełnym wygodnym bucikiem,najlepiej to przechodziłam bym do lata w kozakach a potem do sandałów,
OdpowiedzUsuńja na ogół nie ma mam problemów z kupnem wygodnych butów, jedyny problem to to, że "palą się" na moich nogach.
UsuńPodkradłabym Ci te pierwsze buty! Klasyczny kształt, ozdobny wzorek i jeszcze te czerwone paski na piętach. *^o^*
OdpowiedzUsuńA z taką magnolią na ścianach chyba bym umarła.... Na serio, bardzo źle się czuję w pomieszczeniach z tego typu kremowo-waniliowo-pudrowymi ścianami, niech to będzie czysta biel albo jakieś zdecydowane kolory. Chyba mam tak ze wszystkim - otoczeniem, ubraniami, potrzebuję porządnej stymulacji barwami. *^v^*
ja tak nie mam z kremami na ścianach. biel też lubię, ale kremy mi nie przeszkadzają. nie wybieram natomias ciemnych kolorów, bo za dużo mamy pochmurnych, ciemnych dni na przestrzeni roku; ciemne kolory wtedy mnie przytłaczają. ale żeby nie było, w domu mam kolory: purpurowo-żółty korytarz od którego wszyscy mnie odwodzili, a który rozświetla całą przestrzeń i zółto-zieloną kuchnię, taką wiosenną, do której też nikt nie był przekonany aż do końca:)
Usuńtak piszę, ale przecież zdaję sobie sprawę, że każdy ma swoje upodobania i dobrze! dzięki temu jest ciekawiej.
a ten czerwony pasek na pięcie to niestety metka z napisem olsen lub coś w tym stylu. nie jest czysto czerwony, ale na pewno zwraca uwage :)
Super butki, wszystkie takie jak lubię - na paseczkach:)
OdpowiedzUsuńMoże nie zrobiłaś wszystkiego, ale odnowienie pokoju i pomalowanie regału, to jednak całkiem sporo i widać, że wiosna idzie, mnie też nachodzi na porządki:-)
z butami to mam tak, że każdego roku coś innego mi zaczyna odpowiadać. ale oczywiście muszę brać poprawkę na to, ze spędzam dużo czasu w aucie i na placach zabaw, więc pod tym kontem muszę przede wszystkim rozważać kupno. mam tylko cichą nadzieję, że te wytrzymają choć do końca sezonu!
Usuń