Po południu, tak koło 3.30, wybraliśmy się na spacer do pobliskiego lasku, który od jakiegoś czasu, powoli, zmienia kolory na jesienne.
Zielone, oprócz iglastych, pozostają oczywiście ostrokrzewy, które o tej porze roku zaczerwieniają się delikatnie koralami:
Poniżej, kwitnący ostrokrzew:
Takie obrazki u nas są widoczne na każdym kroku niemalże. Ostrokrzewy rosną tutaj jak chwasty, a do tego osiągają pokaźne rozmiary, dorównując wysokością niektórym drzewom.
Dzieciaki skakały, biegały, szukały liści, patyków i czego tam jeszcze....
Poza bieganiem po lesie, dziewczyny chętnie pozowały do zdjęć. W tle, błyszczące, zielone liście to ostrokrzewy:
Przez drzewa prześwieca wieża... do tej pory nie wiem, co to jest..
Spacer prowadził nas pod górę, teraz zatem ujęcia lasu z wyższego poziomu:
Ogromne, omszone drzewa....
I znowu pozowania
Była już prawie 4, więc dzień chylił się ku końcowi. Niebo zaczęło zmieniać kolor, a my szłyśmy powoli do domu.
Wycieczka, choć krótka i tylko w najbliższej okolicy, to sprawiła nam mnóstwo radości. Przegadałyśmy z dziewczynami różne tematy tak, jak dawno już nie rozmawiałyśmy.
środa, 1 listopada 2017
poniedziałek, 23 października 2017
Emo
Zaległy wpis z początków października... Spacer w Emo z zamiarem zebrania szyszek.
Dzieciaki biegały i szukały szyszek, ja robiłam zdjęcia.
Nie tylko mchy wpadły w kadr...
Pierwszy raz zauważyłam, że kolumny są w pewnym momencie asymetryczne:
Kolejne grzyby....
W pewnym momencie słońce wyszło zza chmur:
Dwa poniższe zdjęcia to szyszki Sosny himalajskiej - Pinus wallichiana
Poniżej piękne, młode "jeszcze nie szyszki" cedru himalajskiego
I cis.... absolutnie ulubione miejsce wszystkich dzieci....
czwartek, 12 października 2017
Wczesny ranek...
...wakacje na wsi.
Wyprawa na grzyby. Moja pierwsza po nie wiem ilu latach! Za namową brata, razem z tatą, we troje, pojechaliśmy do lasu, kiedy reszta towarzystwa smacznie spała.
Mgły rozciągały się nisko nad ziemią, słońce wznosiło się coraz wyżej...
Zamiast na grzybach, skupiłam się na okolicy.
Co ciekawe, mimo wszystko coś tam znalazłam. Brat skomentował, że zapewne to grzyb stanął mi na drodze, bo inaczej na pewno bym go nie zauważyła :) Coś w tym jest, bo na grzybobrania się nie nadaję, przynajmniej na takie, gdzie ludzie faktycznie chcą czegoś nazbierać.
Za to zrobiłam kilka zdjęć, kiedy oni chodzili z głowami schylonymi w dół.
Żałowałam, że nie trafił mi się do zdjęcia muchomor czerwony...
Uwieczniłam mrowisko - dla moich dzieci, żeby zobaczyły, jak to wygląda!
Nie można powiedzieć, że uginaliśmy się pod ciężarem koszy z grzybami... ale i tak dla mnie była to fantastyczna wyprawa.
Ta poranna wycieczka była trochę, jak przeniesienie w czasie; kiedy byłam dzieciakiem, często chodziliśmy na grzybobrania, z naciskiem na "grzybobrania", a nie sesje zdjęciowe :)
sobota, 7 października 2017
Zaczynamy kolejny miesiąc
...a w zasadzie już jesteśmy kawałek w październiku.
Minął wrzesień, nie wiem kiedy! Pewnie dlatego, że w tym roku moja najstarsza zaczęła nową szkołę, a co za tym idzie, wszystko uległo zmianie. Może nie wszystko, ale poranna rutyna nieco się zmieniła. Popołudniowa zresztą też.
Wpis okraszę zdjęciami kwiatów z ogrodu moich rodziców.... Jedno ze wspomnień z lata....
Nie ma co ukrywać, że trochę się obawiałam, początków nowej szkoły. Tam już rodzice praktycznie się nie pojawiają. Dzieciak podjeżdża pod bramę - jeśli ma to szczęście, że ktoś go podwozi - wysiada i leci do szkoły, gdzie o wszystko sam musi zadbać.
Każdemu przydzielono szafkę na rzeczy:książki, pomoce szkolne, ubrania, itp. Na szczęście Gosia dostała taką na odpowiedniej wysokości dla niej. Nie musi się schylać do podłogi, czy wręcz klękać, żeby cokolwiek wyciągnąć, a części dzieciaków niestety takie miejsca przypadły.
Pierwszy tydzień był chyba najbardziej "zamotany", przerażający i stresujący nawet dla mnie. Teraz, po upływie miesiąca widzę, że Gosia "ogarnęła system": przygotowuje się na zajęcia, pakuje plecak na następny dzień już wieczorem; stara się też rankami o wiele bardziej, niż choćby rok temu. Obudzenie jej - dzieciaka, który całymi latami zaczynał dzień najpóźniej o 6-tej!!!!! - było koszmarem. W tym roku wstaje sama; wyliczyła sobie czas, o której musi zejść z łóżka, żeby zdążyć ze wszystkim.
Zobaczymy jakie wyniki w nauce zacznie osiągać, bo jest już po dwóch sprawdzianach, między innymi z matematyki, za którą nie przepada. W laboratorium i na zajęciach praktycznych nie ma problemów.
Przez cały wrzesień pierwsze klasy uczyły się dwóch języków: niemieckiego i francuskiego. W pierwszych dniach października musieli zdecydować, który wybierają. Gosia wybrała francuski; decyzja była wyłącznie jej, ponieważ to ona będzie się tego przedmiotu uczyć, nie ja.
Miejmy nadzieję, że dalsza część roku będzie jej przebiegała przynajmniej tak gładko, jak do tej pory.
Przykra rzecz, którą musieliśmy właśnie rozwiązać, to kupno kolejnego plecaka. Ten nabyty w podobno "profesjonalnym" sklepie sportowym nie wytrzymał miesiąca. Przyznam, że to spore rozczarownie, bo kosztował dość dużo...
Moja średnia wciągnęła się już w szkolny rytm i opracowała sobie metodę odrabiania prac domowych. Zauważyłam też, że trochę mniej się denerwuje, a to już dużo, wszak bardzo łatwo wścieka się z byle powodu. Ostatnio stwierdziła nawet, że zaczyna lubić irlandzki. Zapytałam, czy to dlatego, że umie już dużo i potrafi zrobić wszystkie zadania z łatwością? Stwierdziła, że to możliwe. Poza tym wciągnęła się bardzo w gry matematyczne i próbuje łapać jak najwięcej punktów.
Izabelka uwielbia chodzić do szkoły. Chce pokazać, że jest zupełnie samodzielna i od trzeciego, czy czwartego dnia, poprosiła, żebym nie odprowadzała jej na plac szkolny, bo już tego nie potrzebuje. Zatrzymuję więc auto zaraz przy recepcji, dzieciaki wyskakują, chwytają plecaki i biegną na swoje linie - czyli miejsca, gdzie zostawiają torby i z których maszerują do klas. Tu muszę bardzo pochwalić Monikę, która stała się bardzo opiekuńcza w stosunku do młodszej siostry. Choć nie nadskakuje Izie, to jednak potrafi zadbać o to, żeby ta czuła, że ktoś bliski jest niedaleko.
Izabela sama ogarnia pracę domową i prosi tylko o sprawdzenie. Wciągnęła się też mocno w czytanie. Można powiedzieć, że łyka książkę za książką! I choć niedawno dyskutowałam z Motylkiem na temat czytelnictwa moich dzieci(byłam nieco podłamana), to właśnie w ostatnim tygodniu zaczęło się to zmieniać na plus. Dwie starsze zaczęły intensywniej czytać! W końcu do nich dotarło, że kluczem jest znalezienie książek, które je zainteresują i nie będą zbyt trudne, czy też zbyt dziecinne.
Od powrotu z Polski, systematycznie co tydzień, jeździmy na basen. W końcu(po ponad roku!) namówiłam najstarszą, żeby oprócz pluskania, trochę poćwiczyła, bo pływanie doskonale wpływa na sylwetkę - najstarsza jest na etapie: zdrowe jedzenie i oczyszczanie ciała. Gosia przyjęła to do wiadomości i przepływa przynajmniej 4-5 basenów. Muszę pochwalić moje najstarsze dziecko za przepiękny styl pływania. Wydaje się, że ona tak od niechcenia sunie przez wodę. Artur, który jest świetnym pływakiem, stwierdził, że w stylowym pływaniu nie ma z Gosią szans.
Monika zaparła się i próbuje pływać z moją szybkością, więc naprawdę pracuje na basenie. Jej ulubioną zabawą, w którą wciągnęła Izabelkę, jest nurkowanie w głębokiej części basenu.
Izabela już dobrze sobie radzi w wodzie i z przerwami, przepływa długośc basenu. Oczywiście zostaje na głębokim końcu i pluska się z Monią, nurkując do dna. Do tego wymyślają sobie różne zabawy pod wodą.
Cieszę się, że udało nam się oswoić je z wodą i że nauczyły się pływania. Teraz już może być tylko lepiej, bo tej umiejętności raczej nie zapomną :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)