...i w naszej szkole niedługo już halloween.
Od początku września jakoś tak szybko mi czas zleciał, że nie pisałam wcale, nawet zdjęć nie pstrykałam; od czasu do czasu zrobiłam "przebieżkę" po blogach i to wszystko.
W tym czasie powstało kilka rzeczy na drutach, to na szydełku... ale o tym później.
Tymczasem wspomnę o naszych doświadczeniach z Libratusem.
Już na początku września dostaliśmy dokładną rozpiskę poszczególnych tygodni i w zasadzie od 1 września materiały do nauki były dostępne na naszych kontach. Dziewczyny, pełne zapału, siadły do pierwszych lekcji... i tu niespodzianka. Materiału jest dużo, wszak to wszystko, co w szkole w Polsce, a czasu mamy zdecydowanie mniej - tylko trochę po lekcjach i weekendy. Nie oszukujmy sie jednak, dzieci nie będą pracowały non-stop przez ileś godzin. Do tego trudności ze zrozumieniem tekstów, tłumaczenie, itd. Jednym słowem, po pierwszych lekcjach byliśmy do tyłu z materiałem. Dodatkowo dzieci zniechęciły się, szczególnie przerabianiem wierszy, których nie mogły pojąć. Wszystko to sprawiło, że libratus praktycznie zatrzymał się w miejscu.
Kiedy do nas zadzwonili ze szkoły w Polsce - naszej szkoły partnerskiej z Warszawy - mieliśmy już 5 tygodni w plecy. Przyznaję jednak, że ta rozmowa bardzo nam pomogła. Nauczycielka zachęcała do próbowania, odpuszczenia sobie rzeczy trudnych, a zajęcia się tymi, które sprawią dzieciom frajdę(do tych ponad ich siły możemy wrócić później, pod koniec roku szkolnego, kiedy będzie dzeciom troszkę łatwiej). Absolutnie zakazała, jeśli tak można to ująć - rezygnowania z kontynuacji nauki, bądź egzaminów. Ten telefon dał moim córkom ogromnego kopa, a jednocześnie może zachęcił do podjęcia trudu? Od tego dnia, 6 lub 7 października, dzieci pracowały CODZIENNIE!!!!! Raz było to 60 minut(czym mnie zaskakiwały) a innym razem ponad godzinę(co już mnie szokowało :)) Kiedy miały dość, wyłączaliśmy konto i sprawdzały postęp procentowy(bo taki jest liczony).
W tej chwili nadrobiliśmy prawie 2 tygodnie! co jest ogromnym osiągnięciem. Do tego dzieci pracują raczej z ochotą, rozkręcaja sie po pierwszych minutach i dalej czas pędzi. Ogromnym plusem jest to, że mój mąż wciągnał się w to zadanie i oboje systematycznie uczymy i pracujemy z naszymi pociechami.
Jakie wyniki tego będą? Nie mam pojęcia, ale jak zauważyła nauczycielka z Polski: nawet jeśli, w najgorszym wypadku - którego ona nie przewiduje - nie zaliczą egzaminów końcowych, to to, czego się nauczyły, nikt im nie odbierze. I tego się trzymamy i kontynuujemy naukę Gosi - w klasie 5 i Moniki - w klasie 3. Iza zaś dzielnie chwyta za elementarz i czyta po polsku :)
Teraz trochę dziergadełek:
Komplet dla Izabelki. Na otulaczu pojawią się kwiatki w kolorze pomarańczu z czapeczki:
Dla Izki, do spania :)
Wiem, że wyglądają okropnie, ale te dwie pary są używane jako kapcie i tu sprawdzają się znakomicie. Raz, że brązowe włóczki sa niezwykle wytrzymałe i ciepła, dwa, w końcu znalazłam zastosowanie do tych resztek :)
Tutaj coś nowego. Szydełko chyba 10 i paski materiału ze starych poszewek, sukienek, itp.
Powstaja powoli, bo są niezwykle materiałożercze!
Na drutach włóczka fantazyjna: spotkałam jeden motek w SH i kupiłam. Dobrze, że nie nabywałam jej w większej ilości! Efekt ciekawy, ale praca upierdliwa, delikatnie określając.
W szkole irlandzkiej zbliża się halloween. W tym roku nowy dyrektor wprowadza nowe rzeczy, nowe rozwiązania i muszę powiedzieć, że działa szybko, prężnie i... organizuje ciekawe zajęcia.
Już w przyszłym tygodniu musimy z Gosią upiec coś na szkolny targ z okazji halloween. Pieniążki idą na szkołę i potrzeby uczniów.
Teraz jestem na etapie wymyślania i tworzenia stroju Gosi. Tym razem bez maszyny, bo moja stara wyzionęła ducha po 11 latach pracy(jak na lidlowską markę i zadania, które wykonywała, całkiem nieźle).
Gosia zakończyła pływanie w ramach szkolnych zajęć. W tamtym roku ukończyła poziom pierwszy - dopiero co nauczyłam ją pływać, a w tym roku zaliczyła 5 lub 6. Efekt taki dlatego, że przez cały miniony rok, co tydzień, jeździliśmy z dzieciakami na basen. Nawet nabyliśmy specjalne okularki:
Oczywiście "no name" firma :) ale nie parują, przyciemniają nieco światła lamp i generalnie - jak Małgosia określiła - są cool! W jej wieku to teraz ogromnie ważne.
Dla mnie istotne jest to, że dzieci pływają - nawet Iza radzi sobie w wodzie - i czerpią z tego radość. My przy okazji spędzamy ponad 2 godziny razem na basenie i też czerpiemy z tego przyjemność.