niedziela, 25 stycznia 2009
Pod słońcem Toskanii
Nawet pisać mi się nie chce...
Przeczytałam "Pod słońcem Toskanii"(film ma się nijak do książki) i zaczęłam "Rok w podróży. Dzienniki pasjonatki". Lubię czasem takie książki, gdzie nie ma akcji, wszystko toczy się wolno; w każdej chwili odkładasz książkę, by następnego dnia, za tydzień czy też później wrócić do niej. Dla niektórych nudnawe, dla mnie odprężające.
piątek, 23 stycznia 2009
***
Monika przedwczoraj po raz pierwszy nazwała Małgosię "Gosia". Nie wołała jej, jak do tej pory, "gogo; po prostu zawołała: Gosia!
Co na to moja starsza córka? Ucieszyła się niezmiernie i kilka razy powtarzała, że Monia już ładnie mówi.
Poza tym Monika od kilku dni uwielbia powtarzać jeszcze jedno: tak mamo. O cokolwiek ją pytam, ona odpowiada: tak mamo. Artur też zadał Monice jakieś pytanie, a ona: tak mamo:) Mój mąż dalej próbował, naprowadzał " powiedz: tak tato", a Monika z uśmiechem - tak mamo.
wtorek, 20 stycznia 2009
Jednak się złamałam
Były takie piękne, że nie wytrzymałam i w miniony piątek kupiłam:
Dwa hiacynty. Były jeszcze w zupełnie zamkniętych pączkach, ale przez weekend szybko zaczęły rozwijać kwiaty. Dziś różowy jest już piękny, a białemu niewiele brakuje.
poniedziałek, 19 stycznia 2009
Dopadają mnie myśli
... dotyczące urlopu. W zasadzie samego wyjazdu: czy na pewno wszystko spakuję? Mąż, jak to mąż, o szczegółach(czytaj: pakowaniu), nie myśli. Zajmie się dziećmi(całe szczęście!), kiedy ja będę ładować te wszystkie rzeczy do dwóch waliz. Tak moi Państwo, w tym roku wyjątkowo zgłupiałam i planując wakacje zimą, zgłosiłam na lotnisku zapotrzebowanie na dwie walizki. Dla niezorientowanych - jest nas czworo: dwoje dorosłych i dwójka maluchów ale mniejsza o to.
Prezenty, "suweniry" i inne takie już prawie w całości zgromadzone. Pozostaje tylko rozlokować je w walizach tak, żeby np. alkohole nie zalały mi ubrań(ale o tym będę myśleć za 2 tygodnie). Pozostaje mi też mieć nadzieję, że przepuszczą tę walizę z alkoholem, którego limit przekraczamy lecąc do kraju i wioząc wszelkie "wiskacze", "ginesy" czy inne produkty irlandzkiego przemysłu alkoholowego. Szczęściem dla nas irlandzcy celnicy chyba wspierają rodzimy przemysł i albo nie patrzą na limity, albo przymykają oko:)
Jak już zatrzasnę drzwi domu, wsiądę do taksówki, to włącza się myślenie: czy wszystko pozamykane, wyłączone, wyniesione śmieci, itd.?
W tym roku będzie o tyle lepiej, że zostawimy klucze sąsiadom i poprosimy ich o opiekę nad mieszkaniem.
Żeby było więcej atrakcji związanych z urlopem to:
1. W Polsce mamy wesele w tym czasie.
2. W Irlandii czekam na paczkę poleconą, nawet dwie, z Anglii i obawiam się, że przyjdą podczas naszej nieobecności.
Ja wiem, do tego wszystkiego jeszcze daleko, ale powoli zaczynam myśleć. Jeśli półtora roku siedzi się w jednym kraju, a potem nagle zostawia te wszystkie sprawy i wyjeżdża na urlop, to... nie wiem, jak to ująć, ale mam różne obawy. Nie nadaję się na długie urlopy i wszelkie wyjazdy. To nie dla mnie. Wolę spokój. Chyba nie jestem typem podróżnika.
sobota, 17 stycznia 2009
Zaczęło się
Jest połowa stycznia i u nas zaczęły się ponure deszczowe dni, pełne wiatrów, które wieją z ogromną siłą. Listopad i grudzień nie były złe - przynajmniej w tej części Wyspy, w której my mieszkamy. Czasem popadał deszcz, jednak umiarkowanie. Powiał wiaterek, ale malusi... I było tak jeszcze na początku stycznia. Ale od tygodnia zła pogoda zaczęła się przeplatać na zmianę z piękną. Tak, bo oprócz ponurych, mokrych dni mamy też piękną aurę. Zaczyna być ciepło(kilka dni dało chodzić się w delikatnym sweterku narzuconym na cienki bezrękawnik), słońce świeci przepięknie, zieleń wydaje się bardziej zielona, a do tego... śpiew ptaków. Wczesnymi rankami, jeśli tylko pogoda dopisuje, ptaki zaczynają swoje głośne trele - od razu wiadomo, że już im cieplej. Dzięki tej muzyce łatwiej mi znieść gorszą pogodę - oczyma wyobraźni już widzę wiosnę, którą zwiastuje rozkrzyczane ptactwo.
czwartek, 15 stycznia 2009
Zakwitł
Czerwone kwiaty już niemalże odeszły w zapomnienie. Pojawiły się za to takie:
Rozkwitały niemalże "w oczach"...
... by kolejnego dnia ukazać czysty, biały kielich. Dla mnie zawsze będą niesamowicie piękne.
Myślałam o hiacyntach - bardzo lubię ich zapach, o krokusach i żonkilach, tylko że za dwa tygodnie wylatujemy do Polski i szkoda byłoby mi je tak zostawić.
wtorek, 13 stycznia 2009
W wolnej chwili
W wolnej chwili
...zaczęłam dziergać jeszcze jedną czapeczkę:


Już jedna taka była, ale podoba mi się bardzo, więc zrobiłam kolejną w innej kolorystyce. Poza tym zmieniłam dół - tam się delikatnie zwijał w rulonik, a tutaj dałam ściągacz.
Wykorzystałam też hafciki, które niedawno Wam prezentowałam. Nawet nie spodziewałam się, że tak szybko znajdą zastosowanie:


Byłam pewna, że pójdą do szuflady, jak wiele przed nimi i będą czekać na swoją kolej... kiedyś...
W "CS" proponują naklejenie ich na dodane kartoniki. Ja jednak zastosowałam podkładkę z papieru w innym kolorze. Sama kanwa z haftem wydawała mi się zbyt mdła. Myślę, że teraz jest trochę lepiej; uważam jednak, że kartki to nie jest to, co lubię robić.
...zaczęłam dziergać jeszcze jedną czapeczkę:
Już jedna taka była, ale podoba mi się bardzo, więc zrobiłam kolejną w innej kolorystyce. Poza tym zmieniłam dół - tam się delikatnie zwijał w rulonik, a tutaj dałam ściągacz.
Wykorzystałam też hafciki, które niedawno Wam prezentowałam. Nawet nie spodziewałam się, że tak szybko znajdą zastosowanie:
Byłam pewna, że pójdą do szuflady, jak wiele przed nimi i będą czekać na swoją kolej... kiedyś...
W "CS" proponują naklejenie ich na dodane kartoniki. Ja jednak zastosowałam podkładkę z papieru w innym kolorze. Sama kanwa z haftem wydawała mi się zbyt mdła. Myślę, że teraz jest trochę lepiej; uważam jednak, że kartki to nie jest to, co lubię robić.
Subskrybuj:
Posty (Atom)