Póki słońce świeci, kwiaty wciąż dają z siebie wszystko. W tym roku mało cieszyłam się nimi latem, to raczej mój mąż miał obowiązek ich pielęgnowania. Jak widać, nieźle mu poszło. "W końcu jestem mężem ogrodnika" - skomentował :)
Niedługo już część z nich padnie, zważona przymrozkami; póki co, cieszą nasze oczy.
Cóż za paleta barw, piekności same rosną, mąż ogrodniczki naprawdę się postarał.Jeszcze trochę i znikną nam kochane kwiatuszki.
OdpowiedzUsuńJeszcze trochę i faktycznie poznikają, zważone mrozem.
UsuńKolorowo u Ciebie, jak na wiosnę, tyle, że kwiaty jesienne są. :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło.
Dziękuję bardzo :)
OdpowiedzUsuńNo, naprawdę myślałam, że pomyliłam pory roku! Wiosna u Ciebie! Ślicznie!
OdpowiedzUsuńCzy to ładnie tak rzadko pisać ? Rozbudzić ciekawość czytelniczek, a później zaniedbywać bloga ? Pażdziernik sie konczy, a ostatni wpis z września ! Okrutna !
OdpowiedzUsuń